Polscy masażyści hitem eksportowym

Najlepsze grupy kolarskie na świecie coraz chętniej zatrudniają polskich mechaników i masażystów.

Jednym z nich jest Robert Grabowski, który pomaga grupie Liquigas-Gaspol, w której jeździ znakomity kolarz Stefano Garzelli.

Reklama

- Już czwarty rok pracuję we Włoszech, a z grupą Liquigas-Gaspol pracuję od ubiegłego roku. My masażyści znamy się bardzo dobrze z różnych wyścigów, bo przez cały sezon spotykamy się w różnych krajach. Właśnie jeden z kolegów zaproponował mi pracę w tej ekipie, z której jestem bardzo zadowolony - powiedział w rozmowie z INTERIA.PL Robert.

Swoją przygodę w zawodowej grupie kolarskiej Robert rozpoczął w Polsce. Po otrzymaniu dyplomu na gdańskiej AWF, podjął pracę w polskich grupach.

- Doświadczenie zbierałem w Polsce, masując zawodników z naszych rodzimych grup. Najpierw pracowałem trochę w ekipie Mróz oraz CCC Polsat, a później wyjechałem do Włoch.

Kiedy przygotowywaliśmy wywiad i dzień ze Stefano Garzellim, dyrektor sportowy grupy Liquigas-Gaspol Stefano Zanatta bardzo chwalił pracę polskiego masażysty. - Jest z nami pierwszy rok i świetnie sobie radzi. Wypełnia wszystkie nasze polecenia i jesteśmy z niego zadowoleni.

- Cieszy fakt, że dyrektorzy chwalą polską obsługę. Oczywiście z ich ust tego nie słyszę, bo oni zawsze coś mają nam do zarzucenia (śmiech). Jestem w ekipie z Pro Touru, czyli w kolarskiej lidze mistrzów i lubię to co robię oraz tych ludzi, z którymi pracuję. Cieszy mnie to, że obsługa z Polski, czyli masażyści oraz mechanicy coraz częściej dostają pracę w zagranicznych klubach. Można tylko żałować, że tak mało polskich kolarzy dostaje kontrakty w najlepszych zespołach świata.

Grabowski opowiedział nam także na czym polega jego praca.

- My masażyści tylko z nazwy jesteśmy masażystami. Jesteśmy dodatkowo odpowiedzialni za przejazdy do hotelu, gdzie dokonujemy zakwaterowania kolarzy, sprawdzamy czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Jeden z nas roznosi bagaże zawodników oraz łóżka do masażu. Inny rozmawia o jedzeniu i sprawdza, czym kolarze posilą się przyjeździe do hotelu. Zajmujemy się również zaopatrzeniem w strefie bufetu. Jeden z nas czeka tam na kolarzy i podaje im siatki z jedzeniem i piciem. Do jedzenia kolarze dostają bułki z dżemem oraz batony i żele energetyczne. Kolejny masażysta jedzie na metę i przygotowuje napoje energetyczne dla kolarzy o wysokiej zawartości białka. Dzielimy się obowiązkami, a każdy wykonuje swoją pracę od 6 rano do 23.

Głównym zadaniem polskiego masażysty jest jednak doprowadzenie kolarza do stanu "używalności".

- Po przejechaniu 200 km po ciężkim terenie mięśnie kolarzy są twarde jak kamień. Zaraz po przekroczeniu linii mety każdy z kolarzy jak najszybciej udaje się do hotelu, aby poddać się sportowym masażom. Chodzi o to, żeby po tak ogromnym wysiłku włożonym w etap, kolarz wrócił do stanu używalności. Żeby na następny dzień mógł jechać dobrze.

Grabowski większość roku przebywa poza domem.

- W całym sezonie obsługujemy około 170 wyścigów, czyli cały czas jesteśmy poza domem. Moja żona Magda wciąż czeka i odlicza dni do przyjazdu. Podobnie jak kolarze, również my masażyści czekamy z utęsknieniem do końca sezonu. Dopiero wtedy nadchodzi czas na pomieszkanie z rodziną i załatwienie wszystkich spraw , które ciągle odkładam na później.

Andrzej Łukaszewicz, Paweł Pieprzyca; Karpacz

Dowiedz się więcej na temat: hity | kolarze | robert

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama