Polacy zagrają z "canarinhos"!

Polska pokonała Stany Zjednoczone 3:0 w piątkowym meczu grupy E finałowego turnieju Ligi Światowej siatkarzy, który odbywa się w Katowicach.

Obie drużyny już wcześniej zapewniły sobie awans do półfinałów, ich pojedynek decydował tylko o miejscu w grupie.

Reklama

"Biało-czerwoni", jako zwycięzcy, w sobotnim półfinale zmierzą się z Brazylią, obrońcą tytułu i drugą drużyną grupy F (godz. 20), natomiast Amerykanie zagrają z Rosją (17).

Piątkowa wygrana ze Stanami Zjednoczonymi była dla Polaków 14. z rzędu w tegorocznej Lidze Światowej!

- Zagrali tak, że ręce same składały się do oklasków - tak mistrz olimpijski i świata Ryszard Bosek podsumował grę polskich siatkarzy po pierwszym secie. Słowa te można odnieść również do dwóch następnych. Na początku pierwszej partii Amerykanie zaatakowali z ogromną siłą i determinacją. Ich mocne zagrywki robiły dużo szkody polskim przyjmującym. Z kolei praktycznie wszystkie serwisy Polaków były przyjmowane w punkt.

Zespół USA prowadził 8:6, 10:6 i 15:12. Po drugiej przerwie technicznej nastąpił bardzo dobry okres gry polskich siatkarzy. Amerykanie zaczęli mylić się w serwisie. Przy stanie 18:18 został zatrzymany blokiem Clayton Stanley. W końcówce tej partii dominowali już gospodarze.

Początek drugiego seta również przebiegał pod dyktando Amerykanów, którzy dalej mocno serwowali i byli skuteczni w ataku. Goście prowadzili 8:5 i 16:12. Po drugiej przerwie technicznej Clayton Stanley zepsuł zagrywkę, następnie Piotr Gacek podbił amerykański atak. Piłka spadła w pole rywali, którzy myśleli, że będzie autowa. W następnej akcji skuteczny był polski blok i przewaga zespołu USA wynosiła już tylko 16:15. Do końca seta sytuacja na parkiecie nie uległa zmianie. Amerykanie minimalnie prowadzili, Polacy wyrównywali i rywale ponownie odskakiwali na jeden punkt.

Przy stanie 27:27 Polska uzyskała pierwszą piłkę setową. Trener rywali wziął czas. Po wznowieniu gry Amerykanie doprowadzili do remisu i tak rywalizacja przebiegała do stanu 34:34. Były obustronnie zepsute zagrywki, fantastyczne obrony oraz skuteczne ataki. W tych ostatnich ze strony polskiej popisywali się Michał Winiarski i Grzegorz Szymański, który zastąpił Mariusza Wlazłego w połowie drugiego seta. Przy stanie 34:34 dwa kolejne punkty zdobyła Polska. Ostatni po autowym ataku Amerykanów.

W trzecim secie na prowadzenie Polski nie trzeba było już tak długo czekać. Przy stanie 5:5 skutecznie atakował Piotr Gruszka. Przewaga gospodarzy wynosiła już trzy punkty, 10:7, ale Amerykanie nie dawali za wygraną. Wyrównali i do ostatnich piłek trwała walka punkt za punkt.

Najbardziej wartościowym zawodnikiem meczu wybrano Pawła Zagumnego. Polski rozgrywający mądrze kierował poczynaniami zespołu. Jedna jego kiwka, gdy stał tyłem do siatki i posłał piłkę nad głowami bezradnych rywali pod końcową linię boiska, wzbudziła zachwyt publiczności.

Po zakończonym spotkaniu polscy siatkarze przez kilka minut dziękowali ponad dziesięciotysięcznej widowni za wspaniały doping. W okolicach "Spodka", gdzie ustawiono telebim, długo trwał siatkarski karnawał. - Co się stanie, gdy w niedzielę wygramy w finale z Rosją? - pytał jeden z kibiców. - Spodek odleci - odpowiedział drugi.

Spotkanie Polska - USA oglądał prezydent Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB) Ruben Acosta.

Grupa E:

Polska - USA 3:0 (25:22, 36:34, 25:23)

Polska: Zagumny, Wlazły (12 pkt), Kadziewicz (6), Pliński (10), Winiarski (11), Świderski, Gacek (libero) oraz Szymański (7), Gruszka, Bąkiewicz.

USA: Hansen, Stanley (15), Hoff, Millar, Salmon, Priddy (12), Lambourne (libero) oraz Rooney, Gardner, Lee.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Stany | e | USA | Amerykanie | Canarinhos

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje