Polacy w Turynie na trójkę z plusem

Ani dobrze, ani źle - to chyba najkrótsza i najtrafniejsza ocena startu Polaków w XX Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Turyn 2006.

Dwa zdobyte medale to raczej swoisty wypadek przy pracy, która w większości była nijaka. Dobrze, że w stolicy Piemontu i okolicach szczęście nie opuściło nas do końca...

Reklama

46-osobowa ekipa przyjeżdża do Polski ze srebrnym i brązowym medalem. Na więcej chyba nie liczyliśmy, co nie zmienia faktu, iż cześć polskich sportowców pojechała do Turynu na kredyt, którego nie byli, nie są i już chyba nie będą w stanie spłacić.

Ciekawi także co innego - niemal za wszystkie dobre wyniki "biało-czerwonych" pierś do przodu mogą wypinać trenerzy-obcokrajowcy. Tak było w przypadku Tomasza Sikory (Roman Bondaruk), Justyny Kowalczyk (Aleksander Wierietielny), biathlonistek (Nadia Biełowa) czy skoczków (Heinz Kuttin). Jedyne punktowane miejsce dla naszego kraju, przy którym "maczał place" polski szkoleniowiec (Krzysztof Niedźwiedzki) wywalczyła panczenistka Katarzyna Wójcicka.

Teraz pora na konkrety. W gronie redakcji sportowej INTERIA.PL dokonaliśmy oceny startów naszych reprezentantów według podziału na dyscypliny. Zastosowaliśmy skalę szkolną: 1-6.

Zapraszamy do lektury!

Biegi narciarskie; ocena +4

Medal oraz dwa punktowane miejsca - więcej po występach trójki naszych biegaczy nie mogliśmy się spodziewać. Ocenę obniża nieco słabszy start Janusza Krężeloka w sprincie, bo 19. lokata dla dziewiątego zawodnika z Salt Lake City oraz siódmego z MŚ w Oberstdorfie to trochę za mało. Nasz najlepszy biegacz zrehabilitował się jednak w sztafecie, w parze z Maciejem Kreczmerem zajmując siódme miejsce.

Startów Kowalczyk nie trzeba specjalnie komentować. Ta młoda dziewczyna udowodniła wielki drzemiący w niej potencjał. Medal zdobyła na 30 km, gdy nikt na to nie liczył. Dlaczego? Bo nie było bezsensownego pompowania balona i wielkiej presji. Była walka na trasie i dobry wynik.

Biathlon; ocena: 4

Dlaczego tylko czwórka? Bo do Turynu pojechało aż 10 przedstawicieli tej dyscypliny sportu, a dobrymi wynikami odwzajemniła się tylko piątka: Tomasz Sikora, Krystyna Pałka i sztafeta kobiet.

Medal Sikory, który od dawna należy do światowej czołówki, jest wspaniałym uwieńczeniem kariery tego zawodnika. Chyba, że ambitny biathlonista zdecyduje się na dalszą walkę na trasach całego świata. Tego życzymy chyba bardziej całej dyscyplinie, niż naszemu medaliście.

Skoki narciarskie; ocena: -4

To może zabrzmi jak szaleństwo, ale występ naszych skoczków w Turynie był lepszy niż w Salt Lake City. Podkreślamy: całej grupy, a nie Adama Małysza, choć i on spisał się na skoczniach Pragelato lepiej niż w Pucharze Świata.

Przed czterema laty łączna suma miejsc naszych reprezentantów wyniosła 236, teraz 155. Poza Małyszem, najwyższym miejscem była 29. lokata Roberta Matei, teraz 16. Kamila Stocha. Indywidualnie mieliśmy trzy miejsca w "30", a teraz było ich pięć. Wystarczy?

Jeśli nie, to warto popatrzeć na konkurs drużynowy. Nie dość, że zajęliśmy w nim o jedną pozycję wyżej, to jeszcze zdobyliśmy o prawie 50 pkt więcej, a do medalu straciliśmy nie prawie 100 (w Salt Lake City), a niewiele ponad 50 "oczek".

Wiemy, że idziemy pod prąd, ale uważamy, że Heinz Kuttin i Stefan Horngacher wykonali dobrą pracę z całą grupą. Liczby - przytoczone przez nas wyżej - nie kłamią.

Bobsleje, Saneczkarstwo i Skeleton; ocena: +3

Możecie zapytać: czy nie za wysoko oceniacie trzy 15. miejsca (czwórki bobslejowej prowadzonej przez Dawida Kupczyka, Eweliny Staszulonek i Moniki Wołowiec)? Otóż nie, bo bierzemy pod uwagę realia. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić i jeśli tylko stworzymy tej grupie odpowiednie warunki przygotowań, będziemy mogli od nich więcej wymagać.

Tak, to prawda, że nasza skeletonistka była ostatnia. Jednak do igrzysk kwalifikowało się tylko 15 najlepszych zawodniczek na świecie, a Polce ta sztuka się udała i to za jej własne pieniądze. Nikt nie ma prawa jej krytykować.

Łyżwiarstwo szybkie i short-track; ocena: 3

Na trójkę trzeba sobie zasłużyć. Łyżwiarze szybcy powinni podziękować za tę ocenę przede wszystkim Katarzynie Wójcickiej (8. i 10. miejsce) oraz może trochę Konradowi Niedźwiedzkiemu (12. i 13. lokata). Reszta była bezbarwna (Paweł Zygmunt), a czasem śmieszna - Artur Waś i Maciej Ustynowicz stali się bohaterami tabloidów po swoich upadkach w Oval Lingotto.

Dwukrotnie do ćwierćfinałów (na 500 i na 1000 m) w short-tracku awansował Dariusz Kulesza, więc można powiedzieć, że wycieczka po naukę spełniła swoje zadanie. Liczymy, że ten utalentowany junior potwierdzi w przyszłości nasze zdanie.

Łyżwiarstwo figurowe; ocena: -3

Czas Doroty Zagórskiej i Mariusza Siudka już definitywnie minął, co pokazał ich występ w Turynie. Ścisła czołówka ucieka im coraz bardziej, a i sędziowie nie są specjalnie przychylni. To doświadczona para, więc 9. miejsce trzeba w kategoriach porażki, choć nie klęski.

Nasza para taneczna Aleksandra Kauc/Michał Zych zajęła 22. miejsce, wyprzedzając tylko jedną parę. To młodzi zawodnicy, ale porażka z duetami z Izraela i Armenii chluby nie przynosi.

Jakie szczęście, że związek nie wysłał żadnego solisty ani solistki...

Narciarstwo alpejskie; ocena: 2

Niegdyś ocena ta nazywała się "mierny", a teraz "dopuszczający". W odniesieniu do naszych alpejczyków wybieramy tę pierwszą wersję. Trener grupy, Austriak Roland Bair nie ma więc powodów do dumy, bo Dagmara Krzyżyńska, Katarzyna Karasińska i Michał Kałwa pojechali nad wyraz bezbarwnie.

Najlepsze miejsce (25. w slalomie gigancie) uzyskała Krzyżyńska, Karasińska była 30. w slalomie, a nasz jedynak nie ukończył zarówno kombinacji jak i slalomu. Komentarz zbyteczny.

Snowboard; ocena: 1

A miało być tak pięknie... Wiele medalowych szans, szum w mediach i buńczuczne zapowiedzi. Klan Ligockich zawiódł na całej linii i nie ma żadnego wytłumaczenia. Wiemy, że Paulina skarżyła się na sędziów, ale przecież jej dobre miejsca w Pucharze Świata wykluczają spisek arbitrów.

W snowcrossie obaj nasi reprezentanci (obok Mateusza Ligockiego, startował Rafał Skarbek-Malczewski) dostali się wprawdzie do "32", ale w następnej rundzie zostali wyeliminowani, notując widowiskowe upadki.

No i na koniec Jagna. Współczujemy, że choroba przeszkodziła jej zostanie chorążym ekipy, bowiem w ten sposób straciła jedyną szansę, by pokazać się kibicom oglądającym igrzyska z dobrej strony.

Łączna ocena startu Polaków: +3

- Srebrno-brązowe okulary, które założyliśmy po sukcesach Justyny Kowalczyk i Tomasza Sikory nie przeszkadzają mi sformułować opinii, że polski sport jest słaby - powiedział prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski, który start "biało-czerwonych" ocenił na czwórkę z minusem.

My jesteśmy ostrzejsi, ale i u nas dwa medale podwyższają ocenę. Po niektórych występach niesmak jednak pozostał. Jeśli to ma być najlepszy w historii występ Polaków na ZIO, jak uważają niektórzy, to naprawdę poprzeczka nie jest zawieszona zbyt wysoko. Za cztery lata możemy ją spokojnie pokonać, nawet jeśli w kadrze zabraknie Adama Małysza i Tomasza Sikory.

A więc, do zobaczenia w Vancouver!

Zobacz KLASYFIKACJĘ MEDALOWĄ

oraz

GALERIE ZDJĘĆ z XX Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turynie

Dowiedz się więcej na temat: Salt Lake City | występ | city | lokata bankowa | medale | medal | Kowalczyk | turyn

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje