Polacy na mundialu: Smutek, rozczarowanie i walka o honor

Pół roku temu wszyscy cieszyli się ze szczęśliwego dla Polaków losowania mundialowych grup. Dziś kibice ze spuszczonymi głowami stwierdzają, że mamy powtórkę z nieudanego występu w Japonii i Korei: pierwszy mecz był kluczowy, drugi o wszystko, a przed nami tylko spotkanie o honor.

O tym, że zagramy w grupie z Ekwadorem, Niemcami i Kostaryką, dowiedzieliśmy się 9 grudnia w Lipsku. - Losowanie jest dobre, nie ukrywajmy - można było trafić dużo gorzej - mówił wtedy prezes PZPN Michał Listkiewicz. Stwierdził, że z takiej grupy "nie tylko można, ale i powinno się awansować". Nastroje były jak najlepsze.

Reklama

Dokładnie pół roku później słońce dla polskiej piłki zaszło - Polacy przegrali w Gelsenkirchen 0:2 z pierwszym z grupowych rywali, Ekwadorem. Ten mecz miał być początkiem zwycięskiego pochodu, prowadzącego do awansu do 1/8 finału. Jednak biało-czerwoni nie dość, że nie wywalczyli ani jednego punktu, to nawet nie zdobyli bramki. Tej statystyki nie poprawiło spotkanie z Niemcami w Dortmundzie. Polacy wracają do domu.

W kraju na głowę trenera Pawła Janasa i powołanych przez niego piłkarzy sypią się gromy. Selekcjoner jednak ucina wszelkie spekulacje dotyczące jego przyszłości. - Powtarzam, że się nie podaję do dymisji. Że akurat słabiej wypadliśmy to nie oznacza, że od razu mają być jakieś cięcia drastyczne - ja pół zespołu wyrzucam, a mnie Związek wyrzuca - mówił na konferencji prasowej.

Ostatnim sprawdzianem dla trenera i piłkarzy będzie wtorkowy mecz z Kostaryką. Piłkarze i trenerzy obiecują pełną mobilizację. - Powinniśmy się mobilizować tak, jak do meczu z Niemcami. Ale trzeba dołożyć coś więcej, a to więcej to są bramki. Bo to jest coś, czego brakuje - mówił na konferencji prasowej Maciej Żurawski.

Spotkanie o honor i zachowanie twarzy - szkoda, że tylko o to.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje