Pogoń: Brutalna prawda

Przed sezonem działacze szczecińskiej Pogoni zapowiadali walkę nawet o europejskie puchary. Rzeczywistość okazała się brutalna - po rundzie jesiennej "Portowcy" mają zaledwie trzy punkty więcej od zajmującego przedostatnie miejsce w tabeli Lecha Poznań.

Przed sezonem Pogoń zasiliło kilku dobrze znanych z polskich boisk piłkarzy: Brazylijczyk Giuliano, Maciej Terlecki, Michał Probierz, Rafał Grzelak, a także bramkarz Waldemar Grzanka. Pożegnano się natomiast z Arturem Andruszczakiem, Radosławem Bilińskim oraz golkiperem Bogusławem Wyparłą. Zmiany zaszły także na stanowisku trenera - dotychczasowy pierwszy szkoleniowiec Bogusław Baniak objął funkcję trenera selekcjonera, a zespołem z ławki rezerwowych miał kierować Czech Pavel Malura.

Reklama

Z "nowych" najkrócej w Szczecinie wytrzymali właśnie Malura oraz Probierz. Z ich usług zrezygnowano już po dwóch porażkach na początku sezonu - 1:2 na inaugurację u siebie z Legią Warszawa i druzgocącej 0:4 w Zabrzu z Górnikiem. Baniak powrócił na stanowisko pierwszego trenera, a menedżer (obecnie także prezes MKS Pogoń SSA) Dawid Ptak sprowadził z Urugwaju napastnika Claudio Milara.

Efekt - zwycięstwo 3:1 w prestiżowym meczu z Lechem Poznań. Milar w swoim debiucie w Pogoni dzięki zdobytej bramce od razu zyskał sympatię szczecińskich kibiców. Dobre nastroje nie trwały jednak długo - w kolejnych meczach Pogoń znów przegrała, choć przyznać trzeba, że grała z nie byle kim. 0:2 w Grodzisku z Groclinem hańby Portowcom nie przyniosło, ale kibice mieli prawo czuć się zażenowani porażką 0:5 u siebie, nawet jeśli była to porażka z Wisłą Kraków.

Dziurawa obrona (poza dochodzącym powoli do wysokiej formy bramkarzem Krzysztofem Pilarzem) i niezbyt skuteczny atak (cztery bramki w pięciu meczach) - trener Baniak miał nad czym myśleć. W kolejnym meczu zmienił ustawienie - z 4-2-3-1 przestawił Pogoń na 4-4-2. W napadzie był postęp - w Warszawie szczecinianie strzelili Polonii trzy gole. Problem w tym, że nie było widać poprawy w obronie - warszawiacy też trzykrotnie trafiali do siatki i mecz zakończył się remisem 3:3.

Nastroje w drużynie znacznie się poprawiły trzy dni po meczu z Polonią - Pogoń w meczu Pucharu Polski rozniosła 8:1 III-ligowe Mazowsze Grójec. Zaraz potem przyszło zwycięstwo 4:2 nad GKS-em Katowice. Gra dwoma napastnikami zaczęła przynosić rezultaty - "Portowcy" strzelali bramki i zdobywali punkty, szkoda jedynie, że nie było poprawy w grze obronnej.

Na początku października Pogoń pojechała do Płocka na mecz z Wisłą. Kibice w Szczecinie, zadowoleni z ostatnich występów swoich pupili, liczyli na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo. W Płocku podopieczni Bogusława Baniaka dwukrotnie obejmowali prowadzenie (1:0, potem 2:1), ale ostatecznie ulegli Wiśle 2:3. Kolejny raz - głównie przez błędy w obronie. Szans na zawojowanie ligi już nie było. Od meczu z Mazowszem Grójec trener Baniak mówił więc o chęci zawojowania Pucharu Polski. W kuluarach tymczasem po meczu z Wisłą zaczęło się mówić o tym, że to nie Baniak doprowadzi Pogoń do końca rundy jesiennej. W pucharowym meczu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki popularny "Bebeto" wrócił do ustawienia 4-2-3-1. Efekt - porażka 0:2 i po czterech dniach już druga w sezonie zmiana szkoleniowca. Baniak został dyrektorem sportowym, a pierwszą drużynę przejął kolejny Czech - Bohumil Panik.

Wielu pukało się w czoło - Panik trenował III-ligową Miedź Legnica, w pierwszej lidze zaliczył jedynie krótkotrwałą i niezbyt udaną przygodę z Lechem Poznań. Ale pod jego wodzą Pogoń zaczęła wygrywać. 2:1 z Górnikiem Łęczna, 3:0 w Pucharze Polski z Legią Warszawa i 1:0 z Amiką Wronki dało kibicom wiele radości. Remis 2:2 w Lubinie z Zagłębiem też zapisano raczej po stronie sukcesów niż niepowodzeń czeskiego szkoleniowca. Panik miał jednak mnóstwo szczęścia - Legia mecz z Pogonią kończyła w dziewiątkę, zwycięstwo z Amiką to zasługa właściwie jedynie kapitalnej dyspozycji Pilarza, a remis w Lubinie szczecinianie uratowali w ostatniej minucie dzięki katastrofalnemu błędowi bramkarza Zagłębia, Madaricia.

Szczęście musiało wreszcie Pogoń opuścić. I opuściło - "Portowcy" w Pucharze Polski przegrali 0:1 z Mazowszem Grójec, a w ligowym meczu z Cracovią to rywale doprowadzili do wyrównania w końcówce spotkania. Nie udało się także dobrze zakończyć rundy jesiennej - w Wodzisławiu Pogoń przegrała 0:1 z Odrą i wciąż pozostaje w tym sezonie bez zwycięstwa na wyjeździe.

Szczecinianie jednak w tym roku rozgrywek jeszcze nie zakończyli - mają jeszcze szansę na wyjście z fazy grupowej Pucharu Polski. Ale już teraz wiadomo, że zimą w klubie dojdzie do zmian.

Bohumil Panik o swoją pozycję może być raczej spokojny. Zmienią się za to piłkarze. Jeszcze przed końcem rundy zrezygnowano z Brazylijczyków Giuliano i Mauro, a klubów powinni sobie szukać także Maciej Terlecki, Waldemar Grzanka i prawdopodobnie Rodrigo. Giuliano, Terlecki i Grzanka to piłkarze, którzy zasilili drużynę przed sezonem, a do ich grona należy jeszcze dodać Probierza, który odszedł już w sierpniu. Były to transfery wyjątkowo nieudane. Inni nowi prezentowali się lepiej, ale można od nich wymagać więcej. Rafał Grzelak miał zbyt duże wahania formy, Claudio Milar nie zawsze w napadzie grał tak, jakby można sobie życzyć. Jego rodak, pozyskany przed meczem z Cracovią rozgrywający Fernando Silvera, grał za mało, by go obiektywnie ocenić.

Niewątpliwie najjaśniejszą postacią rundy jesiennej w Pogoni był bramkarz Krzysztof Pilarz. Przed sezonem kibice nastawieni byli do niego niechętnie - wciąż pamiętali dobrą grę w poprzednim sezonie Bogusława Wyparły, z którym klub dosyć niespodziewanie się rozstał. Ale Pilarz wysoką formą szybko zyskał sobie sympatię fanów i to jego nazwisko było na stadionie przy Twardowskiego skandowane najczęściej.

Nie można też zapomnieć o równej dyspozycji Przemysława Kaźmierczaka. Przed rokiem byli tacy, którzy śmiali się, gdy w drugiej lidze w ogóle wychodził na boisko. Dziś trudno sobie bez niego wyobrazić linię pomocy Pogoni.

Mimo wszystko sporo radości kibicom sprawił też Claudio Milar.

Kto będzie bawić kibiców wiosną? Zimą do Pogoni ma dojść bramkarz Boris Pesković, który ma rywalizować z Krzysztofem Pilarzem o miejsce między słupkami bramki Pogoni. Klub jest zainteresowany pozyskaniem czeskiego pomocnika Tomasza Kuchara. Jego transfer zwiększyłby z kolei rywalizację w środku pola, gdzie spore nadzieje wiązane są z Silverą, a przecież Kaźmierczak czy Michał Łabędzki też prezentują wysokie umiejętności.

Dziewiąte miejsce w tabeli i zaledwie trzy punkty przewagi nad miejscem dającym grę w barażach po rundzie jesiennej to nie jest szczyt marzeń fanów piłki nożnej w Szczecinie. Czy mogło być jednak lepiej? Piłkarzy Pogoni trapiły kontuzję - bardzo mało grali Sergio Batata czy Grzegorz Matlak, w drugiej lidze liderzy zespołu. Do tego dochodziły sprawy organizacyjne - właściciel MKS Pogoń SSA Antoni Ptak, niezadowolony z braku zainteresowania władz Szczecina losem klubu, groził odejściem ze spółki. Nie pomagały piłkarzom także często pojawiające się informacje, że klub zamierza się z niektórymi zawodnikami rozstać. Do tego wszystkiego należy dodać roszady na stanowisku trenera.

Wydaje się więc, że Pogoni potrzeba przede wszystkim stabilizacji i spokoju. Portowcy w kilku meczach pokazali, że potrafią grać składnie, skutecznie i ładnie dla oka kibica. Teraz trener Panik musi tylko znaleźć sposób, aby wiosną szczecinianie grali w ten sposób jak najczęściej i aby nie musieli się martwić o utrzymanie w lidze.

Bartek Golba

Dowiedz się więcej na temat: klub | mecz | kibice | bramki | Szczecin | bramkarz | Grójec

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje