Po meczu Alba - Zepter: Bez centra ani rusz

Niestety, nie udała się wyprawa mistrzów Polski, koszykarzy Zeptera, do Berlina. Nie było piatego, tak oczekiwanego przez wszystkich zwycięstwa.

Tytułowe stwierdzenie chyba najlepiej oddaje to czego mistrzom Polski, Zepterowi Idei Śląsk Wrocław, brakowało najbardziej w konfrontacji z Albą Berlin.

Reklama

Niestety, Harald Jamison nadal popełnia szybkie, zupełnie niepotrzebne faule. Tak było przy pierwszych dwóch faulach Amerykanina na centrze Alby, Dejanie Koturovicu. Przy kolejnych wyjątkową czujność zachowywali sędziowie - Jugosłowianin Jovcic i Szwajcar Leehmann. Czegoś równie żałosnego w wykonaniu arbitrów już dawno nie widziałem, chociaż staram się nie komentować ich pracy.

Jednak wspomniana wyżej para odebrała Zepterowi większość spornych piłek, gwizdała, zwłaszcza dotyczy to Leehmanna, wyimaginowane faule wrocławianom (z tego tytułu rywale wykonywali aż 43 rzuty wolne, a w faulach Zepter "wygrał" 36-21), w czwartej kwarcie spotkania obaj panowie z gwizdkiem zupełnie się pogubili. W każdym razie nie tak powinno wyglądać prowadzenie spotkania w Suprolidze. Szlachectwo zobowiązuje - chciałoby się rzec. Szkoda tylko, że owa żenada odbyła się kosztem mistrzów Polski.

Nie znaczy to jednak, że tylko sędziowie sprawili iż wrocławianie nie zakończą starego tysiąclecia w iście świątecznych, jakże wesołych nastrojach. Niestety, mimo dobrej, a fragmentami bardzo dobrej defensywy (vide Dominik Tomczyk, który wspaniale wyłączał z gry Wendella Alexisa), zabrakło gracza, który byłby w stanie powstrzymać wspomnianego już Koturovica. Jugosłowianin, tak jak we wcześniejszym meczu wygranym przez Albę u siebie z CSKA, potwierdził, że nie na darmo jest mistrzem Europy z 1995 roku. Zagrał wspaniale i mimo rotacji w kryciu Koturovica stosowanej przez trenera Andreja Urlepa, był tego wieczoru nie do zatrzymania. Kryli go i Jamison, i Adam Wójcik, i Tomasz Cielebąk, ale Jugosłowianin nic sobie z tego nie robił. Oszukiwał rywali manewrami typowego centra, a gdy ci próbowali mu się skutecznie przeciwstawiać, najczęściej akcja kończyła się faulami graczy Zeptera i punktami oraz wolnymi wykonywanymi przez centra Alby. Tym razem to Koturovic był kluczowym graczem zwycięzców i tylko szkoda, że przeciwko niemu nie mógł wystąpić Joe McNaull...

Szansa na piąte kolejne zwycięstwo wyraźnie usztywniła polski zespół, który w pierwszych fragmentach gry zdobywał punkty przede wszystkim po rzutach wolnych. Skuteczność w ofensywie Zeptera niewiele się poprawiła w trakcie spotkania. Dość powiedzieć, że wrocławianie trafiali tym razem do kosza rywali z ledwie 33-procentowym skutkiem. I chociaż 7 razy zdobywali punkty rzutami z dystansu, przy 4 skutecznych próbach rywali, to nie mogło im to pomóc w wygranej.

O przewinieniach już wspominaliśmy. Za faule parkiet opuścili podstawowi gracze Zeptera - Jamison, Tomczyk, Wójcik, Aleksandar Awlijas i Rajmond Miglinieks. Ten ostatni zdążył jednak wcześniej aż 10-krotnie asystować partnerom co utwierdza w przekonaniu, że Łotysz to jeden z najwartościowszych rozgrywjących Suproligi. Oczywiście, nie zabrakło i tym razem jego popisowej dwójkowej akcji z dograniem nad kosz do pakującego z góry wysokiego zawodnika Zeptera. Tym razem Miglinieks zagrał tak z Wójcikiem w 19. minucie. Po tej akcji wrocławianie prowadzili 29:27. Zresztą wydawało się, że będzie to dobry sygnał do ataku, bo po nim w końcówce drugiej karty wrocławianie roznieśli berlińczyków. Z kontry punkty zdobył Maciej Zieliński, z dystansu trafił Wójcik, a wsadem kwartę zakończył Tomczyk. Wrocławianie owe 10 minut wygrali 22:13 i na początku trzeciej kwarty prowadzili 35:29.

Niestety, mimo że utrzymali prowadzenie jeszcze po tej kwarcie, było 57:54, to już w 23. minucie Jamison złapał czwarte przewinienie. W kolejnych fragmentach gry na parkiecie zapanował chaos w wydaniu wrocławian i trudno było się dziwić wściekłości trenera Urlepa, który co rusz ciskał gromy pod adresem podopiecznych i sędziów także. Ci ostatni jakoś dziwnie w każdej kwarcie pilnowali, by wrocławianie już na początku łapali cztery faule, co każdy następny w ich wykonaniu premiowało Albę rzutami wolnymi.

Gdy w 37. Minucie zabrakło już na parkiecie Tomczyka, wreszcie z dystansu trafił Alexis, w nieprawdopodobnej wręcz akcji, gdy do jej końca brakowało dwóch sekund. Za moment po nieudanej próbie rzutu z dystansu za 5 fauli spadł Wójcik, a tuż za nim Jamison. W tych fragmentach sędziowie gwizdnęli także dw faule ofensywne wrocławianom, więc i tak w nieoczekiwany sposób mistrzowie Polski wielkim wysiłkiem doprowadzili do dogrywki.

Uczynił Robert Kościuk, który w ostatnich sekundach trafił z dystansu (71:73), a później pewną ręką trafił oba wolne. Czy jednak Zepter mógł ją wygrać, skoro jego piątka to: Kościuk, nowicjusz Artur Bajer, Dainius Adomaitis, Zieliński i Cielebąk? Chyba nawet zawsze do końca zdesperowany trener Urlep sam w to nie wierzył, bo już znacznie spokojniej przyglądał się boiskowym poczynaniom podopiecznych. Mógł także podziwiać świetną postawę Koturovica, który i tym razem, jak w dogrywce z CSKA, decydował o wygranej Alby. Zdobył w dodatkowym czasie gry 7 punktów, zaliczył 2 zbiórki i blok na Bajerze.

Marnym pocieszeniem, chociaż dobre i to, jest fakt, że w dyspozycji nawet nie z meczu z Ulkerem w Hali Ludowej, ale w normalnej, typowej dla Zeptera, ekipa Andreja Urlepa powinna roznieść Albę w meczu rewanżowym. I nie będzie ku temu konieczna nawet pomoc arbitrów, którzy tak jak Szwajcar, mogą we własnym kraju gwizdać w rozgrywkach ligowych na poziomie gier i zabawa ruchowych, bo taka jest właśnie szwajcarska koszykówka. Czy zatem sędzia może być lepszy?

I jeszcze słów kilka o kibicach Zeptera Idei. Tym razem najechali wręcz Berlin, przez cały mecz dodając otuchy ulubionej drużynie. I kibicowali Zepterowi nie tylko wrocławianie, bo wokół Max-Schmeling-Halle parkowano samochody z rejestracjami z całej Polski. Tak więc szefom wrocławskiej ekipy, budowanej od lat z ciągłym progresem w działaniach organizacyjnych i sportowych powoli udaje się to, czego chcieli dokonać, mówiąc o tym przed sezonem. Chcieli bowiem pokazać w Europie dobrą polską koszykówkę, której Zepter Idea Śląsk Wrocław jest ponadklubowym przedstawicielem.

Jacek Bartlewicz, Berlin

Dowiedz się więcej na temat: sędziowie | Berlin

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje