Plawgo znalazł w Berlinie motywację

Brązowy medalista poprzednich mistrzostw świata w biegu na 400 m przez płotki Marek Plawgo (KS Warszawianka) przyjechał do Berlina, by szukać motywacji. Wyjedzie zadowolony, bo ją znalazł.

"Gdy siedziałem na trybunach i obserwowałem finał mojej konkurencji, wyglądało to na takie proste. Zawodnicy płotki pokonywali z łatwością. Musi mi zapaść w pamięć, że to nie jest trudne. Trzeba się tylko zmobilizować, zmotywować i wykonać swoja pracę na treningu" - powiedział PAP.

Reklama

Po tym jak nie udało mu się uzyskać minimum PZLA na mistrzostwa świata w Berlinie, nie był pewny, czy chce na żywo śledzić bieg, w którym sam chciałby wystąpić. Zmienił zdanie i nie żałuje.

"Po nieudanym sezonie, oglądanie występów z tej perspektywy na pewno dodaje sportowej złości. To znakomita motywacja na najtrudniejszą część przygotowań do rywalizacji w przyszłym roku" - podkreślił.

Podopieczny Jana Widery przyznał, że czuje duże rozczarowanie, iż ten sezon nie wyszedł tak, jak sobie wyobrażał. "Berlin jest bardzo blisko mojego domu i żal, że nie mogłem tu pobiec".

Plawgo ocenił, że gdyby był w normalnej dyspozycji, medal byłby w jego zasięgu. Trzeci na mecie Amerykanin Bershawn Jackson osiągnął wynik 48,23, gorszy od rekordu życiowego Polaka.

"Tym bardziej to boli. Gdyby medale były rozdane na poziomie 47,50 - 47,70 to powiedziałbym, że finał był bardzo mocny i pewnie bym sobie w nim nie poradził. Jednak gdy na podium wystarczyło 48,23 - to pozostaje zawód, że mnie tutaj nie było" - przyznał.

Sam kibicował Feliksowi Sanchezowi z Dominikany, który uplasował się na ósmej pozycji z czasem 50,11. "Myślałem, że będzie czarnym koniem. Miał okres kontuzji, z których się wykaraskał i z mało obiecującego sezonu potrafił wejść do finału mistrzostw świata".

Największym zaskoczeniem dla niego po pięciu dniach mistrzostw jest Mazurek Dąbrowskiego po konkursie skoku o tyczce kobiet i dwa medale w tej jednej konkurencji. "To był najpiękniejszy moment w Berlinie".

Plawgo jest pewny, że polski woreczek z medalami jeszcze nie został zawiązany i zostaną do niego wrzucone kolejne krążki. "Te, które już mamy, są motywacją dla zawodników, którzy jeszcze będą startować. Z niecierpliwością czekam na finał rzutu młotem z Anitą Włodarczyk. Poza tym liczę na niespodzianki. Przyzwyczailiśmy się do tego, że na mistrzostwach świata raczej ktoś daje plamę, a nie zaskakuje pozytywnie. Tutaj działa to w drugą stronę" - zaznaczył.

Szósty zawodnik pekińskich igrzysk zakończył już sezon. Teraz skupić się na leczeniu, a treningi rozpocznie w październiku. "Zależy mi na tym, by móc w końcu trenować na sto procent, a nie na 90. Ten okres poświęcam teraz na leczenie".

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: finał | Marek Plawgo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje