Piłkarze w obozie pracy

Pochwalna pieśń futbolu dociera na cały świat, ale jest takie miejsce, 60 kilometrów z Seulu na północ, gdzie nie usłyszycie o mundialu ani słowa.

Brzmią jedynie rewolucyjne pieśni, a oficjalna agencja północnokoreańska nawet się nie zająknie o mistrzostwach. Pełno jest za to deklaracji o potrzebie zjednoczenia obu Korei, o imperialistach amerykańskich, o zagrożeniu wojną nuklearną czy o narodowych obchodach dnia bez papierosa. W Korei Północnej anteny satelitarne i internet są zakazane. Telewizja nadaje tylko od 5 po południu do 11 wieczorem, praktycznie krócej, bo w Phenianie prąd jest tylko dwie godziny na dobę.

Reklama

22 miliony mieszkańców tego kraju kocha jednak futbol i pamięta sukces swojej drużyny z 1966 roku, kiedy to pokonali Włochów, sprawiając jedna z największych sensacji w historii MŚ. Losy tamtej drużyny potoczyły się tragicznie. Świętowali zwycięstwo i popłynął alkohol. Tajna policja po powrocie aresztowała ekipę i piłkarze trafili do obozów pracy, do dziś przeżyło siedmiu z nich.

Południowcy nie mają jednak złudzeń: Korea to jeden naród. Mówi Mi Choui: - Mówimy jedynym językiem, mamy tę samą mentalność. Naszym życzeniem jest byśmy byli zjednoczenie. Powiedz mi kto w takim razie to zatrzyma.

A potem wszyscy wstają i cały bar śpiewa jedną pieśń - zjednoczenia.

Posłuchaj relacji Piotra Salaka

Dowiedz się więcej na temat: pilkarze | obozy pracy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje