Piłkarski świat wstrząśnięty urazem Wasilewskiego

Marcin Wasilewski (Anderlecht Bruksela) nie zagra w piłkę przez co najmniej rok - to wynik brutalnego faulu na obrońcy piłkarskiejreprezentacji Polski. Po faulu Axela Witsela ze Standardu Liege (1:1) były gracz Lecha Poznań doznał podwójnego, otwartego złamania nogi.

Przeszedł już zabieg oczyszczenia rany, który ma zapobiec infekcji, a czekają go jeszcze kolejne operacje. Kontuzja obrońcy wstrząsnęła sztabem reprezentacji, która jest na zgrupowaniu przed meczami eliminacji mistrzostw świata z Irlandią Północną i Słowenią.

Reklama

"To skandal na skalę międzynarodową. Nie mogłem na to patrzeć, widać było, że chce zrobić Marcinowi krzywdę" - grzmi Paweł Golański (Steaua Bukareszt), który najprawdopodobniej zastąpi Wasilewskiego w składzie reprezentacji. "Widziałem zdjęcia i... nie mogę w nie uwierzyć" - powiedział z kolei Seweryn Gancarczyk z Lecha Poznań.

Powrót Wasilewskiego na boiska stoi pod znakiem zapytania. W ostatnich latach po podobnych urazach do gry wracali jednak Eduardo da Silva i Djibril Cisse. Opiekujący się Legią Warszawa doktor Stanisław Machowski wierzy, że obrońca reprezentacji będzie za rok grał. "Wiele zależy od wysokości złamania. Na pewno jednak otwarte goi się znacznie dłużej od zamkniętego. Mogą też pojawić się różne powikłania, co automatycznie wydłuży czas leczenia. Noga na pewno się jednak wygoi, to tylko kwestia czasu i dobrze przeprowadzonej rehabilitacji" - powiedział PAP doktor Machowski.

Sprawca zdarzenia gorąco przeprasza Wasilewskiego, choć na razie poprzez media.

"Bardzo mi przykro. Nie widziałem jeszcze Wasilewskiego, ale z całego serca go przepraszam. Nie chciałem mu jednak zrobić krzywdy. Nie gram w futbol po to, by komuś łamać nogi. Nie jestem brutalem. Obaj atakowaliśmy piłkę, to był nieszczęśliwy przypadek" - powiedział 20-letni gracz, który chce odwiedzić Polaka w szpitalu.

Najpierw - we wtorek, czeka go przesłuchani przed komisją dyscyplinarną, a minimalna kara to cztery mecze zawieszenia. Surowszej sankcji domagają się działacze i kibice Anderlechtu, ale także główny sponsor Standardu - jedna z sieci telefonii komórkowych. Z kolei kierownictwo Standardu wyraziło ubolewanie, ale wstrzymuje się z dodatkowym ukaraniem zawodnika do czasu ogłoszenia decyzji komisji dyscyplinarnej.

Lekarz belgijskiego klubu Charleroi Jean-Perre Casting zachowanie Witsela nazwał "zabiciem kolegi". "Szokujące w tej sprawie jest to, że rana została spowodowana przez innego piłkarza, który w pewnym sensie +zabił+ kolegę. To skandaliczne, umyślne działanie i moim zdaniem problem jest bardziej natury etycznej niż medycznej. Nie można w tym przypadku mówić o feralnym przypadku" - powiedział.

Spotkanie były niezwykle brutalne, a nad grą nie panował sędzia Jerome Nzolo. W wyniku starcia z piłkarzami Standardu Anderlecht poniósł jeszcze jedną stratę - reprezentant Czech Jan Polak zerwał więzadła w kolanie i nie zagra przez pół roku.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: złamania | obrońcy | nogi | anderlecht | świat

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje