Pierwszy raz belgijskiego kolarza

Johan van Summeren został niespodziewanym zwycięzcą 64. Tour de Pologne. - To moja najważniejsza, bo pierwsza, wygrana w profesjonalnej karierze - powiedział Belg na mecie w Karpaczu.

- Dwa lata temu już prawie wygrałem etap, ale zostałem doścignięty tuż przed metą i wtedy byłem bardzo rozczarowany, ale teraz czuję się wspaniale, szczególnie że odniosłem zwycięstwo podczas najtrudniejszego odcinka Tour de Pologne - dodał.

Reklama

Van Summeren na odjazd z peletonu zdecydował się po minięciu linii ostatniej górskiej premii. - Wiedziałem, że podczas finiszu z dużej grupy nie miałbym szans. Jedyną nadzieją dla mnie był samotny odskok, ewentualnie finisz z małej grupy - stwierdził Belg, który ostateczny atak przypuścił na trzy kilometry przed metą, gdy zostawił za plecami uciekających z nim Włocha Marzia Bruseghina z Lampre, Szwajcara Huberta Schwaba z Quick Stepu i Szweda Gustawa Erika Larssona z unibet.com.

26-latek nie był debiutantem podczas naszego narodowego wyścigu. - Pierwszy raz w Tour de Pologne wystartowałem w 2002 roku, gdy jeździłem w grupie Domo Farm-Frites, ale wtedy nie byłem jeszcze zawodowcem. Z tego okresu znam Piotra Wadeckiego - powiedział.

Selekcjoner reprezentacji Polski w kolarstwie ciepło wypowiada się o swoim byłym koledze.

- Ścigałem się z nim przez dwa miesiące, gdy był stażystą w grupie Domo Farm-Frites. Młody, bardzo ambitny zawodnik, który do tej pory był pomocnikiem. Do Polski przyjechał, jako ten, który jeździ dobrze po górach, dostał swoją szansę i ją wykorzystał - stwierdził. - Cieszę się tym bardziej, że go dobrze znam, a zwycięstwo mu się należało, bo zaatakował we wspaniałym stylu - dodał Wadecki.

Paweł Pieprzyca, Karpacz

Dowiedz się więcej na temat: belg | de Pologne | pologne | tour | Tour de Pologne | pierwszy raz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje