Pekin 2008: Bojkotu nie będzie

Bojkot nie jest wyjściem i to byłaby zła decyzja - powiedział podczas pobytu na wyspie St. Kitts i Nevis przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Jacques Rogge. Głosy takie pojawiły się po zamieszkach w Tybecie, gdzie w starciu chińskiej policji z Tybetańczykami zginęło ponad 30 protestujących.

"Niczego nie osiągniemy, jeśli zabronimy zawodnikom udziału w igrzyskach w Pekinie. To byłaby porażka sportu i kara dla osób, które czasami przez całe życie przygotowywały się do tego startu. Nie krzywdźmy niewinnych sportowców" - apelował Rogge.

Reklama

Podobnego zdania jest jego zastępca Thomas Bach.

"Bojkot to nie ta droga, którą należy obrać. Tylko rozmową, a nie ucieczką, można coś zmienić. Spójrzmy w przeszłość, czy historia nie uczy nas, że tego tematu nie powinno w ogóle być? Nie należy jednak ignorować zdarzeń, które mają miejsce w Tybecie" - przyznał Niemiec.

Po raz pierwszy temat bojkotu pojawił się, gdy znany amerykański reżyser, laureat Oscara Steven Spielberg zrezygnował w lutym z funkcji doradcy do spraw artystycznych pekińskich igrzysk na znak protestu przeciwko łamaniom praw człowieka w Chinach.

Manifestacja mnichów buddyjskich, w której wzięło udział około 20 tysięcy osób w Tybecie i sąsiednich regionach z okazji 49. rocznicy krwawo stłumionego powstania przeciwko okupacji chińskiej i ucieczce z kraju Dalajlamy XIV przerodziła się w największe od 20 lat wystąpienie antychińskie. W starciu z policją zginęło już ponad 30 osób.

W piątek do podjęcia przez Pekin dialogu z duchowym przywódcą Tybetańczyków Dalajlamą i do wykazania "powściągliwości" w Tybecie wzywały Departament Stanu USA oraz Unia Europejska.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Jacques Rogge | bojkot | Pekin 2008 | Pekin

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama