Paweł Zarzeczny: Wariaci atakują

Nie wiem, pewnie jestem nie całkiem normalny, ale spieszę donieść o swoim ostatnim odkryciu. Oto nie piłkarze są w Polsce słabi, nie kibice nieodpowiedzialni, ale działacze - niespełna rozumu.

Może to skutek jesiennego przesilenia, zawsze wtedy przybywa wariatów, ale ich liczba w gronie prezesów przekraczać zaczyna poziom niebezpieczny.

Reklama

Po odpadnięciu Wisły i Groclinu z Pucharu UEFA zewsząd słychać współczucie dla ich właścicieli... Hola! Toż to ci akurat goście wyprzedali wszystko co dobre, wydali zarobioną kaskę na dziatki i wycieczki, by teraz się spłakiwać. Na co liczyli? Że można zjeść ciastko i mieć ciastko? Przecież Wisła awansowałaby w cuglach, gdyby nie rozsprzedali jej do spółki właściciel i menedżerowie. Podobnie Groclin (ten miał też jakoweś szanse, gdyby w obronie Lens nadal grał Jacek Bąk, niestety, złapał katar).

Została nam liga, a w niej hipokryci kolejni. Ptak kłoci sie ze Szczecinem, ale dogadał już z paroma wspólnikami powrót do... Widzewa). Nieznany mi bliżej pan Goszczyński z ŁKS struga primadonnę i rzuca zespół w połowie rundy - na dzikim zachodzie wytarzaliby cię, kolego, w smole i pierzu! No i utyskuje pan dyrektor Wdowczyk nad formą Legii, bo dostała łomot. Ale przecież to pan sprzedał przed sezonem jej najlepszych piłkarzy, nieprawdaż? To teraz przynajmniej siedziałby pan cicho.

Co tam zreszta Wdowczyk. Cała Legia powinna rozwiązać zawodową sekcję pn. Nie, nie z powodu porażki z Lechem, bo to zdarzyć się może, a i rywal godny, szacunek. Chodzi raczej o zdarzenie ze środka tygodnia - czytam oto, że rezerwy Legii, mające w składzie 7 graczy pierwszej dywizji (Klatt, Smoliński, Mucha, Janczyk, Kaczorowski etc.), poległy w Głownie z tamtejszą Stalą 2:3! Czyli zawodowcy z pensjami od 5 do 15 tysięcy przerżnęli z chłopakami, którzy na stadion dostają się rowerami. I nikogo to specjalnie nie dziwi! Prasa ubolewała niedawno, że w Legii stare kontrakty wyrzuca się na śmietnik. Otóż nowe trzeba powyrzucać również! Niewarte papieru, na którym je zapisano.

Ale są w lidze i małe plusy. Wszyscy zachwycaja się np. faktem, że najwięcej goli w ekstralidze strzela debiutant Piechna z Kolportera (gratulo), który wcześniej rozwoził kiełbasę. Super robota, bo ja obecnym grajkom kazałbym raczej tłuc kamienie (a ich prezesom wozić je taczkami na jakąś najodleglejszą budowę, np. na rurociąg jamalski). Co z tego, że Zieńczuk znów trafił dla Wisły, jak w meczach o cokolwiek odwagi ma pełne gacie? Ratunku!

Miniona kolejka to rekordowe 26 tysiecy fanów na Lechu i aż tysiąc pilnujących ich policjantów. Ze smutkiem i po cichutku zwracam uwagę, że paromilionowego i zalanego Nowego Orleanu - co podała akurat telewizja - pilnuje policjantów niespełna 1200! Czy ktoś w Polsce nie upadł aby za mocno na główkę? Wszyscy martwią się tym, że na Lechu - nie moze to być! - ktoś wystrzelił kilka rac i głośno przy tym krzyczał. No i co w tym dziwnego? Był kiedyś taki amerykański prezydent, skrót LBJ, który przy okazji utyskiwań na trudy wojny w Wietnamie mawiał tak: "Jak komuś za gorąco, to niech wyjdzie z kuchni!". Ja mam inne powiedzenie na podobny użytek - jak komuś przeszkadzają fani, to nich sobie idzie na konkurs szopenowski, właśnie się - plum, plum - zaczyna. Ja wprawdzie nigdy tam nie byłem, ale słyszałem że jest spokój i można posmakować najwspanialszej na świecie gry. Miodek.

Choć i tam ponoć nie wszyscy do końca zadowoleni. Zapytano kiedyś bywalca filharmonii jak to się gra na tym, no, fortepianie...

- Średnio - odpowiedział. - Karty się ślizgają.

Paweł Zarzeczny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje