Paweł Zarzeczny: "Ble, ble... Blechacz!"

Każdy polski felieton zaczyna się i kończy jakimś ble, ble, więc i ja choć raz tak przynajmniej wystartuję: "Ble, ble... Blechacz!"

Co tu dużo mówić, właśnie ten chłopak najładniej zagrał w zeszłym tygodniu. Wprawdzie nie lubię mazurków (najbardziej lukrowane ciacha), z polonezów od Chopina wolę Ogińskiego, a koncertów dość mam w wykonaniu byłej żony, ale jednak!

Reklama

Polak mistrzem świata, w dodatku - co widziałem na własne oczy - w sali koncertowej powiewały biało-czerwone, piłkarskie szaliki, a atmosfera była niczym przy Łazienkowskiej. Dobry znak, bo niedawno jeden łysy pan chciał z Legii zrobić filharmonię, tymczasem to z filharmonii zrobiła się Legia! Czas wyciągać wnioski, a ja mam już jeden - gdyby każdy piłkarz w Polsce ćwiczył z takim zapałem jak ten młody pianista z Nakła, nigdy w reprezentacji nie zagrałby z "dychą" Mariusz Lewandowski. Pomarzyć...

Ale dość już ble, ble, do ligi marsz. Płynie Wisła (jak na mapie, ze szczytów w doliny), a o Engelu mówią, że to jedyna tej jesieni martwa kaczka. Nie wiem, ja zamiast zwalniać trenerów powywalałbym na pysk tych wszystkich gości od wyborczych sondaży - nic się tam nie zgadzało i nie zgadza i jest to zwyczajny skandal. Podobnie jak 11 i 12 gol 29-letniego debiutanta Grzegorza Piechny. Jakież to żenujące świadectwo dla tych wszystkich naszych łowców talentów.

Trzeci raz z kolei przerżnął Groclin, a w dodatku wybrał nowego trenera najgorzej jak można. Nie, nie chodzi już nawet o antytalenty pana Wernera (specjalność - nudziarstwo). Pan Drzymała wziął go do Grodziska, bo Liczka tak jak prezes uwielbia grę w tenisa i mieli szansę na stworzenie niezłego debla. Niestety, już po nominacji okazało się, że Drzymała doznał kontuzji łokcia i rakiety do ręki brać nie może przez rok - misja Liczki w Grodzisku okazuje się zatem zupełnie pozbawiona sensu. Może tylko poza sprzedawaniem kitu, np. opowieści jak to chciał go właśnie zatrudnić jakiś klub z Anglii. Really? Wprawdzie stwierdzono tam ostatnio ptasią grypę u jednej zdechłej papugi, ale o jakichś zauważalnych objawach debilizmu na Wyspach nic nie słychać, szczególnie w piłkarskich klubach. No i tyle na ten temat. Natomiast w Polsce pod tym względem constans - czyli wieczny kabaret. Np. pan Smuda Franciszek ogłosił, że nie interesuje go środek tabeli. Chłopie, za chwilę o tym środku jeszcze pomarzysz! Świadczy o tym nie tyle klęska Lubina z Legią, ile raczej zgodne wygrane trzech ostatnich drużyn w tabeli (!!!). Jak to tłumaczę? Hm, nasi piłkarze są jak misie i lubią nazbierać zapasów na zimę.

Także dosłownie nasi piłkarze nieźle się tuczą. Właśnie usłyszałem fajną historię o ligowym napastniku. Przyszedł z nadziejami, ale miał nadwagę - 88 kilo. Ktoś mu jednak podpowiedział, że jeśli oprzeć się podczas ważenia o parapet, parę kilo da się zawsze urwać. No i się zaczęło - 87, 85, a nawet - po udoskonaleniu metody - 81 kilo! Trener puchł z dumy i opowiadał o cudownych skutkach biegania wokół boiska.

Niestety, jak w każdym dobrym horrorze - nadszedł punkt kulminacyjny. Oto po paru miesiącach ściemy nasz gracz wchodzi jak co dzień się zważyć, a tu... dramat! Waga, zamiast pod ścianą, stoi na środku pokoju. Nie ma się zupełnie o co oprzeć, a wciąganie powietrza nie pomaga. Pomiar jest bezlitosny - 89 kilo! Masażysta z okrzykiem "Jezus Maria!" mdleje, a trener zauważa, iż jego zawodnik waży jeszcze więcej niż przed transferem. "Boże!" - wzywa nadaremno, co ma dokładnie taką samą siłę uznania bolesnej prawdy jak cytat z bajki Andersena o pewnym monarsze: "Król jest nagi".

No i taka jest właśnie ta nasza ligowa piłka - bardzo śmieszna. Ale można się przyzwyczaić.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje