Osman Chavez: Na święta uciekłem od polskiego zimna

Osman Chavez wie, że samokontrola przy świątecznym stole jest w przypadku piłkarzy bardzo ważna. Obrońca Wisły przyznaje jednak, że mimo usilnych starań, utrzymać wagę jest w tym czasie trudno. "Na ogół kończy się na tym, że próbuję tylko trochę każdej potrawy. I mimo to czasem przybędzie kilka kilogramów" - stwierdza w rozmowie opublikowanej w oficjalnym serwisie internetowym Wisły Kraków.

W Twojej walizce znalazły się okulary przeciwsłoneczne?

Reklama

- Pewnie. I oczywiście koszulki z krótkim rękawem też. W Hondurasie jest teraz dużo cieplej niż w Polsce. Mogłem na trochę uciec od tego zimna (śmiech).

Święta Bożego Narodzenia spędzisz w domu. W Polsce, z racji tego zimna, o którym wspomniałeś, w Wigilię podaje się dania na ciepło. W Hondurasie temperatura jest teraz dużo wyższa niż w naszej części Europy. Co zatem serwuje się w Twoim kraju?

- Jest wiele różnorodnych potraw typowych właśnie dla tego okresu. Najbardziej popularna z nich to "tamal", przygotowywana między innymi z kukurydzy i mięsa. To danie bardzo treściwe i smakuje wspaniale. Inna taka potrawa to pieczony kurczak. Niektórzy przygotowują dania z wieprzowiny. Mimo że temperatura jest w tym okresie dość wysoka, ludzie w Hondurasie nie mają w zwyczaju podawać w czasie Świąt schłodzonych potraw, wszystko się piecze.

A sam potrafisz gotować? Robisz coś w kuchni, czy nie podchodzisz do garnków?

- Podchodzę tylko do stołu (śmiech). Ja mam inne, własne zajęcia. Mój brat jest szefem kuchni, więc to raczej on przygotowuje kolację. Mi nie starcza czasu, żeby przy tym pomagać. Kiedy przychodzę, to zawsze wszystko jest już gotowe, a moja mama, małżonka i brat trzymają mnie z dala od kuchni. Ale to nie znaczy, że nie potrafię gotować - po prostu nie mam na to tyle czasu, co kiedyś. Gotowania nauczyłem się już jako dziecko, miałem wtedy mniej niż 10 lat. Dla naszej kultury jest to typowe. Dzieci bardzo wcześnie się uniezależniają, więc szybko muszą się nauczyć wielu rzeczy. Nie mogą liczyć na to, że ktoś im pomoże.

Mówisz, że gotowanie Cię omija. A jak jest z jedzeniem? Czy jako sportowiec możesz w Wigilię jeść bez ograniczeń, czy jednak musisz uważać na to, co i w jakich ilościach pochłaniasz?

- Dla mnie to naprawdę trudne chwile. Idę do jednego domu, a tam kolacja, do kolejnego, a tam też kolacja. W każdym kolejnym domu zapraszają Cię na kolację. Odmówić nie wypada, a miejsca w żołądku może zabraknąć. W końcu dziesięć kolacji między godziną 18-tą a północą to dużo. Dlatego na ogół kończy się na tym, że próbuję tylko po trochu każdej potrawy. I mimo to czasem przybędzie kilka kilogramów. Bo człowiek zamiast ćwiczyć głównie je. Potem jest styczeń, żeby dojść do siebie, ale jeśli przytyje się zbyt dużo, to problem ze zbiciem wagi może już być poważny.

Masz takie doświadczenia? Musiałeś po Świętach ćwiczyć więcej niż zwykle ze względu na wagę?

- Pewnie, nie raz. Święta to taki kres, kiedy na stołach pojawia się mnóstwo pysznego jedzenia. Wiele spośród potraw przyrządzanych jest tylko ten jeden raz w roku i trzeba z tego jakoś skorzystać. Ale potrzebna jest też w tym wszystkim jakaś dojrzałość. Niektórzy piłkarze nie rozumieją, że w tej dyscyplinie trzeba o siebie dbać, kontrolować ile się je. A zwłaszcza w czasie Świąt przydaje się samokontrola.

- Opowiedz o innych zwyczajach bożonarodzeniowych w Hondurasie.

Jest sporo zwyczajów zakorzenionych w naszej kulturze. W czasie Świąt dużo się tańczy. Ludzie ubierają specjalne stroje, grają na bębnach. Dzieci chodzą od domu do domu. Zbierają pieniądze tańcząc, śpiewając i wystukując przy tym rytm grzechotkami. Mężczyźni zakładają w tym dniu maski i przebrania, i bawią się przechodząc z jednego podwórka na kolejne. Podobnie kobiety, tyle że one w gronie przyjaciółek chodzą między swoimi domami i właśnie w domach tańczą. Wszystko to stare zwyczaje, przekazywane kolejnym pokoleniom, które w Hondurasie rzeczywiście się praktykuje.

- A jakiś odpowiednik choinki? Przystrajacie przed Świętami drzewka?

Tak, jak najbardziej.

- Zważywszy region, te drzewka to zapewne palmy?

Nie, skądże. Drzewka, które dekorujemy w Hondurasie wyglądają dokładnie tak samo jak te w Polsce. W naszym domu zawsze takie drzewko było.

- W Polsce zwyczaje bożonarodzeniowe też są kultywowane, ale religijny wymiar Świąt jest coraz słabiej dostrzegalny. Jak to wygląda w Hondurasie?

Z upływem lat wszystko się zmienia. Myślę, że w Hondurasie jest pod tym względem tak samo, jak w innych krajach na całym świecie. Duch tych Świąt nie jest już taki, jak choćby dziesięć lat temu. Kiedyś czuło się wyjątkową atmosferę, to był czas wspólnego przeżywania. Wszyscy na ulicach byli radośni bardziej niż zwykle, wszyscy uczestniczyli w budowaniu tej atmosfery. Teraz przychodzi 24 grudnia i ma się wrażenie, że to taki sam dzień jak każdy inny. Sklepy i banki są otwarte. Twoi bracia czy znajomi nierzadko muszą tego dnia pracować. Dużo się pod tym względem zmieniło i nie ukrywam, że Święta sprzed 10-ciu, 20-stu lat podobały mi się bardziej.

Zmiana charakteru Świąt wiąże się m. in. z tym, że większy nacisk kładziony jest na prezenty. Jakie prezenty kupuje się zwyczajowo w Hondurasie?

- Trudno powiedzieć, mogą to być bardzo różne rzeczy - na przykład koszula albo perfumy. W rodzinach i wśród przyjaciół tworzy się listy. Prezenty kupuje się zawsze tej osobie z listy, którą się wylosowało. Niektórzy pytają o prezent, który chciałoby się dostać, inni wolą zrobić niespodziankę i do końca trzymają w tajemnicy to, kogo wylosowali.

- A jak to wygląda w przypadku dzieci? Pamiętam, że kiedy ja byłem dzieckiem zawsze marzyłem o piłkach albo koszulkach moich ulubionych zespołów. W twoim wypadku było podobnie?

Prawdę mówiąc, nigdy nie miałem żadnych marzeń związanych z prezentami, bo wiedziałem, że i tak się nie ziszczą. To, co ja i moi bracia mogliśmy otrzymać, to była para nowych butów albo bardziej odświętne ubranie. Dlatego nigdy nie marzyłem o koszulkach, czy na przykład rowerze, bo nie było takiej możliwości, że je dostanę. Ale nie przejmowałem się tym. Nie było dla mnie ważne, że nie ma zabawek, nie ma czegokolwiek innego. Ważniejsza była dla mnie kolacja wigilijna.

- A jak z prezentami w tym roku? Kupiłeś już coś synkowi?

Oczywiście, nie mogłoby się bez tego obejść (śmiech).

- Jakieś koszulki Wisły w twojej walizce?

Tak, sporo. Jest dużo osób, które mnie wspierają, także w czasie Świąt jestem klientem numer 1 w rodzinie (śmiech). Moja torba jest pełna prezentów, w tym koszulek Wisły właśnie. Mam ich chyba około 25, a tak na dobrą sprawę powinno ich być koło setki. Wielu członków mojej rodziny, przyjaciół i znajomych chciałoby chodzić w koszulce Wisły z nazwiskiem Chavez na plecach.

www.wisla.krakow.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama