Ochrona nie chciała wpuścić Michała Żewłakowa

Ośrodek w niemieckim Barsinghausen, w którym podczas mistrzostw świata mieści się baza reprezentacji Polski jest strzeżony jak prawdziwa twierdza. Przekonał się o tym Michał Żewłakow.

Reprezentant Polski wracał do hotelu po spotkaniu z jednym z dziennikarzy, ale został zatrzymany przez ochroniarzy - czytamy w "Super Expressie". Strzegący bezpieczeństwa polskich piłkarzy ochroniarze zażądali od Żewłakowa akredytacji, której jeszcze nasi zawodnicy nie posiadali.

Reklama

- No ale jak to, nie wpuści mnie pan? Przecież widać, że jestem piłkarzem - tłumaczył Żewłakow.

- Panie, ja mam gdzieś futbol, z piłkarzy to ja kojarzę tylko Beckenbauera. Skąd ja mam wiedzieć, że pan nie jest jakimś kibicem przebranym za piłkarza? - usłyszał obrońca biało-czerwonych.

Sytuację szybko udało się wyjaśnić i Żewłakow mógł dołączyć do kolegów z kadry.

Super Express/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Żewłakow | ochrona

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje