Ntibazonkiza: To był mój najlepszy mecz w życiu

- To był mój pierwszy występ w życiu, o którym mogę śmiało powiedzieć, że jestem z niego zadowolony. Czuję i wiem, że grałem dobrze - przyznaje skrzydłowy Cracovii, Saidi Ntibazonkiza, który w sobotę zagrał w barwach Burundi w spotkaniu przeciwko Rwandzie i nawet wpisał się na listę strzelców w przegranym 1-3 meczu.

W sobotę wystąpiłeś przeciwko Rwandzie. Na swoim profilu na Facebooku napisałeś po meczu, że tego dnia w Rwandzie nie zapomnisz do końca życia. Dlaczego?

Reklama

- Ponieważ nauczyłem się czegoś nowego.

To znaczy?

- Byliśmy o sto procent lepsi od Rwandy, ale przegraliśmy, bo sędzia sprawiał wrażenie, jakby grał w zespole rywala, a my czuliśmy się, jakbyśmy walczyli przeciwko dwunastu zawodnikom z Rwandy.

Z jakiego kraju pochodził arbiter?

- Z Malawi.

Jak ci się grało w tym spotkaniu?

- Szczerze? Uważam, że rozegrałem mój najlepszy mecz w karierze.

Naprawdę?

- To był mój pierwszy występ w życiu, o którym mogę śmiało powiedzieć, że jestem z niego zadowolony. Czuję i wiem, że grałem dobrze.

Ten występ okrasiłeś golem. Jak myślisz, dlaczego niektóre portale internetowe podały, że strzelcem bramki był Papy Faty?

- Zapewne wynikało to ze sporego zamieszania w polu karnym. Trzech naszych zawodników, w tym ja, było bardzo blisko piłki i właściwie nikt nie widział, kto uderzył.

Miałeś okazję do strzelenia kolejnych goli?

- Tak. Po moim uderzeniu obrońca zatrzymał ręką lecącą do bramki piłkę. W normalnych warunkach powinien być rzut karny i czerwona kartka dla rywala, ale sędzia w ogóle nie zareagował. Wszyscy widzieli tę sytuację, nawet miejscowi kibice, którzy po meczu rozmawiali z nami. Wszyscy poza arbitrem.

Zajmujecie ostatnie miejsce w grupie 8. Wasze szanse na awans do finału Pucharu Narodów Afryki są coraz mniejsze...

- Wiem, musimy dać z siebie wszystko w następnych meczach. Szkoda straconych trzech punktów w sobotnim spotkaniu, bo powinniśmy byli wygrać.

Mówiłeś, że zagrałeś swój najlepszy mecz w karierze. Miałeś wsparcie swoich kolegów z drużyny w tym spotkaniu?

- Tak. Każdy wiedział jak ważny jest to mecz i każdy starał się wypaść jak najlepiej. Mimo to jestem bardzo rozczarowany tym spotkaniem.

Jak wyglądała podróż z Burundi do Rwandy?

- Lecieliśmy samolotem, a lot trwał około dwudziestu pięciu minut. Nasze kraje sąsiadują ze sobą.

A podróż powrotna do Polski?

- To już nieco bardziej skomplikowany temat. Najpierw leciałem z Burundi do Etiopii, stamtąd do Niemiec, a potem do Polski.

Przed Cracovią niedzielny mecz z Górnikiem Zabrze...

- Tak i musimy wygrać. Nad tym będziemy się skupiać.

Rozmawiał Dariusz Guzik

www.cracovia.pl
Dowiedz się więcej na temat: Życie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje