Nikola Mijailović: Z sympatią dla rywala

Nikola Mijailović w latach 2004 - 2007 występował w Wiśle Kraków i był ulubieńcem kibiców "Białej Gwiazdy". W piątek, już jako zawodnik Korony Kielce, zagra przeciwko swojemu byłemu klubowi. Pojedynki serbskiego obrońcy z krakowskimi napastnikami powinny być atrakcją tego spotkania.

INTERIA.PL. W ostatniej kolejce twoi koledzy - Edson i Vuković grali przeciwko Legii, czyli klubowi w którym spędzili kilka sezonów. Teraz ciebie czeka mecz przeciwko byłej drużynie. Jak traktujesz to spotkanie?

Reklama

NIKOLA MIJAILOVIĆ: Normalnie.

Na pewno? Nie widzisz żadnej różnicy pomiędzy grą z Wisłą, a na przykład Odrą Wodzisław?

- Oczywiście, że są różnice. W Wiśle grałem przez trzy i pół roku. Dalej czuję sympatię do tego klubu, ale teraz jestem w Koronie i muszę zagrać, tak jak przeciwko innym zespołom. Po prostu zrobię wszystko, abyśmy wygrali.

Czy po odejściu z Wisły interesowałeś się losami zespołu, miałeś kontakt z zawodnikami?

- Byłem na bieżąco z tym co się dzieje w klubie. Sprawdzałem wyniki, kontaktowałem się z zawodnikami.

Z kim?

- Z Tomkiem Dawidowskim, z Mauro Cantoro.

Oglądałeś już mecze Wisły w tym sezonie. Czy jest to zespół lepszy czy gorszy od tego, w którym ty grałeś?

- Trudno ocenić. Tamten zespół znałem dużo lepiej, bo byłem jego częścią. Obecnych zawodników nie znam z treningów, więc trudniej mi ich oceniać. Zaraz po moim przyjeździe do Krakowa Wisła była naprawdę mocna. Grało w niej przecież z ośmiu reprezentantów Polski.

Z Wisłą rozstałeś się już ponad dwa lata temu, ale podobno nadal masz problemy z wyegzekwowaniem należności kontraktowych?

- Z Wisłą nie mam żadnych problemów.

A więc z kim?

- Z moim byłym menedżerem - Adamem Mandziarą. Nie przekazał mi sporej sumy pieniędzy. Nie mam nawet zamiaru z nim już o tym rozmawiać. Sprawa trafiła do niemieckiego sądu. Prowadzi ją niemiecki adwokat.

Koronie ostatnio nie wiedzie się najlepiej. Dopiero jedenaste miejsce w tabeli i dwie kolejne porażki...

- Takie jest życie. Z Arką powinniśmy wygrać, mieliśmy tyle sytuacji. Z Legią też prowadziliśmy 1:0, dobrze graliśmy. Czegoś zabrakło...

Właśnie czego? Szczęścia, doświadczenia, umiejętności...

- Na pewno trochę szczęścia, zwłaszcza w meczu z Arką. Wierzę, że to się zmieni.

Liczysz, że mecz z Wisłą może być takim na przełamanie?

- Z Wisłą będzie ciężko się przełamać, ale na pewno nie odpuścimy. Zrobimy wszystko, aby wygrać, albo przynajmniej zremisować. Wisła do tej pory tylko raz przegrała, jest bardzo dobrym zespoły. Zwłaszcza jej defensywa jest bardzo mocna.

A wy zagracie w piątek mocno osłabieni...

- Tak. Nie będzie Vukovica, Gajtkowskiego i Wilka.

Kto według ciebie jest w tej chwili najgroźniejszym zawodnikiem Wisły?

- Wiadomo - Paweł Brożek i Patryk Małecki. Również Piotrek Ćwielong jest dobrym napastnikiem, ale jak już mówiłem siłą Wisły jest defensywa.

Jesteś w Koronie od dwóch miesięcy. Zdążyłeś się zaadoptować w klubie i mieście? Uważasz, że był to dobry wybór?

- Wszystko jest w porządku i idzie w dobrym kierunku.

A jak oceniasz swoją dyspozycję?

- Z moją formą nie jest jeszcze najlepiej.

Czego ci brakuje? Treningów, ogrania?

- Przede wszystkim meczów. Przez ostatnie dwa lata rzadko grałem. Trzeba dokończyć tę rundę, a jak się zimą dobrze przygotuję, to wiosną powinno być dużo lepiej.

Gdy przychodziłeś do Korony pojawiały się głosy, że możesz znowu sprawiać kłopoty pozasportowe. Sam z kolei deklarowałeś, że się zmieniłeś i jesteś innym człowiekiem. To prawda?

- Rzeczywiście zmieniłem się. W Kielcach znakomicie mnie przyjęli, płacą na czas. Nie ma żadnych problemów. Wszystkie moje sprawy sądowe w Polsce zostały uregulowane. Nie robię niczego złego. Nie wiem, o co niektórym chodzi. Muszę tylko lepiej grać.

A jaki będzie wynik piątkowego meczu?

- Oj, nie wiem, naprawdę nie wiem.

Rozmawiał: Grzegorz Wojtowicz

Dowiedz się więcej na temat: korony | Nikola

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje