(Nie)szczęściarz Ancelotti

Czy klęska z ostatnim w tabeli Wolverhampton pozbawia Chelsea szans na obronę tytułu mistrza Anglii? A może znaczy jeszcze coś gorszego?

"Jestem szczęśliwym człowiekiem. Wielu trenerów na moim miejscu zostałoby wyrzuconych z pracy" - trzeba przyznać, że w tak przygnębiającym okresie dla Chelsea, Carlo Ancelotti zachował jeszcze poczucie humoru. Jeden z najbardziej utytułowanych trenerów naszych czasów obiecał zwycięstwo nad ostatnim zespołem Premiership, tymczasem, jeśli środowy mecz był dla kogoś przełomem, to dla gospodarzy, którzy w cudowny sposób odbili się od dna wyskakując od razu ponad strefę spadkową.

Reklama

Teraz to Chelsea jest na dnie - choć w jej przypadku znajduje się ono gdzie indziej. Piłkarze Ancelottiego są jak kolos pod własnym ciężarem zapadający się w błocie. Włoch podkreśla, że w lidze jeszcze nie wszystko stracone, ale na wszelki wypadek przypomina, iż jego drużynie pozostaje Puchar Anglii i Champions League. Te drugie rozgrywki były celem nr 1 Romana Abramowicza, gdy w 2003 roku stawał się właścicielem klubu. Od tamtej pory do środy jego drużyna z Wolves nigdy nie przegrała.

Fani w Anglii bardzo bali się Rosjanina, by swoimi milionami nie wprowadził do Premiership pirackich zasad. Dziś mogą być mu raczej wdzięczni, gdyby nie Chelsea monopol Manchesteru United w tej dekadzie byłby trudny do zniesienia. Trzy tytuły mistrza Anglii i trzy Puchary tworzą legendę jednej z najsilniejszych drużyn na kontynencie. Triumf w Champions League byłby kropką nad "i" - miał rzecz jasna przyjść właśnie w tym sezonie.

"Chelsea budzi strach" - mówił Frank Lampard, gdy w pięciu spotkaniach otwierających sezon ligowy obrońca trofeum wbił przeciwnikom 25 goli zdobywając oczywiście komplet punktów. Reszta wielkich rywali: Manchester United, Manchester City, Arsenal, Tottenham i Liverpool zaczęła z problemami, jeszcze do połowy listopada wydawało się, że Ancelotti faktycznie jest szczęściarzem. Dziś z wymienionej piątki jego drużyna wyprzedza w tabeli już tylko liverpoolczyków, do liderującego United, który rozegrał mecz mniej, traci aż 9 pkt. Czy można marzyć o obronie tytułu, czy raczej szybko brać się w garść, by w przyszłym sezonie awansować do Champions League? W erze Abramowicza Chelsea występuje w niej oczywiście nieprzerwanie.

Przyczyn kryzysu jest kilka, od ciężkiej kontuzji Franka Lamparda, przez chorobę Didiera Drogby, do straty ducha walki i pewności siebie całej drużyny. Chelsea przegrywa teraz z kim popadnie, do tego stopnia, że swoje szanse zaczynają dostrzegać nawet fani FC Kopenhaga. Kiedy w losowaniu 1/8 finału ich skromniutki klub trafił na londyńskiego tarana uznali, iż fantastyczna przygoda z Ligą Mistrzów dobiegła końca.

A może swoją rolę odgrywa upływ czasu? Chelsea ma przecież jedną z najstarszych drużyn w Europie. Fundament, który stworzyli Abramowicz i jego pierwszy faworyt Jose Mourinho zaczyna się kruszyć. Z ostatecznym werdyktem trzeba się wstrzymać - fakt jest bezsporny, że odkąd jej właścicielem jest Rosjanin londyńska drużyna nie miała jeszcze tak złej serii.

W pewnym sensie Ancelotti rzeczywiście jest jednak szczęściarzem. Przez siedem lat w Chelsea Abramowicz poznał futbol i nauczył się cierpliwości. Gdyby był wciąż tak porywczy jak we wrześniu 2007 roku, gdy po serii słabszych wyników w Premiership i remisie 1:1 w Lidze Mistrzów z Rosenborgiem Trondheim pozbywał się z klubu Mourinho, Włoch też musiałby już szukać nowej roboty. Z pewnością go to jednak czeka, jeśli w kilka, lub kilkanaście dni nie dokona zwrotu. Rosjanin chce, by na mecze z FC Kopenhaga drużyna znów była w formie z początku sezonu. Jeśli uzna, że nie uda się to z obecnym trenerem, z dymisją zwlekać nie może, by dać czas nowemu człowiekowi.

Przyjeżdżając latem do Madrytu Jose Mourinho ogłosił, że chce być pierwszym szkoleniowcem, który zdobędzie tytuły w trzech najsilniejszych ligach Europy. Jedyne obawy mógł wywoływać w nim Ancelotti - tak jak Mou mający w trenerskim CV mistrzostwa Włoch i Anglii. Włoch zagroziłby Mourinho tylko wtedy, gdyby kolejną posadę otrzymał w Primera Division. Te dwie najważniejsze: w Realu i Barcelonie są jednak zajęte.

Czytaj inne teksty Darka i dyskutuj na jego blogu - Kliknij!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje