"Nie straciłem nadziei na Euro"

Przemysław Kaźmierczak wraz z kolegami z FC Porto w miniony weekend świętował mistrzostwo Portugalii. Polak jednak nie miał wielkiego udziału w tym sukcesie, bo częściej przesiadywał na ławce rezerwowych niż biegał po boisku.

"Pewnie, że chciałbym więcej pograć. Żałuję, że w decydującym meczu o mistrzostwie nie wszedłem na boisko, ale nie rozpamiętuję tego. Trzeba robić swoje, zasuwać na treningach" - powiedział Kaźmierczak w "Super Expressie".

Reklama

26-letni pomocnik trafił do FC Porto z Boavisty. "I daje się to odczuć nawet na ulicy. Jako zawodnik Boavisty byłem rozpoznawalny, ale teraz prośby o autografy czy wspólne zdjęcia zdarzają się zdecydowanie częściej. Choć nie jest tak, że nie mogę już spokojne wyjść do miasta. Aż taką gwiazdą to nie jestem" - stwierdził pomocnik. Kaźmierczak rzadko miał okazję do zademonstrowania swoich umiejętności na boisku, ale przeprowadzki do FC Porto nie żałuje.

"Są tacy, co w klubach grają dobrze, a do reprezentacji nie trafiają, a są i tacy, co prawie w swoich drużynach nie występują, a na kadrę ciągle jeżdżą. Tu nie ma reguły. Nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek polski piłkarz odmówił FC Porto. Jestem w wielkim klubie i nikt mi tego nie odbierze, tak jak i mistrzostwa Portugalii czy gry w Lidze Mistrzów" - wyznał Kaźmierczak, który ciągle wierzy, że znajdzie się w składzie reprezentacji Polski na Euro 2008.

"Nie straciłem nadziei. Nie robię w Porto błyskawicznej kariery, ale małymi krokami idę w dobrym kierunku. Bardzo chciałbym znów trafić do Leo Beenhakkera. Znakomicie mi się z nim pracowało, on chyba też nie narzekał" - podkreślił.

Super Express/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Kaźmierczak | fc porto | Porto

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje