"Nie ma sensu robić rewolucji"

Polscy siatkarze mieli świadomość, że są faworytami pojedynku z Włochami i dlatego zbyt spokojnie rozpoczęli ćwierćfinałowe spotkanie igrzysk olimpijskich - uważa drugi trener PGE Skry Bełchatów Jacek Nawrocki.

"To doprowadziło do porażek w pierwszym i drugim secie. W konfrontacji z Włochami zabrakło nam jednak głównie szczęścia. Siatkówka jest jednak dyscypliną, w której zwycięstwo od porażki często dzieli cienka linia. Nasz zespół zrobił w Pekinie tyle, ile mógł" - powiedział Nawrocki.

Reklama

Zdaniem szkoleniowca mistrzów Polski największym problemem reprezentacji było to, że dopiero podczas turnieju krystalizował się podstawowy skład zespołu.

"Po zdobyciu wicemistrzostwa świata w 2006 roku w kolejnych turniejach w naszym zespole zawsze kogoś brakowało. Zbyt zawęziła się grupa zawodników wychodzących na boisko. Efekt był taki, że w Pekinie, gdy mogliśmy zagrać w najsilniejszym składzie, podstawowa szóstka klarowała się dopiero podczas turnieju. Cały czas szukaliśmy optymalnego zestawienia. Duży powiew świeżości do naszej gry wnieśli Wika i Możdżonek, jednak nowe ustawienia nie mogą być sprawdzane na Igrzyskach Olimpijskich. Wcześniej trzeba dać szansę gry szerszej rzeszy zawodników" - wyjaśnił Nawrocki.

Dodał, że mimo porażki z Włochami trzeba docenić całoroczną pracę wykonaną przez sztab szkoleniowy i zawodników.

"Cały turniej pokazał, że zespół był dobrze przygotowany pod względem motorycznym i taktycznym. Mecze grupowe udowodniły, że nasza reprezentacja jest drużyną, od której można wymagać zwycięstw z najlepszymi. W światowej czołówce jest jednak tak ciasno, że nie wszyscy mogą walczyć o medale. Nam się nie udało, jednak trzeba docenić to, co zostało zrobione. Teraz trzeba spokojnie i dokładnie przeanalizować olimpijski występ i zacząć myśleć o przyszłości. Na pewno nie ma sensu robić rewolucji, która mogłaby zniweczyć dotychczasową pracę" - powiedział Nawrocki.

Podkreślił, że w ekipie mistrzów Polski wszyscy spokojnie podchodzą do prasowych doniesień, w których jako jednego z kandydatów na nowego trenera reprezentacji Polski wymienia się pierwszego szkoleniowca PGE Skry Daniela Castellaniego.

"Ten temat nie był u nas omawiany. Coś tam zawsze obija się po ścianach, lecz poważnie nie zastanawialiśmy się nad tym. Kandydatów do objęcia kadry jest zresztą tylu, że w tej chwili nie ma się nad czym zastanawiać. Tym bardziej, że szkoleniowcem nadal jest Raul Lozano" - wyjaśnił Nawrocki.

Porażka w ćwierćfinale olimpijskiego turnieju z Włochami oznacza, że do Bełchatowa wcześniej wrócą Mariusz Wlazły i Daniel Pliński. Obaj po powrocie do kraju będą mogli udać się na zasłużone urlopy.

"Życzyliśmy im, by jak najpóźniej wrócili z Pekinu. Nie udało się jednak awansować do strefy medalowej, więc w klubie pojawią się wcześniej. Po ich powrocie podejmiemy decyzję, jak będą wyglądać ich przygotowania do sezonu. Na pewno przejdą szczegółowe badania, po których dostaną trochę wolnego. Muszą przede wszystkim odpocząć psychicznie. Później przejdą skrócony okres przygotowawczy. Czas spędzony z kadrą nie był dla nich stracony. Z trenerem Castellanim jesteśmy zwolennikami gry zawodników w reprezentacji, gdyż jest to dla nich możliwość regularnej gry z silnymi rywalami i podnoszenia umiejętności. Obaj na pewno będą dobrze przygotowani do nowego sezonu" - zapewnił Nawrocki.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama