Nie ma Iversona, nie ma zwycięstwa

Milwaukee Bucks wykorzystali absencję Allena Iversona i w trzecim finałowym boju Konferencji Wschodniej pokonali przed własną publicznością w hali Bradley Center Philadelphię 76ers 80:74 i prowadzą w serii best-of-seven 2:1.

Już od dłuższego czasu ligowy król strzelców i Most Valuable Player w jednej osobie miał na swym ciele więcej miejsc powykręcanych i poobijanych niż zdrowych o czym świadczyły bandaże i opaski szczelnie pokrywające wszystkie członki lidera z Miasta Braterskiej Miłości. Jednak dopiero nieznośny ból uderzonej jeszcze w starciu z Raptors kości ogonowej nakazał Iversonowi pozostanie w hotelowym łóżku, podczas gdy jego partnerzy w pocie czoła toczyli wojnę defensyw w starciu z Bucks.

Reklama

- Zwycięstwo to zwycięstwo - podsumował mało efektowny choć cenny triumf środkowy z Milwaukee Ervin Johnson. Istotnie finałowe starcie numer trzy było zgodne ze stereotypem wschodniej wyższości defensywy nad atakiem. No bo przecież sam optymista George Karl nie spodziewał się, że można wygrać starcie w play off trafiając tylko 30 rzutów z pola gry (na 72), wyrównując niechlubny, strzelecki rekord klubowy w grach po sezonie zasadniczym (80 "oczek") i aplikując w finałowej kwarcie gościom z Filadelfii tylko 11 punktów. - Wiem, wiem graliśmy w koszykówkę niczym futboliści - puentował występ swych podopiecznych szkoleniowiec "Kozłów". Jeszcze bardziej żenująca indolencja strzelecka ogarnęła 76ers. Ci przedziurawili kosz rywali z akcji tylko 25 razy na 70 prób. Najlepszym graczem meczu był bez wątpienia Sam Cassell. Rozgrywający Bucks zdobył 24 punkty trafiając z pola gry 9 z e swych 15 rzutów. Co ważniejsze w ciągu ostatnich 32 sekund przed końcową syreną wykorzystał 3 rzuty wolne.

Mimo porażki słów otuchy swym wychowankom nie szczędził Larry Brown - Jeszcze nigdy nie byłem tak dumny z moich graczy jak dzisiejszego wieczoru. Graliśmy z wielką determinacją i mieliśmy szansę ten mecz wygrać - mówił Brown. Istotnie gdyby nie fatalnie spudłowane osiem kolejnych rzutów w kluczowych momentach gry Milwaukee zeszliby z parkietu pokonani. Po niefortunnej serii chybionych rzutów wreszcie kosz rywali na 15 sekund przed końcem przedziurawił Kevin Ollie ale było już za późno na odrobienie strat.

Mecz numer cztery również w Bradley Center w poniedziałek.

Zobacz rywalizację w play off 2001

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama