NFL: Wygramy, mówi Seba!

Ponad 200 stacji telewizyjnych z całego świata pokaże finały konferencji AFC (American Football Conference) i NFC (National Football Conference). Zwycięzcy obu finałów zagrają w wielkim finale Superbowl, w San Diego w niedzielę 26 stycznia.

Naszą uwagę przyciąga mecz o mistrzostwo AFC. Polscy kibice mogą być świadkami pierwszego w historii awansu Polaka do Superbowl. W niedzielę o północy polskiego czasu przed szansą awansu do finału ligi NFL stanie Sebastian Janikowski - kicker futbolowej drużyny Oakland Raiders, której to na drodze do wymarzonego finału staną Tennessee Titans.

Reklama

Ostatnim Polakiem, który w USA wygrał najwyższe trofeum w ligach zawodowych był Krzysztof Oliwa. Czy w niedzielę 26 stycznia w Polsce będziemy mieli mistrza świata w futbolu amerykańskim?

W obozie Raiders panuje pełna mobilizacja, a ranga meczu życia nie ułatwia. W szatni Raiders roi się od dziennikarzy z całych Stanów. Przed sezonem niewielu żurnalistów wierzyło w sukces Raiders, pisano o nich: zbieranina emerytów, grupa weteranów itp.

O wzmocnieniach, których przed sezonem dokonał Al Davis co najwyżej naśmiewano się w prasie. - Jak ktoś jeszcze nie grał w Raiders - to gra w tym roku - szyderczo trąbiła prasa o ruchach transferowych Davisa.

Media szczególnie nie mogły odżałować pozbycia się swojego ulubieńca, byłego trenera Raiders Jona Grudena. Ponieważ Gruden miał ważny kontrakt z Raiders, Davis "skasował" za niego 7 milionów dolarów i 4 "picki" z draftu, które też pewnie spienięży.

Dziś to Davis śmieje się z prasy. Za Grudena skasował jak "za woły" i awansował do finału AFC. Prasowi fachowcy odradzali mu pozyskanie Billa Romanowskiego, mówiąc że to stary gracz. "Romo" jednak po mistrzowsku "zdemolował" dwa razy najgroźniejszego rywala w dywizji AFC West i swoich byłych kolegów z Denver Broncos. Przez cały sezon Romanowski błyszczał w defensywie, odwdzięczając się Davisowi za zaufanie. A fachowcy nabrali wody w usta...

Nowego trenera Davis nie szukał daleko. Został nim dotychczasowy ofensywny koordynator Bill Callahan. Po pierwszych meczach sparringowych, a już zupełnie po czterech porażkach z rzędu, prasa wyżywała się na Callahanie jak na nikim dotąd. Pisano nawet, że z Raiders robi grupę komediową. Okazało się, że Callhan wiedział co robi, a dziś śmieje się z tamtych artykułów. Ma z czego być dumny. W swoim pierwszym sezonie jako head coach może grać o Superbowl.

- Mamy świadomość tego, że stajemy przed szansą, która może dla niektórych z nas już się nie powtórzyć. Pamiętamy porażkę w finale AFC dwa lata temu z Baltimore Ravens i musimy zrobić wszystko, aby być w niedzielę zespołem lepszym. Jasne, że apetyt nam rośnie jak pomyślimy, że ostatnie dwa Superbowl wygrały zespoły, które wyeliminowały Raiders. To też nas bardzo dopinguje - powiedział Callahan.

Callahan był trochę zdziwiony zwolnieniem swojego kolegi zza zatoki, Steve'a Mariucciego - byłego już szkoleniowca San Francisco 49-ers, który musiał odejść po porażce z Buccaners (zespół prowadzony przez Grudena). - Takie jest trenerskie życie, jednak Steve Mariucci ma swoją klasę i wykonuje pracę bardzo wysokiej jakości. Darzę go wielkim szacunkiem. Jestem przekonany, że znajdzie się dużo chętnych na zatrudnienie Stev'a.

Podstawowym zadaniem Raiders będzie uchronienie quarterbacka Raiders Richa Gannona. Wszyscy tu, w Oakland, dobrze pamiętają jak załatwił go potężny Tony Siragusa, który po prostu całym ciałem zmiażdżył Gannona. Titans na pewno będą próbowali agresywnie zderzyć się z Gannonem, aby przynajmniej wybić go z uderzenia. Może być to niebezpieczne dla Raiders, ponieważ Gannon jest bardzo podatny na urazy, szczególnie obojczyków i karku. Właśnie stąd postawa linii blokującej dostęp do Gannona będzie miała bardzo istotne znaczenie dla losów finału w Oakland.

Oczywiście Raiders mają rezerwowych quarterbacków, zresztą całkiem godziwie zarabiających Marquesa Tuiasosopo, Bobbyego Hoyinga czy Ricka Mirera. Jednak w ostatnich trzech sezonach zasadniczych, rezerwowi w sumie dotknęli piłkę raptem tylko 18 razy na boisku podczas meczu i dlatego obawy o zdrowie Gannona są największe.

Sebastian pewny siebie

Sebastian Janikowski w środę i czwartek ćwiczył strzały oraz wykopy, którymi ma zaskoczyć Titans

- Nic innego nie robiłem, niż zwykle na treningach - czyli tak jak zawsze. Normalnie postrzelałem sobie i wszystko wchodziło jak po sznurku. Przez dwa dni kopania chyba tylko raz nie trafiłem. Teraz w piątek i sobotę dam nodze odpocząć, aby była świeża na finał. Tuż przed meczem trochę się rozruszam i będzie dobrze

- Całkiem dobrze Ci idzie. To dopiero twój trzeci rok w NFL i już grasz drugi raz w finale AFC. Wielu futbolistów gra po 15 lat, kończy kariery i nigdy nie dostąpi tego zaszczytu. Czujesz się wyjątkowy?

- Jestem Seabass, to jasne, że jestem wyjątkowy - śmieje się nasz kicker. - A tak trochę bardziej serio, to miałem szczęście trafić do dobrej drużyny, dobrych trenerów, którzy uwierzyli we mnie i dali mi się rozwinąć. Wierz mi, na swoją pozycję ciężko pracowałem i cały czas pracuje.

- W niedzielę od Twojego strzału może zależeć bardzo wiele, przecież stawką są grube miliony, a często jest tak, że odpowiedzialność za wynik spoczywa na Twoich barkach. Masz jakieś zalecenia, jak się wyluzować przed niedzielą?

- Nie, ja nie mam aż takiego ciśnienia meczowego. Wiadomo, że gdzieś tam to siedzi we mnie, ale nie myślę o stresie. Nawet na razie nie myślę o meczu. Pooglądam sobie trochę filmów, aby oderwać się od futbolu.

- Twój ulubiony film to..

- "Snatch"

- A jakiś film polski pamiętasz?

- O tu mnie zagiąłeś. To już było dawno, wiele nie pamiętam, ale ostatni polski film to była "Akademia Pana Kleksa".

- Powodzenia w niedzielę, no i awansu do Superbowl!

- Będzie dobrze, pozdrawiam wszystkich polskich kibiców. Zobaczycie! Wygramy Superbowl! GO RAIDERS!

Dojeżdżając do Oakland nie sposób nie zauważyć, że Raiders grają o Superbowl. Na prawie wszystkich biurowcach przy autostradach dojazdowych wiszą olbrzymie transparenty "GO RAIDERS". Do tego większość samochodów oklejona jest rożnymi odmianami loga Raiders. Ci bardziej fanatyczni na antenach i dachach samochodów mocują flagi klubowe.

Fani robią wszystko, aby dostać bilety, a te wcale nie są tanie. W kasach już dawno ich nie ma, a niektórzy, aby zobaczyć Janikowskiego i spółkę w akcji, będą musieli wyłożyć czasem nawet tysiąc dolarów.

- Sprzedaję samochód, żeby kupić bilet na niedzielę, a resztę z samochodu stawiam w kasynie w Reno na Raiders. Prawie 20 lat czekałem na ten moment. Nie bój się, na pewno nie przegram - odgraża się podstarzały kibic Scott, weteran, który kibicuje Raiders już ponad ćwierć wieku, a pod siedzibę klubu przyjechał pozdrowić swoich pupili. Większość zawodników już go zna i sami chętnie zatrzymują się samochodami i dają mu autograf.

Gdy pytamy o Sebastiana, Scott aż podskoczył: - Dżanikowski? wrzasnął - "Oh man", ja zwariuję kiedyś przez niego. Czasem jak strzela, to boję się, że zawału dostanę - mówi z przerażeniem w oczach. - Ale Seabass to bardzo fajny chłopak no i ma to kopyto - dodał z uśmiechem.

By Scott wygrał u bukmacherów, Raiders muszą wygrać różnicą ośmiu punktów. Szacunkowa wartość jego auta to jakieś 20 tysięcy dolarów. Trochę jednak na tych Raiders postawi, a mimo lekko krasnego nosa na straceńca nie wygląda.

- Postaw ile możesz, w tym roku do Raiders nie dołożysz. Wygrają wszystko - radzi Scott.
W Kalifornii nie ma gdzie postawić (legalnie), a do Nevady nie ma czasu lecieć, a już o jechaniu nie ma mowy. Hmm ..nie postawiłem. Scottowi życzę wygranej a ja ..obym żałował. GO RAIDERS!

Chris Reiko, Oakland

ChrisReiko@hotmail.com

Dowiedz się więcej na temat: wygraj | film | football | NFL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje