Nets zdobyli Waszyngton

New Jersey Nets zdobyli minionej nocy stolicę USA, wygrywając z Washington Wizards 87:79. Było to pierwsze wyjazdowe zwycięstwo ubiegłorocznych finalistów NBA.

Nets mają na koncie 3 zwycięstwa i tylko jednego brakuje im do wyrównania rekordu z sezonu 1997-98, kiedy to zaczęli sezon od 4-0.

Reklama

Nets przystąpili do tego spotkania bardzo podbudowani. W poprzednim meczu z Indianą Pacers, na parkiecie działy się rzeczy wręcz z ringów bokserskich. Oba zespoły popełniły 59 fauli, a 3 graczy zostało wykluczonych. Po tamtych zajściach Jason Kidd musi zapłacić karę w wysokości 5000 dolarów.

Tym razem było nieco łagodniej, gdyż gracze obu drużyn popełnili tylko ...47 fauli, ale obeszło się bez wykluczeń.

Pierwszą kwartę wygrali Nets 22:15, ale w drugiej lepsi byli "Czarodzieje" z Waszyngtonu, wygrywając 21:13. Kolejne dwie "ćwiartki" należały do gości, którzy znakomicie grali z kontrataku. - W trzeciej kwarcie nasza gra była naprawdę fantastyczna - chwalił swój zespół Byron Scott.

- Kiedy gra się przeciwko takim zespołom jak Nets nie można im pozwolić na grę w ich rytmie. Od początku chcieliśmy kontrolować tempo gry, ale udało się to czynić tylko do drugiej kwarty - powiedział Michael Jordan.

Najskuteczniejszym graczem meczu został Jerry Stackhouse, który zdobył 23 punkty, zaliczając również 5 asyst. Jordan zakończył spotkanie z 21 punktami, trafiając 7 z 16 rzutów z gry. Najlepszy koszykarz wszech czasów trafił jeden raz za trzy punkty oraz 6 razy na 8 prób celnie wykonał rzuty wolne.

W ekipie z New Jersey 18 punktów zdobył Jason Kidd, któremu tylko jednej asysty zabrakło do triple-double. (10 zbiórek i 9 asyst).

Trzeciej porażki w sezonie doznała drużyna Cezarego Trybańskiego Memphis Grizzlies. Tym razem "Niedźwiadki" musiały uznać wyższość Sacramento Kings i polegli 99:116.

Kibice w The Pyramid po pierwszej kwarcie jeszcze mieli nadzieję, na sprawienie miłej niespodzianki. Grizzlies wygrali pierwszą odsłonę meczu 28:19, ale w dwóch kolejnych kwartach stracili 69 punktów, zdobywając zaledwie 41. W ostatniej części meczu znów lepsi o dwa punkty byli gospodarze, ale to oni opuszczali halę jako pokonani.

Najlepiej z kolegów Trybańskiego spisał się Pau Gasol, który zdobył 20 punktów. Rookie Gordan Giricek zdobył 14 punktów, a Lorenzen Wright 11.

Prym wśród graczy z Sacramento wiódł idol naszego jedynaka w NBA, Vlade Divac. Serb zdobył 24 punkty, notując również 9 asyst i 7 zbiórek. 23 "oczka" zdobył Bobby Jackson, a punkt mniej Turek Hedo Turkoglu.

Tracy McGrady miał już widocznie dość porażek z Milwaukee Bucks i postanowił przełamać niemoc Orlando Magic w Bradley Center. T-Mac tak mocno wziął sobie do serca chęć zwycięstwa, że tylko trzy punkty zabrakły mu do wyrównania rekordu strzeleckiego (50 punktów), który ustanowił w marcu tego roku w meczu z Wizards.

McGrady trafił 16 z 29 rzutów z gry, 6 z 9 prób za trzy punkty oraz wykonał celnie wszystkie 9 rzutów wolnych. Dodatkowo zaliczył 7 asyst i 6 zbiórek.

- W moim ostatnim meczu z Milwaukee miałem 48 punktów, więc to nic nowego dla mnie, że dziś zdobyłem 47. Odnieśliśmy w tej hali pierwsze zwycięstwo od pięciu lat. To był ich pierwszy mecz przed własną publicznością, a mimo to pokonaliśmy ich - powiedział bohater McGrady. - Rok temu mieliśmy nadzieję, że będziemy dobrym zespołem. W tym roku wiemy, że nim jesteśmy! - dodał T-Mac.

Orlando wygrało mecz z Bucks 100:90, grając czwarte spotkanie w przeciągu pięciu dni.

Zobacz wyniki meczów i zdobywców punktów z 2 listopada.

Dowiedz się więcej na temat: Jersey | NBA | Washington Wizards | Waszyngton | New Jersey

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje