Nets blisko awansu, powrót Lakers

New Jersey Nets są już tylko krok od awansu do finału Konferencji Wschodniej. Po trzeciej wygranej z Boston Celtics, tym razem 94:76 Nets prowadzą w serii best of seven 3-0.

Po dwóch porażkach w San Antonio, Los Angeles Lakers pokazali, że na własnym parkiecie radzą sobie znacznie lepiej i w imponującym stylu pokonali Spurs 110:95. W rywalizacji do 4 zwycięstw, wciąż prowadzą Spurs 2-1.

Reklama

Mecz numer 3 między Celtics a Nets miał inny przebieg niż rok temu. W playoffs 2002, Celtics zniwelowali 20-punktową stratę i pokonali graczy z New Jersey. Tym razem gospodarze zagrali słabo i doznali trzeciej porażki w serii.

- Poddamy się lub coś z tym zrobimy. Znając siebie i kolegów, wiem, że nie jesteśmy zespołem, który się podda - zapowiadał walkę do końca lider ekipy z Bostonu Paul Pierce, który zdobył 23 punkty.

Nets też dobrze wiedzą o tym, że ich rywali stać na wielki "come back".

- Mamy dla nich wielki respekt i wiemy, że mogą szybko odrobić 20-punktową stratę - powiedział Richard Jefferson, zdobywca 20 punktów dla Nets.

Słabsze spotkanie rozegrał Jason Kidd, który zakończył mecz z 9 punktami, 9 zbiórkami i 11 asystami. Fani z Bostonu uwzięli się na niego i obrzucali go wyzwiskami.

Kidd ignorował te zaczepki, nawet gdy tłum krzyczał w jego kierunku "damski bokser" przy wykonywaniu wolnych. (w 2001 Kidd został aresztowany za pobicie żony - przyp. autora).

Mecz numer 4 zostanie rozegrany już w poniedziałek w Bostonie.

Jeszcze żadnemu zespołowi w historii NBA nie udało się wygrać serii po przegraniu trzech pierwszych spotkań i Lakers nie chcieli spróbować dokonać tego wielkiego wyczynu.

Mistrzowie NBA od pierwszych sekund do ostatniej syreny utrzymywali korzystny wynik. W pierwszej piątce niespodziewanie pojawił się Devean George, który kilka dni temu skręcił kostkę i wydawało się, że w tym spotkaniu nie zagra.

- Przyszedł do mnie 25 minut przed meczem i powiedział, że jest gotowy do gry, więc wstawiłem go do składu - powiedział coach Lakers Phil Jackson.

George nie zawiódł zdobywając pierwsze 4 punkty spotkania, a zakończył występ z 13 "oczkami", co jest jego najlepszym osiągnięciem w postseason.

Lakers przez cały mecz grali z wielką determinacją i zaangażowaniem. Kobe Bryant zdobył 10 ze swoich 39 punktów w pierwszych 96 sekundach czwartej kwarty, podwyższając prowadzenie swojego zespołu z 81-67 do 91-69.

Shaquille O'Neal zaliczył 21 punktów, 16 zbiórek i 8 asyst. Derek Fisher zakończył mecz z 14 punktami a Robert Horry z 13 i 12 zbiórkami.

Spurs zagrali słabiej niż w meczach u siebie. Tim Duncan zdobył 28 punktów i zebrał 11 piłek. Malik Rose dodał 15 "oczek", a Bruce Bowen, który w poprzednim spotkaniu zdobył 27 punktów, tym razem zaliczył tylko 3.

O tym, że mecz ten wzbudził w Los Angeles wielkie emocje zaświadczył aktor Jack Nicholson. Gdy w drugiej kwarcie sędziowie odgwizdali trzeci wątpliwy faul O'Neala, Nicholson nie wytrzymał i ruszył w kierunku sędziego Marka Wunderlicha rzucając kilka ostrych słów. Inny arbiter Ron Garretson natychmiast podszedł do stolika i poprosił o gotowość do działań służb ochrony obiektu.

- Płace kupę forsy za to miejsce - mówił w przerwie Nicholson - To jest NBA! Nie możecie mi kazać siedzieć!

Kolejny mecz zostanie rozegrany również w Staples Center w LA. Lakers będą starali się odrobić straty i stać się ósmym zespołem w historii NBA, który mimo przegrania dwóch pierwszych spotkań wywalczy awans. Ostatni raz sztuka ta udała się Houston Rockets w 1995 roku.

Zobacz przebieg rywalizacji playoffs, wyniki oraz zdobywców punktów

Dowiedz się więcej na temat: Jersey | Los Angeles | New Jersey | NBA | powrót | mecz | lakers

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje