MŚ 2006: Podobno miało być inaczej

Podobno miało być inaczej niż przed MŚ w Korei, a tymczasem jest dokładnie tak samo.

Po środowej porażce z USA w Kaiserslautern przed oczami pojawiają się jednak sceny, których byliśmy świadkami w 2002 roku za kadencji Jerzego Engela.

Reklama

Nie wierzę piłkarzom, którzy zapewniają, że teraz jest inaczej, że jest lepiej, że mają świadomość co to są mistrzostwa świata. Oni tak tylko mówią, bo rzeczywistość jest inna.

Podobno mecze towarzyskie miały być traktowane poważnie, a na razie jest jak cztery lata temu. Piłkarze zamiast grać, bezmyślnie biegają, a po utracie bramki zachowują się niczym juniorzy. - Na boisku zapanował bałagan. Musimy popracować nad taktyką po utracie bramki - apelował Jacek Bąk. Sądziłem, że tak podstawowe elementy gry, jak zachowanie po straceniu bramki, piłkarze mają we krwi...

Podobno mamy klasowych bramkarzy, a do wyjazdu na MŚ zgłasza aspiracje aż czterech zawodników. Jeden w środę sam się skreślił z tej listy. Artur Boruc to taki typ zawodnika, który uwielbia się wspinać na szczyt, ale nie lubi (i nie umie) na nim za długo przebywać. Dla niego frajdą jest samo dążenie do bycia numerem jeden, a gdy już się nim stanie robi wszystko, aby być numerem cztery, a może nawet pięć. Rywalizacja o miejsce w bramce jest ogromna, ale gola w meczu z USA tracimy właśnie po błędzie golkipera.

Podobno mamy skutecznych napastników, a w Kaiserslautern żaden nie potrafił pokonać amerykańskich bramkarzy. Frankowski zawiódł, Niedzielan rozczarował, Smolarek tylko biegał, a Rasiak dał kibicom kolejną pożywkę, aby wylewali na niego wiadro pomyj na internetowych forach. Szkoda, że wołania polskich kibiców "Grzegorz Rasiak w..." trener Janas usłyszał tak późno. Niemieccy dziennikarze nie mogli się nadziwić, że "ten dryblas" ma miejsce w kadrze.

Podobno miało nie być tzw. "pompowania balonika", czyli podgrzewania atmosfery. Tylko podobno, bo piłkarze sami na siebie nakładają ogromną presję. - Możemy być niespodzianką na MŚ i zdobyć puchar świata - wypalił Maciej Żurawski. Czyż Jerzy Engel przed koreańskim mundialem nie obiecywał mistrzostwa globu? Pamiętamy czym zakończyły się wygórowane obietnice w 2002 roku i wygląda na to, że podobnie może być w czerwcu tego roku.

Zostało jeszcze trochę czasu do niemieckiego mundialu i dobrze by było, gdy ktoś wstrząsnął naszymi gwiazdkami. Pierwszy uczynił to Janas, który w szatni zapowiedział, że jeśli większość będzie tak grała w maju, to bez względu na nazwisko na MŚ nie pojadą. Podobno selekcja wciąż trwa i oby nie okazało się, że do Niemiec pojadą zawodnicy za zasługi, a nie ci, którzy są w bardzo dobrej formie.

Andrzej Łukaszewicz, Kaiserslautern

Dowiedz się więcej na temat: bramki | USA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje