Mourinho musi udowodnić, że Chilijczyk się myli!

"W Realu trener nie ma absolutnie nic do powiedzenia" - tymi słowami Manuel Pellegrini pożegnał się z Madrytem. Jose Mourinho musi udowodnić, że Chilijczyk się myli. "Królewski" klub czeka przełom, choć kibice są pesymistami.

Od kwietnia nawet się nie widzieli, konflikt wybuchł jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, kiedy Manuel Pellegrini ośmielił się poprosić prezesa, by nie sprzedawał Sneijdera i Robbena. Miesiąc później obaj Holendrzy opuścili Santiago Bernabeu wbrew woli nowego trenera, by wrócić tam na finał Champions League. Real się o niego nawet nie otarł, po wydaniu 270 mln euro na transfery, szósty raz z rzędu przepadł w 1/8 finału. W tamtej chwili zapadł wyrok na Pellegriniego, choć w lidze jego drużyna zdobyła rekordowe 96 pkt i 102 gole. Zimna wojna narastała przez kolejne tygodnie, Perez ignorował trenera do tego stopnia, że na odchodne Pellegrini mógł wyznać: "w ogóle nie znam tego człowieka". Przyznał też, że ani jeden transfer nie był z nim konsultowany. Szokujące? Niezbyt, dla tych, którzy choć trochę znają Florentino Pereza.

Reklama

Prezes Realu odbił się od ściany, i chyba w końcu zrozumiał, że tak się nie da. Jose Mourinho jest siódmym trenerem zatrudnianym przez niego. Dłużej niż rok na stanowisku wytrwał tylko Vicente del Bosque. Obecny selekcjoner Hiszpanów dwa razy wygrywał Champions League, dwa razy mistrzostwo Hiszpanii i raz klubowe mistrzostwo świata, by w 2003 roku i tak wylecieć z posady, bo inżynier budownictwa ubrdał sobie, że do rządzenia drużyną sam ma wystarczająco dużo oleju w głowie. Ustawił w Madrycie szafot, na którym polegli: Queiroz, Camacho, Garcia Remon, LuxemburgoLopez Caro. W środę po arystokratycznej alei Castellana potoczyła się głowa Pellegriniego - wyrok zapadł bez sądu. Chilijczyk jest przekonany, że zostałby wyrzucony nawet gdyby Real wyprzedził Barcelonę w wyścigu po mistrzostwo Hiszpanii.

Po dokonaniu kolejnej egzekucji, Perez nie mógł już spokojnie patrzeć w lustro. Ręka drżała mu przy goleniu, coraz częściej się zacinał. W końcu sam postanowił wcielić się w kata "krwiożerczego" prezesa dokonując czegoś na kształt samounicestwienia. Tak silna osobowość, jaką jest Mourinho ma być jego alter ego - spełnieniem skrywanego marzenia o trenerze, którego będzie szanował, który mu nie ulegnie, który się nie podda, tylko poprowadzi klub we właściwą stronę. Zatrudnienie w Realu Portugalczyka, to dowód, że Perez ma dość swoich własnych rządów.

Tłumacząc zmianę trenera prezes Realu mówił o potrzebie stabilizacji, którą ma zapewnić klubowi Mourinho. Te słowa brzmiały wyjątkowo autoironicznie. Już na starcie pracy w Realu rekordowe zakupy Luisa Figo i Zinedine'a Zidane'a wyrobiły w Perezie przekonanie, że budowanie silnej drużyny to wyłącznie kwestia zasobnego portfela. "To, on rzeczywiście umie: zwozić do Madrytu wagonami piłkarzy miary Kaki i Cristiano Ronaldo" - skomentował sarkastycznie Pellegrini.

Jaki ma być podział ról między Perezem i Mourinho? Podobno od dziś nie będzie transferu do Realu, którego Portugalczyk by nie akceptował. To nie jest zmiana, to wręcz rewolucja.

Czy coś może niepokoić Mourinho? Chyba to, co Perez rozumie pod pojęciem "stabilizacja". "Stabilizacja" w Realu, to bezustanne zdobywanie trofeów, nieprzerwana hegemonia, bezdyskusyjne przewodnictwo wśród największych klubów świata. Może dlatego tak mało okazale wypadła ankieta w dzienniku "Marca". Zapytano w niej internautów, czy z Mourinho tytuły wrócą do Madrytu. 53,5 proc odpowiedziało, że nie.

Piłkarze Barcelony, którzy w ostatnich latach wszechstronnie obijają Real, już pocieszają się tym, że to w końcu nie Mourinho będzie biegał po boisku. W półfinałach Champions League z Interem, też nie biegał, ale z ławki zatrzymał Xaviego i Messiego. Jedno jest bezsporne: Florentino Perez ma niebywały dar, by bez względu na wyniki, skupiać na Realu uwagę świata. Ubiegłego lata zasypał go transferami, które zbulwersowały nie tylko Michela Platiniego, ale też biskupa Barcelony i Watykan. Teraz sprowadza szkoleniowca z olśniewającym CV (w siedem lat Mourinho zdobył 18 trofeów), w dodatku kogoś, kto musi być na pierwszym planie i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać. Perez musi się zmienić, inaczej jego klub będzie przypominał czynny wulkan. Pamiętajmy jednak, że to w jego rękach jest ostateczny argument - gilotyna.

Dyskutuj z Darkiem Wołowskim na jego bolgu

Dowiedz się więcej na temat: myć | Pellegrini | wyrok | Liga Mistrzów | klub | Jose Mourinho | Real

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje