MLS: Metro cwanym liderem

W długi weekend z okazji piątkowego "Dnia Niepodległości" tradycyjnie dopisała publiczność i na pięciu stadionach ligi MLS zasiadło w sumie aż 123 tysiące fanów piłki nożnej.

Najwięcej, bo 60 tysięcy oglądało mecz w Denver, gdzie podobnie jak w Waszyngtonie losy meczów ważyły się do ostatnich sekund. Fani w Colorado opuszczali Invesco Field szczęśliwi. W dużo odmiennych nastrojach byli po meczu kibice United na RFK Stadium. Ich pupile przez ponad godzinę grali w przewadze jednego zawodnika, ale w cwaniacki sposób wprowadzony przez trenera Bradleya na boisko 16-stolatek Eddie Gaven strzelił w dogrywce zwycięskiego gola.

Reklama

Jednak nijak nie tłumaczy to piłkarzy United, którzy nie mogą zwalać winy za porażkę na lukę w przepisach, bo zagrali po prostu źle.

Colorado Rapids - Kansas City Wizards 3:2 (1:1)

Bramki dla Rapids: Mark Chung 2 (77, 90), John Spencer (44, karny), dla KC: Preki (23), Stephen Armstrong (90). Widzow 60,000

Piłkarze Rapids długo czekali na takie tłumy kibiców, ale przybycie na Invesco Field wynagrodzili swoim fanom dramatycznym zwycięstwem nad najskuteczniejszą drużyną ligi Kansas City Wizards. Początek meczu wcale nie zapowiadał sukcesu miejscowym, bowiem po akcji Simutenkova w 23. minucie Preki z bliska skierował piłkę do pustej bramki. W 44. minucie w kuriozalnych okolicznościach piłkarze Colorado wyrównali. Obrońca Wizards Alex Zotinca na moment pomylił piłkę nożną z siatkówką, do tego zapomniał, że jest w polu karnym i sędzia za jego interwencję ręką podyktował karnego, którego strzałem w środek bramki wykorzystał Spencer. Na kwadrans do końca Mark Chung strzałem zza pola karnego zaskoczył Tonyego Meole i Rapids cieszyli się z prowadzenia. Gdy wydawało się, że nic już nie odbierze piłkarzom z Denver wygranej, w ostatniej minucie Armstrong przeprowadził rajd lewą stroną i prawie z ostrego kąta zdecydował się na strzał rozpaczy, który to przepuścił do siatki Garlick. Na szczęście dla bramkarza Rapids, jeszcze w doliczonym czasie gry bardzo przytomnie w polu karnym zachował się Chris Carrieri, który świetnie wystawił Chungowi i ten strzałem przy słupku strzelił zwycięską bramkę. Kibice z Colorado, tradycyjnie nie zawiedli i jak co roku 4 lipca pobili rekord frekwencji tego sezonu, stawiając się w sile 60 tysięcy, warto dodać, że przed tym meczem piłkarze Rapids zajmowali ostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej. Jak widać wcześniejsze niepowodzenia podopiecznych Hankinsona zostały im w piątek wybaczone.

Los Angeles Galaxy - New England Revolution 2:2 (1:0)

Bramki dla LA: Carlos Ruiz (28, karny), Alejandro Moreno (60), dla NE: Taylor Twellman (52), Jay Heaps (54). Widzow 27,000

Piłkarze Galaxy w piątek mieli na trybunach po raz pierwszy od otwarcia stadionu komplet widzów. Po piątkowym meczu działaczom z Los Angeles na komplet widzów przyjdzie pewnie poczekać. Galaxy co prawda nadal na własnym obiekcie są niepokonani, ale kibice od mistrzów oczekują więcej. Mecz z Revolution był swego rodzaju rewanżem za ubiegłoroczny finał. Zaczęło się "planowo" dla miejscowych. Już po pół godziny prowadzili oni 1-0, po tym jak karnego po faulu Franchino na Moreno, wykorzystał Carlos Ruiz. 10 minut po przerwie było już 2-1 dla gości. Najpierw Ralston podał wprost na głowę Twellmana, a ten z bliska wyrównał, a chwilę później Jay Heaps przy biernej postawie obrony pokonał Hartmana. 6 minut później Ruiz przed polem karnym odegrał do Moreno, który płaskim strzałem z ponad 20 metrów pokonał Browna. Galaxy mają w nogach najwięcej dogrywek w całej lidze. W piątek rozegrali jeszcze jedną, ale żadnej z drużyn nie udało się zmienić wyniku.

D.C. United - NY/NJ MetroStars 2:3 (2:2)

Bramki dla D.C.: Marco Etcheverry (10, karny), Dema Kovalenko (43), dla Metro: Jaime Moreno (20), Ricardo Clark (26), Eddie Gaven (99). Widzow 14,000

Był to jeden z najdziwniejszych meczów w historii ligi MLS, a działaczom, kibicom i piłkarzom nie tylko z Waszyngotnu da dużo do myślenia. "Stołeczni" od początku rzucili się do huraganowych ataków, a Ali Curtis dosłownie szalał na połowie Metro. To po faulu na Curtisie, weteran Etcheverry wykorzystał karnego. Gdy Curtis bezpańsko hasał sobie w okolicach pola karnego Nowojorczyków, a kolejne gole dla D.C. wydawały się kwestią czasu do kontrofensywy przystąpili MetroStars. W pięć minut goście strzelili dwie bramki i nadal nic sobie nie robili z szarżującego raz za razem Curtisa. Drugi gol to fatalny błąd bramkarza Nicka Rimando, któremu Clark strzelił z trzydziestu metrów w sam środek bramki. To już trzeci taki gol w tym sezonie puszczony w ten sam sposób przez było nie było kadrowicza. Syn trenera kadry USA Bruce'a Areny, Kenny próbując zatrzymać Curtisa powalił go przed polem karnym, za co natychmiast dostał czerwoną kartkę i powodów do dumy tacie nie przyniósł. Młody Arena podpadł też kolegom, bo od 34. minuty w 35-stopniowym upale musieli grać w dziesiątkę. Wyrównanie dla United padło po akcji Stoiczkowa z Olsenem, który podał do Kovalenki a ten z 12 metrów huknął nie do obrony. Goście grając w dziesiątkę bardzo skutecznie odpierali ataki, a nawet czasami sami zapuszczali się pod bramkę Rimando. W przeciwieństwie do Rimando, bardzo udany występ zaliczył bramkarz Metro Tim Howard, który w ostatnich trzech meczach puścił 8 goli. Jak na kandydata do gry w Manchesterze United to nie mało, ale w sobotę to Howardowi Metro zawdzięczają to, że nie stracili więcej goli i słusznie wybrany został graczem meczu.

Dogrywka to przede wszystkim majstersztyk trenera Boba Bradleya, który wykorzystał lukę w przepisach o ilości zmian w meczu. Regulamin mówi, że można dokonać trzech zmian i ewentualnie bramkarza. To już trzeci przypadek w tym sezonie, gdzie furtka ta jest bez żadnych skrupułów wykorzystywana do wymiany gracza z pola. Juz wcześniej w innych meczach tej samej sztuczki chwytali się trenerzy Burn i Wizards. Oto na polecenie trenera Bradleya, który limit zmian miał wykorzystany, zamiast Tima Howarda na kilkanaście sekund w bramkarski sweter i rękawice przebrał się pomocnik Mark Lisi a nominalny golkiper był przez ten czas graczem z pola. Lisi do bramki wszedł tylko na sekundy, bo przy pierwszej przerwie w grze zmienił go 16-letni napastnik Eddie Gaven. Gaven oczywiście zaraz po wejściu na boisko i wznowieniu gry przestał być bramkarzem, a między słupki powrócił Tim Howard. Trick Bradleya komentowany jest bardzo krytycznie. Mówi się, że to nie fair play, traktowany jako nadużycie, czy nawet oszustwo, ale ...nadal jest tolerowany przez MLS. Incydentu pewnie nikt by nie rozpamiętywał, ale to właśnie ten świeży nastolatek po rajdzie lewą stroną, gdy reszta piłkarzy padała z nóg przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i strzelił zwycięską bramkę. Dla Eddiego Gavena to wydarzenie życia, bo to przecież pierwsza bramka w zawodowej karierze. Wszyscy jednak bardziej będą pamiętali sposób w jaki znalazł się na boisku niż jego gola, przy którym również nie bez winy był Rimando.

Columbus Crew - Dallas Burn 0:0

Widzow 14,500

Kibice w Columbus mieli piłkarski weekend, a wielu z nich na stadion Crew musiało się fatygować w sobotę i niedzielę, a to z racji tego, że w niedzielę kadra USA towarzysko grała na tym samym obiekcie z Paragwajem. Fani w sobotę gola się nie doczekali i żeby zobaczyć piłkę w siatce musieli przyjść na mecz reprezentacji w niedzielę. Dallas Burn wystąpili z nowym bramkarzem i dwoma nowymi zawodnikami w linii defensywnej. Przyznać trzeba, że obrona podopiecznych trenera Jeffriesa spisała się bez zarzutu. Jednak z drugiej strony drużyna Crew ma kontuzjowanych Jeffa Cunninghama, Edsona Buddle i Kyle Martino czyli całą siłę ataku. Tylko z tego względu nad trenerami Andrulisem i Warzychą zlitował się selekcjoner Arena i zwolnił Briana McBridea na mecz z Burn. Na niewiele to się zdało, bo osamotniony McBride był bardzo dokładnie pilnowany i ani on, ani jego awaryjny kolega z ataku Diego Walsh nie wpisali się na listę strzelców.

San Jose Earthquakes - Chicago Fire 0:0

Widzow 7,500

Mecz liderów obu konferencji nie wzbudził wielkiego zainteresowania wśród piłkarskich kibiców w San Jose. Była to już druga wyprawa Fire w tym roku do San Jose. W pierwszej Piotr Nowak debiutował jako komentator radiowy i "Strażacy" rozgromili Quakes aż 4-1. Nowaka zabrakło w sobotę i Fire nie zdołali wygrać, chociaż w pierwszej połowie kilkakrotnie Ralph i Razov groźnie strzelali na bramkę Onstada. W drugiej połowie więcej z gry mieli Earthquakes, a najlepszej sytuacji nie wykorzystał Ching, który przegrał pojedynek sam na sam z Thortonem. Był to trzeci z rzędu remis Earthquakes, jednak dzięki porażce Wizards zespół Franka Yallopa utrzymał pozycję lidera na Zachodzie, ale wygrana Metro w Waszyngtonie zepchnęła Fire na drugie miejsce.

Chris Reiko, USA

ChrisReiko@hotmail.com

Wyniki NA ŻYWO ze spotkań ligi MLS można śledzić w naszym serwisie nazywo.interia.pl

Wschód            M  Pt Z R   P   Br 
1.  MetroStars    14  24  7   3   4   22-18
2.  Chicago       13  22  6   4   3   23-17
3.  New England   13  20  5   5   3   22-20
4.  Columbus Crew 14  19  5   4   5   19-18
5.  D.C. United   14  15  3   6   5   17-17
Zachód           M  Pt Z R   P   Br 
1.  San Jose     14  24  6   6   2   20-17
2.  Kansas City  14  21  5   6   3   26-22
3.  Los Angeles  15  16  3   7   5   17-17
4.  Colorado     14  12  3   3   8   16-26
5.  Dallas       13  10  2   4   7   14-24

Strzelcy:

9 - Ante Razov (Fire)

8 - Preki (KC), Taylor Twellman (NE), Carlos Ruiz (LA),

7 - Clint Mathis (MET), Brian McBride (CLB), Jason Kreis (Burn)

6 - Damani Ralph (Fire), John Spencer (COL)

5 - Brian Kamler (NE), Mark Chung (COL), Brian Ching (SJ).

Dowiedz się więcej na temat: denver | city | Los Angeles | Carlos | USA | karny | kibice | san jose | mecz | bramki | metro | mls

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje