Mistrz olimpijski bez koszuli

W czarnym smokingu szytym na miarę zaprezentuje się jedyny polski sportowiec na lekkoatletycznej gali w Monte Carlo podsumowującej rok 2008. - Brakuje tylko odpowiedniej koszuli - przyznał w rozmowie z PAP Tomasz Majewski.

"Nie miałem teraz czasu, żeby się tym zająć, ale to zadanie na najbliższy okres. To wcale nie takie łatwe znaleźć dla mnie odpowiednie ubrania" - dodał mistrz olimpijski w pchnięciu kulą.

Reklama

Zawodnik AZS AWF Warszawa po raz pierwszy gości na lekkoatletycznej gali, która odbywa się od 1988 w małym, uroczym księstwie Monako.

"Różnie się tu czuję. Gdy schodzę na śniadanie i stoję obok Michaela Johnsona, czy Usaina Bolta, myślę sobie, że pewnie i tak nie wiedzą kim jestem. Z drugiej strony wiem, że jestem dużo bardziej rozpoznawalny. Wiele osób do mnie podchodzi, wita się ze mną, a wcześniej na pewno by tego nie zrobili. W takich momentach dociera do mnie, że parę osób na świecie oglądało pekiński finał pchnięcia kulą" - powiedział Majewski.

Miniony sezon to pasmo sukcesów 27-letniego kulomiota.

"To prawda, że ten rok trochę różni się od poprzednich, ale nic nie dzieje się kosztem treningu. Uczestniczę w większej ilości gal i uroczystości, ale to raczej kosztem wolnego czasu, a nie zajęć sportowych. Realizuję cały plan treningowy" - zapewnił.

Tegoroczny okres przygotowawczy do sezonu będzie się trochę różnił od poprzednich. Zamiast jednego, w planach ma dwa obozy klimatyczne.

"Najpierw będzie zgrupowanie w Stanach Zjednoczonych, bo zawsze chciałem tam jechać, a dodatkowo niedaleko San Diego jest bardzo dobry ośrodek. Potem w kwietniu pojadę prawdopodobnie do Hiszpanii" - wyjaśnił.

Przed tymi obozami czeka go jednak jeszcze sezon halowy, który rozpocznie 31 stycznia startem w Nowym Jorku.

"Potem, 11 lutego, wystąpię w Pedros Cup w Bydgoszczy, a trzy dni później na mityngu w Walencji. Sezon halowy zakończę rywalizacją w mistrzostwach Polski, chyba że będę w wyśmienitej formie i pobiję własny, halowy rekord kraju, wtedy zastanowię się nad udziałem w halowych mistrzostwach Europy, w marcu w Turynie" - opowiadał Majewski.

Jak przystało na prawdziwego mężczyznę ani wino, ani kobiety, ani śpiew nie jest mu obce.

"Z tym ostatnim jest najgorzej. Nie mam dobrego głosu. Koneserem wina też nie jestem, ale od czasu do czasu lubię sobie wypić. Najlepiej jest z kobietą - jedną, moją i tak niech zostanie" - wyznał.

Jak sam podkreślił Wigilia i Sylwester będą tradycyjnie obchodzone. "Jestem człowiekiem treningu, dlatego nie będę miał zbyt wiele czasu wolnego. Oczywiście święta spędzę z rodziną w Słończewie. Na obchody Nowego Roku nie mam specjalnych planów, pewnie przywitam go w Warszawie, gdzieś u znajomych".

Po igrzyskach udało mu się na tydzień wyjechać. "Byłem na Krecie. Odpoczywałem, czytałem, jeździłem na wycieczki i przede wszystkim nie trenowałem" - wspominał.

Każdy sportowiec marzy o tym, by zdobyć olimpijskie złoto, a potem... "Nie jestem jeszcze mistrzem świata i Europy - dopiero wtedy będę miał całą koronę. Chciałbym też wygrać zawody w USA ze wszystkimi Amerykanami i przede wszystkim pobić rekord Polski na stadionie, przekraczając granicę 22 metrów. Jeśli uda mi się dwie rzeczy z tego osiągnąć, będę szczęśliwy" - powiedział PAP Majewski.

Brązowy medalista halowych mistrzostw świata z Walencji ma nie tylko sportowe marzenia. "Chciałbym pojechać do Meksyku, jeszcze tam nie byłem, ciekawi mnie kultura tego kraju. Mam nadzieję, że uda się to w przyszłym roku" - zakończył.

W Monte Carlo rozmawiała Marta Pietrewicz (PAP)

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: sportowiec | monte carlo | Tomasz Majewski | majewski | olimpijski | "Mistrz"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje