Minimum, czyli dojechać do mety

Tomasz Marczyński był najlepszym z Polaków podczas wyścigu ze startu wspólnego kolarskich mistrzostw świata w Stuttgarcie. Zawodnik grupy Ceramica Flaminia zajął 33. miejsce.

"Jestem w miarę zadowolony, choć popełniłem błędy. Cztery rundy przed końcem niepotrzebnie próbowałem zabrać się do jednej z ucieczek i to zabrało mi sporo sił" - powiedział cytowany przez "Przegląd Sportowy".

Reklama

"Później zaatakowałem trzy kilometry przed metą. I ponad dwa i pół kilometra jechałem sam. Tego nie było już widać w telewizji, bo pokazywano Bettiniego i ścisłą czołówkę. Dogoniono mnie 400 metrów przed metą. Gdyby nie to byłbym 11. albo 12. i oceny od razu byłyby lepsze" - dodał.

Oprócz Marczyńskiego wyścig elity z Polaków ukończył jeszcze tylko Przemysław Niemiec. Co się stało z resztą zawodników? "Nie do mnie należą oceny, ale jak ktoś jest powołany do kadry, to powinien postawić sobie jakieś minimum, czyli dojechanie do mety. A kiedy dojeżdża nas tylko dwóch, to później oceny są takie, jakie są" - stwierdził Marczyński.

Przegląd Sportowy/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: zawodnik | Tomasz Marczyński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje