Mimo porażki Meksyk gra dalej

Mimo porażki z Portugalią 1:2, Meksyk z czterema punktami awansował do 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata.

Potomkowie Azteków mogli obawiać się jedynie wysokiego zwycięstwa Angoli nad Iranem, ale remis w Lipsku (1:1) sprawił, że nie potrzebne było nerwowe liczenie bramek.

Reklama

Portugalia, która z kompletem punktów wygrała rozgrywki w grupie D zmierzy się w 1/8 finału z Holandią. Meksyk natomiast zmierzy się z Argentyną.

Luiz Felipe Scolari postanowił oszczędzić swoje największe gwiazdy (Pauleta, Deco, Ronaldo i Nuno Valente) na mecze fazy pucharowej, do której jego zespół miał już zapewniony awans przed spotkaniem z Meksykiem. Brak podstawowych graczy nie wpłynął negatywnie na postawę drużyny, która już w 6. minucie objęła prowadzenie. Świetną szarżę na lewym skrzydle przeprowadził Simao Sabrosa, który jak na tacy wystawił piłkę na jedenasty metr do Maniche, a ten strzałem pod poprzeczkę dał Portugalii na prowadzenie.

W 23. minucie sędziujący to spotkanie Lubos Michel zauważył zagranie ręką we własnym polu karnym przez obrońcę FC Barcelona Rafaela Marqueza. Słowacki arbiter bez najmniejszego wahania podyktował rzut karny. Bramkarz Meksyku próbował zdekoncentrować podchodzącego do piłki Simao Sabrosę i rozpoczął na linii bramkowej "Dudek dance". Napastnik Benfiki wykazał się jednak mocną psychiką i pewnym strzałem podwyższył na 2:0.

Meksykanie, aby myśleć o wyjściu z grupy musieli spotkanie z Portugalią przynajmniej zremisować, a po 23. minutach do upragnionego minimum było bardzo daleko. Trener La Volpe nakazał wówczas Rafaelowi Marquezowi częstsze włączanie się do ataku i akcje Meksyku powoli zaczęły powoli zazębiać się. W 29. minucie Jose Fonseca strzałem głową zdobył kontaktową bramkę, która sprawiła, że Meksykanie uwierzyli w możliwość doprowadzenia do remisu.

Z takim nastawieniem podopieczni La Volpe rozpoczęli druga połowę, a w 57. minucie byli o krok do upragnionego remisu. Niestety Omar Bravo ku rozpaczy trenera i około 25 tysięcy meksykańskich kibiców przestrzelił rzut karny, uderzając wysoko nad poprzeczką.

Kilkadziesiąt sekund później do Gelsenkirchen dotarła wiadomość, że licząca się jeszcze w grze Angola prowadzi z Iranem 1:0. Ta informacja tak przestraszyła Luisa Pereza, że próbował nabrać słowackiego sędziego na rzut karny. Pomocnik z Monterrey za symulację otrzymał żółtą kartkę, a że wcześniej miał już na swoim koncie kolorowy kartonik, to musiał opuścić boisko.

Nawet grając w "10" Meksykanie stwarzali sobie doskonałe okazje do doprowadzenia do remisu. Jednak tego dnia ich snajperzy mieli nie najlepiej ustawione celowniki.

Kolejna informacja z Lipska przyszła na Veltins Arena w 75. minucie i była o wiele lepsza od pierwszej, bowiem w tym okresie Iran strzelił gola na 1:1. W tym momencie Meksykanie mieli już zapewniony awans do 1/8 finału, ale do ostatnich sekund próbowali walczyć o uniknięcie porażki. Niestety, wspaniali kibice z Meksyku musieli przełknąć gorycz pierwszej porażki na niemieckim mundialu, ale tak naprawdę jeszcze długo po ostatnim gwizdku sędziego cieszyli się, że ich ukochana drużyna będzie grała w dalszej fazie turnieju.

Andrzej Łukaszewicz, Gelsenkirchen

mundial2006.blog.interia.pl

Zobacz OPIS meczu

oraz

końcową TABELĘ grupy D

i

GALERIĘ zdjęć

Dowiedz się więcej na temat: karny | Meksyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje