Miliony dolarów coraz bliżej

Końcówki wszystkich wielkich zawodów Amerykanie nazywają "money time". W World Series of Poker czas wypłacenia głównej nagrody zbliża się nieubłaganie, a w walce o zwycięstwo pozostaje coraz mniej zawodników.

Triumfatora poznamy w czwartek (w piątek czasu polskiego) i już wiemy, że będzie nim ktoś nowy, bowiem wszyscy byli mistrzowie grający w tym roku w turnieju głównym już odpadli.

Reklama

Na razie na głównego faworyta do sukcesu wyrasta Jamie Gold. Jako pierwszy przekroczył 10 mln dolarów w sztonach i ostro idzie do przodu. Ten mieszkający blisko Hollywood były agent kilku znanych postaci showbiznesu (np. Jamesa Gandolfiniego z "Rodziny Soprano" czy Felicity Huffman z "Gotowych na wszystko") gra w pokera "na serio" od zaledwie dwóch lat.

Swoje zawodowe możliwości wykorzystał, wpadł na pomysł, by zająć się tą grą bardziej poważnie. W zamian za naukę profesjonalnej gry, zaoferował słynnemu Johnny "The Orient Express" Chanowi (dwukrotnemu mistrzowi WSOP) wydanie książki i produkcję programu w TV. Oczywiście nie obyło się bez indywidualnych doświadczeń, które pobierał w Hustler Casino w Los Angeles. Nic dziwnego - tam było mu najbliżej z Malibu...

- Poker to nie jest moja prawdziwa praca - twierdzi. - Obecnie produkuje liczne show telewizyjne na licencji, pracując z dwoma świetnymi facetami w firmie "Buzz Nation". Moi wspólnicy - Jeff Greenfield i Mark Hughes - są wspaniali i jestem im bardzo wdzięczny, że pozwolili mi tu przyjechać. Oni są wielkimi graczami w swoich "działkach" i dali mi wolne, bo wierzyli, że naprawdę mam szansę na zwycięstwo. Jestem tu dzięki nim.

Czoła stawki trzymają się też Szwedzi: William Thorsson i Eric Friberg. Nic więc dziwnego, że pokerowe mistrzostwa świata cieszą się olbrzymim zainteresowaniem w Skandynawii, a do Nevady zjechało wielu dziennikarzy z tego rejonu Europy.

Z rywalizacji odpadł robiący w tym roku prawdziwą medialną furorę Dmitri Nobles. Piąty dzień "main event" rozpoczął z ponad 1,2 mln dolarów, ale wieczorem musiał pożegnać się z imprezą. Opuściło go szczęście, lub - co chyba bardziej prawdopodobne - przeszarżował, wchodząc "all-in" z "K" i "10". Jego rywal przy stole, Marcello Delgrosso miał w ręku dwie "6" i zakończył przygodę sympatycznego Afroamerykanina.

- Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo agresywny - tak swój styl gry określa Nobles, który wyjeżdża z Vegas z prawie 66 tysiącami dolarów (za 76. miejsce). Nieźle jak na amatora, który dostał się do turnieju dzięki kwalifikacji z jednego z serwisów internetowych.

Po główną pulę nie sięgnie już także Kyle Bowker, który postawił swoje ostatnie 415 tys. i został bezlitośnie sprawdzony przez Sirousa Jamshidiego. Dwie "10" w różnych kolorach nie wystarczyły zawodnikowi z Walton w stanie New York i ostatecznie uplasował się on na 37. pozycji.

- Szybka i bardzo odważna - tak dotychczasową grę w WSOP określił dyrektor ds. mediów imprezy Nolan Dalla, który z pewną nostalgią wspomina nie tak odległe czasy, gdy w turnieju głównym występowało 839 graczy (tylu zawodników grało w 2003 roku, w tym było ich ponad 8 tysięcy...). Ten współautor wielu książek pokerowych spodziewa się jednak bardziej konserwatywnej taktyki wraz ze zbliżaniem się do finału.

A 12 milionów dolarów zostanie wypłacone już za trzy dni!

Witek Cebulewski, Las Vegas

Dowiedz się więcej na temat: poker

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje