Milion złotych dla rewelacyjnego Gryfa za wygranie PP

Rewelacja Pucharu Polski, III-ligowy Gryf Wejherowo musiał wygrać aż 10 meczów, aby dotrzeć do ćwierćfinału tych rozgrywek. Za pokonanie Górnika Zabrze piłkarze dostali 60 tysięcy złotych do podziału, a jeśli zdobędą to trofeum sponsor obiecał milion.

"Wydaje mi się, że pieniądze nie są źródłem naszych sukcesów. One nie sprawią, że ktoś na boisku będzie lepiej grał. Uważam jednak, że trzeba doceniać to, co zrobili piłkarze. A naprawdę jest co podziwiać" - wyjaśnił przedsiębiorca budowlany Wojciech Gębarowski, który za wyeliminowanie Sandecji Nowy Sącz przekazał zawodnikom Gryfa z własnej kieszeni 10 tysięcy, a za wygraną z Koroną Kielce dołożył 50 tysięcy złotych.

Reklama

"Kiedy przed meczem 1/16 finału z Koroną rozpoczęła się dyskusja na temat premii, natychmiast ją uciąłem. Pieniądze nie grają, a wychodząc na boisko trzeba myśleć o zwycięstwie, a dopiero później o kasie. Aczkolwiek cieszy nas, że są osoby, jak pan Gębarowski, które w ten sposób starają się nagrodzić wysiłek chłopaków" - powiedział trener Gryfa Grzegorz Niciński.

Żeby dotrzeć do ćwierćfinału PP wejherowianie naprawdę musieli sporo się napracować. "Zespołom z T-Mobile Ekstraklasy wystarczyło odnieść tylko dwa zwycięstwa, podczas kiedy nam od 11 maja przyszło rozegrać aż 10 pucharowych spotkań. Najpierw musieliśmy bowiem wygrać rywalizację na szczeblu województwa pomorskiego. I to my graliśmy na początku na wyjeździe" - przypomniał szkoleniowiec Gryfa.

Wejherowianie pokonali najpierw 3:0 Wietcisę Skarszewy, a następnie wyeliminowali po dogrywce Pogoń Lębork i 2:0 Bytovię Bytów. Z kolei w finale wojewódzkim okazali się lepsi od Gryfa 2009 Tczew, z którym wygrali 1:0 oraz 4:2.

"Już wtedy mogliśmy mówić o wielkim sukcesie klubu. Zresztą drugi mecz finału z tczewianami uświetnił 90. rocznicę powstania klubu. Tymczasem to świętowanie trwa w najlepsze. Widać, że w naszym zespole zebrała się grupa młodych ludzi, która ma określone ambicje i naprawdę chce w futbolu sporo osiągnąć" - zapewnił prezes klubu Rafał Szlas.

W kolejnych spotkaniach drużyna z Wejherowa wyeliminowała Olimpię Grudziądz, Zawiszę Bydgoszcz (po rzutach karnych), Sandecję Nowy Sącz, Koronę Kielce oraz Górnika Zabrze.

"Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział mi, że zajdziemy tak daleko w rozgrywkach Pucharu Polski, oraz że będę siedział przy jednym stole z trenerem Adamem Nawałką, który prowadził mnie w Wiśle Kraków i Zagłębiu Lubin, potraktowałbym go jako niepoprawnego fantastę. Tymczasem tworzymy nowy rozdział w historii Gryfa. To największy sukces tego klubu, ale na tym nie zamierzamy poprzestać. Chcemy, aby ten piękny pucharowy sen trwał jak najdłużej" - zapewnił trener trzeciej ekipy pomorsko-zachodniopomorskiej III ligi.

W składzie Gryfa próżno szukać znanych nazwisk. Średnia wieku zawodników z pola, którzy pokonali Koronę Kielce wyniosła 22,3 lat, natomiast zespół z konfrontacji z Górnikiem Zabrze był o pół roku starszy. Większość piłkarzy jest wychowankami Gryfa, albo wywodzi się z okolicznych klubów. Jedynie Tomasz Kotwica, który notabene nie grał w meczach z Koroną i Górnikiem, ma za sobą epizod w ekstraklasie. W marcu 2005 roku ten 26-letni pomocnik rozegrał 10 minut w barwach Polonii Warszawa w konfrontacji z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski.

Część młodszych zawodników studiuje (lewy obrońca Paweł Politowski właśnie został magistrem na Uniwersytecie Gdańskim), a niektórzy pracują. Najstarsi gracze, głównie rezerwowi, Dawid Pomorski i Robert Szudrowicz, uczą wychowania fizycznego w szkole. Pierwszy bramkarz Wiesław Ferra prowadzi w Pucku bar, a jego zmiennik Adam Duda ma własną firmę. Piotr Kołc pracuje w przedsiębiorstwie prezesa Szlasa jako przedstawiciel handlowy, a Łukasz Krzemiński jest dziennikarzem w lokalnej gazecie.

W meczach z teoretycznie znacznie silniejszymi zespołami Gryf w niczym nie ustępował rywalom, a w konfrontacji z Górnikiem sprawiał nawet lepsze wrażenie. Poza tym wejherowianie nie ograniczają się tylko do obrony własnej bramki, ale z powodzeniem starają się także przeprowadzać składne ofensywne akcje.

"Cieszy mnie, że z takimi przeciwnikami walczyliśmy jak równy z równym. Jak to się mówi potocznie, nie parkujemy autobusu we własnym polu karnym tylko próbujemy też grać w piłkę. Samą walką i zaangażowaniem można zniwelować pewne braki w jednym meczu, ale nie w pięciu. Uważna i konsekwentna gra w defensywie, co nie znaczy że rozpaczliwa i nastawiona na wybijanki, to podstawowa sprawa, niemniej nie można również zapominać o ofensywie. Dla moich piłkarzy sam fakt rywalizacji z takimi zespołami jak Korona i Górnik jest wielką frajdą i możliwością promocji. Mam nadzieję, że niedługo niektórzy z nich regularnie będą grywać w T-Mobile Ekstraklasie" - podsumował Grzegorz Niciński.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: wygraj | Gryf

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama