Miklas nie jest rozczarowany transferami Legii

Latem do Legii Warszawa trafiło sześciu obcokrajowców. Chociaż obecnie w podstawowym składzie gra tylko dwóch z nich, wiceprezes klubu Leszek Miklas nie jest rozczarowany postawą nowych piłkarzy. Zapowiada także nowe transfery.

Marcin Cholewiński: Czy sprowadzenie napastnika i środkowego obrońcy jest priorytetem w zimowym okienku transferowym?

Reklama

Leszek Miklas: - Tak, te dwie pozycje to dla nas absolutny priorytet. Nie jest tajemnicą, że obecnie poszukujemy środkowego napastnika o bardzo określonych cechach, oraz stopera. Po odejściu Pance Kumbeva i kontuzji Dicksona Choto, na tej pozycji powstała luka. Mam natomiast nadzieję, że Srda Kneżević będzie gotowy na rundę wiosenną.

Latem przyszli piłkarze na te pozycje. Czy to nie jest swoiste przyznanie się do błędów w letnim okienku transferowym?

- Skądże. Kupiliśmy Kneżevicza zakładając, że Kumbev u nas pozostanie. Jednak zdecydowaliśmy się rozwiązać z nim kontrakt i w tej chwili mamy wakat na tej pozycji. Poza tym Srda może grać również na prawej obronie. Co do napastnika, to już wcześniej szukaliśmy snajpera. Przecież już w oknie letnim prowadziliśmy rozmowy z Arką w sprawie Joela Tshibamby, który ostatecznie wylądował jednak w Lechu. Nie chcieliśmy kupować Tshibamby zbyt pochopnie tylko dlatego, że była konkurencja Lecha.

Letnie zakupy wydają się jednak nieco pochopne...

- Nie możemy konkurować z zachodnimi klubami, które mogą sobie pozwolić na długie obserwacje. Najlepszym przykładem jest transfer Łukasza Fabiańskiego do Arsenalu. Anglicy przyglądali mu się wówczas przez półtora roku - wręcz patrzyli jak się rozwija. Mieli mnóstwo informacji na jego temat. My rzadko mamy tyle czasu, bo kiedy zaczynamy obserwację jakiegoś piłkarza, to zaraz inny klub oferuje za niego większe pieniądze. Dlatego też nie ujawniamy nazwisk zawodników, którymi jesteśmy zainteresowani.

- Często jednak menedżerowie wykorzystują Legię w negocjacjach z innymi klubami. Czytam w gazetach, że jesteśmy zainteresowani jakimś piłkarzem, a my nawet nie wiemy o jego istnieniu. Okazuje się, że menedżer oferuje jakiemuś klubowi swojego zawodnika i żeby go lepiej wypromować, puszcza plotkę, że Legia jest nim zainteresowana. Muszę przyznać, że w prasie pojawia się wiele informacji transferowych kompletnie wyssanych z palca.

Czy ryzyko przy kupowaniu piłkarzy z polskiej ligi jest mniejsze?

- Oczywiście, ale my zawsze bierzemy pod uwagę relację ceny do jakości. Zastanawialiśmy się czy Artur Sobiech to może być właściwy transfer i byliśmy gotowi go pozyskać, ale za mniej niż kupiła go Polonia, która zapłaciła za niego ponoć milion euro. Nie gardzimy polskimi zawodnikami. Jednak tak się składa, że piłkarze, którzy nas interesują, grają u naszych bezpośrednich konkurentów: w Lechu, Wiśle, czy nawet Polonii Warszawa.

- Kluby nie są zachwycone pomysłem sprzedawania nam piłkarzy, bo wzmacniają tym samym bezpośrednią konkurencję. My również wolimy swoich najlepszych piłkarzy sprzedawać za granicę. Oczywiście możemy kupować zawodników ze słabszych zespołów. Jednak ci nie zawsze sprawdzają się w Legii. Najlepszym przykładem jest Krzysztof Ostrowski, który wyróżniał się w Śląsku Wrocław. W meczach sparingowych popisywał się niebanalną techniką i wiązaliśmy z nim duże nadzieje. Niestety wychodził na mecz ligowy i nie było chłopaka na boisku. Dla niego było bardzo stresujące, że nie potrafi wykorzystać swojego potencjału. Dlatego nie było sensu dłużej go męczyć i sprzedaliśmy go do Widzewa.

Czy to, że z nowych piłkarzy gra tylko dwóch w podstawowym składzie nie jest rozczarowaniem?

- Nie, ponieważ Kneżević jak się wyleczy, będzie bardzo pożytecznym dla nas piłkarzem, a Marijan Antolović może być jednym z najlepszych transferów w klubie. Każdy bramkarz, który robił u nas karierę miał czas na przyzwyczajenie się do Legii. Antolović stanął między słupkami natychmiast. Dajmy mu trochę czasu.

- Natomiast Alejandro Cabral i Bruno Mezenga przyszli do Legii z założeniem, że będą u nas sprawdzeni. Ich talent nie wybuchł w naszej lidze tak, jak tego chcieliśmy, ale zakładaliśmy taki wariant. Obydwaj są wypożyczeni i do czerwca będziemy się im przyglądać. Jak nie będziemy z nich wystarczająco zadowoleni, odlecą za ocean. Poczekałbym jednak z ostatecznymi ocenami. Najlepszym przykładem jest Mezenga, który prezentuje się coraz lepiej. W dwóch ostatnich meczach został wybrany przez kibiców zawodnikiem meczu.

Rozmawiał Marcin Cholewiński, PAP

Wiceprezes Legii Warszawa Leszek Miklas ocenia letnie transfery Legii:

Ivica Vrdoljak - od dłuższego czasu szukaliśmy środkowego pomocnika, który kreuje grę całego zespołu, ale ma także predyspozycje defensywne. Z pomocnikami ofensywnymi nie mieliśmy problemu, bo jest u nas chociażby Maciej Iwański. W poprzednim oknie transferowym nie udało nam się go kupić, ponieważ Dynamo Zagrzeb nie chciało się zgodzić na naszą propozycję finansową. Dali się przekonać dopiero pół roku później. Chyba nikt nie może powiedzieć, że jest to nieudany transfer.

Manu - w tym przypadku również była długa obserwacja zawodnika, bo ponad rok. Wcześniej wyceniano go na grubo ponad milion euro, więc poczekaliśmy aż jego kontrakt będzie zmierzał do końca i pozyskaliśmy go za stosunkowo niewielkie pieniądze. Sam fakt, że grał w niemal wszystkich meczach przez 90 minut pokazuje, że jest bardzo przydatnym zawodnikiem.

Srda Kneżević - kolejnym piłkarzem, którego szukaliśmy był obrońca. Mając w zespole Inakiego Astiza i Dicksona Choto, którego niestety często brakuje na boisku, musieliśmy mieć jego dublera i sięgnęliśmy po jednego z dwóch najlepszych wówczas obrońców Partizana Belgrad. Srda grał tam przez pełne dwa sezony, a w każdym z nich po sześć meczów w Lidze Europejskiej. Niestety na samym początku przygotowań przytrafiła mu się kontuzja pachwiny, która nie jest trudna do leczenia, ale jest bardzo bolesna.

- Srda długo nie chciał się pogodzić z koniecznością operacji. Obecnie jest już w trakcie rehabilitacji. Nawet dołączył już do trenujących zawodników. Być może mógłby nawet zagrać w ostatnim meczu w tym roku, ale to wiązałoby się z ryzykiem odnowienia kontuzji. Jestem przekonany, że dobrze przygotowany, wiosną będzie pełnowartościowym zawodnikiem. Dlatego na jego ocenę musimy poczekać.

Marijan Antolović - chociaż wiedzieliśmy wcześniej, że Jan Mucha nas opuszcza, to szukaliśmy go w trybie awaryjnym. Co prawda mieliśmy do dyspozycji Wojciecha Skabę i Kostię Machnowskiego, ale w momencie kiedy Mucha odchodził z klubu, obydwaj nie gwarantowali takiej jakości na tej pozycji, jaką mieliśmy w przypadku Słowaka. Antolović w poprzednim sezonie był najlepszym bramkarzem ligi chorwackiej, która jest trochę silniejsza od polskiej. W tym czasie przyglądaliśmy się 10 bramkarzom z Europy, na których było nas stać. Tylko 21-letni Marijan spełniał nasze warunki.

- Wydaje mi się, że nie wytrzymał presji, z którą się tutaj spotkał. Wcześniej grał w małym klubie w Cibalii i tam nie było takiego ciśnienia. Jeśli popełnił błąd na sparingu, to nikt mu tego nie wypominał. W Legii natomiast nawet niepewność jest natychmiast piętnowana, bo na meczach kontrolnych jest po kilkuset kibiców. Znalazł się w zupełnie innej sytuacji i postanowiliśmy dać mu odpocząć. Nie chcemy żeby spalił się psychicznie, bo nie tylko my wiemy o jego wysokich umiejętnościach. W momencie transferu musieliśmy stoczyć o niego bój z klubem francuskim. Wiem, że oni nawet teraz chętnie by go wzięli do siebie, mimo że u nas nie gra.

- Uważamy jednak, że to jest bardzo wartościowy transfer, chociaż wydawało się, że będzie łatwiej wprowadzić go do zespołu. Od razu wrzuciliśmy go na bardzo głęboką wodę i przeplatał genialne interwencje z bardzo niepewnymi, po których traciliśmy bramki

Bruno Mezenga i Alejandro Cabral - w obydwu przypadkach od samego początku wiedzieliśmy, że podejmujemy duże ryzyko, ale nie finansowe, bo tylko ich wypożyczyliśmy. Założyliśmy, że sięgniemy po młodych zawodników z bardzo dobrych zespołów. Mezengę widzieliśmy kilkukrotnie w barwach brazylijskiego Flamengo Rio de Janeiro. Potrzebujemy zawodnika o takich parametrach, który niekoniecznie dobrze zachowuje się przy kontrataku, ale przy ataku pozycyjnym potrafi przytrzymać piłkę, zgrać ją głową i odnaleźć się pod bramką rywali.

- Jednak on jeszcze nie przyzwyczaił się do tego, że w polskiej lidze najpierw kopie się po nogach, a dopiero potem gra się w piłkę. W Brazylii jest zupełnie inaczej. Tam gra się bardzo czysto. Wydaje mi się, że z czasem ocena Mezengi będzie lepsza, choć początkowo oczekiwano, że będzie błyszczał na naszych boiskach.

- W przypadku Cabrala chcieliśmy przyjrzeć mu się przez ten sezon, aby zobaczyć jak się zaaklimatyzuje w naszej lidze i ocenić postępy w grze. Cabral w lidze argentyńskiej wyglądał fantastycznie i nadal potrafi zrobić wszystko z piłką. Jednak ma podobny problem jak Mezenga. Wierzę, że do czerwca pokaże, że potrafi grać w polskiej lidze nie tylko ładnie, ale również skutecznie.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: transfery | rozczarowanie | Ekstraklasa | Legia Warszawa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama