Medaliści lekkoatletycznych MŚ u premiera

"Dzięki waszemu wysiłkowi Polska stała się pierwszym mocarstwem lekkoatletycznym wśród państw Unii Europejskiej. A dodatkowo wszyscy mamy lekką radość z tego, że w Berlinie wyprzedziliśmy Niemcy - potęgę było nie było..." - powiedział we wtorek premier Donald Tusk, po uroczystym śniadaniu z medalistami mistrzostw świata, które odbyło się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

"Dla nas z panem ministrem Drzewieckim to wielki zaszczyt i przyjemność móc z wami się spotkać i zjeść śniadanie. Śniadanie było trochę nietypowe z punktu widzenia wyczynowców, ale dzięki temu mieliśmy więcej czasu żeby porozmawiać" - podkreślił szef polskiego rządu.

Reklama

W trakcie spotkania dyskutowano m.in. o przyszłości królowej sportu. "Rozmawialiśmy też o tym, co można zrobić, żeby ten sukces wykorzystać. Były takie momenty w historii polskiego sportu, że jak wszyscy się cieszyliśmy z jakiegoś sukcesu, to potem udało się przełożyć ten sukces na jeszcze bardziej systematyczną pomoc i pracę" - dodał Tusk.

Kapitan polskiej reprezentacji Szymon Ziółkowski powiedział, że przy śniadaniu rozmawiano o wielu konkretnych sprawach, o szkoleniu, bazie, opiece medycznej. Zaznaczył, że marzeniem jego koleżanek i kolegów jest, aby chociaż część złożonych deklaracji została w najbliższym czasie zrealizowana.

"Rozwój lekkiej atletyki uzależniony jest od wielu czynników. To nie jest futbol, że wystarczą dwie bramki, piłka i można kopać. Nasza dyscyplina składa się z kilkudziesięciu konkurencji. Potrzebne są tartanowe bieżnie, skocznie, rzutnie. W zimie też trenujemy i startujemy, a więc potrzebne są hale. Za dwa lata mistrzostwa świata są w Korei Południowej, za cztery w Moskwie, na tak szczęśliwym dla nas Stadionie Olimpijskim w igrzyskach w 1980 roku. Gdyby udało się tam powtórzyć osiągnięcie z berlińskiego obiektu, byłoby cudownie" - zamarzył się wicemistrz świata w rzucie młotem.

Mirosław Drzewiecki, odnosząc się do tej wypowiedzi, jak również do pytań dziennikarzy wyjaśnił, że nie wszystko zależy od resortu. "Na kluby, ich rozwój, ich funkcjonowanie, nie ma bezpośredniego wpływu ani ministerstwo, ani związek. Ta sprawa leży w gestii samorządów".

Przypomniał, że już dużo wcześniej rozmawiał z prezesem PZLA na temat lekkoatletycznych Orlików. Zapewnił, że jest plan, aby w każdym województwie "pojawił się taki Orlik, a te piłkarskie boiska, które już są, były wykorzystywane również przez lekkoatletów".

Poza Bydgoszczą, w Polsce nie ma obiektu z certyfikatem IAAF, na którym można byłoby organizować lekkoatletyczne imprezy najwyższej rangi. "To chyba wszyscy wiedzą nie od dziś, ale mało kto wie, że w Warszawie nie ma gdzie trenować" - zaznaczył Jerzy Skucha. Prezes PZLA przypomniał lata świetności stadionu Skry, na bieżni którego 9 czerwca 1984 roku rekord Europy w biegu na 100 m (10,00) ustanowił Marian Woronin.

Drzewiecki wyjaśnił, że Skra nie jest w gestii ministerstwa, a samorządu. "To wcale nie oznacza, że nie interesuję się tym obiektem i w ogóle tą sprawą. Z niecierpliwością oczekuję, jak się ona zakończy". Dodał, że nakłady na inwestycje nigdy nie były tak duże, jakie są obecnie.

Mówiąc o finansach, minister zapowiedział, że od 1 stycznia 2010 roku wprowadzony będzie zmodyfikowany system wspierania sportowców dyscyplin olimpijskich, który już funkcjonuje w dyscyplinach zimowych. Pierwsze kontrakty w nowej formule zawarte zostały z mistrzynią świata w biegach narciarskich Justyną Kowalczyk i wicemistrzem olimpijskim w biathlonie Tomaszem Sikorą. Na takowe mogą też liczyć medaliści berlińskiej imprezy IAAF.

Trener mistrza olimpijskiego w pchnięciu kulą Henryk Olszewski powiedział, że w swej karierze szkoleniowca słyszał już wiele obietnic, z których znikoma część została zrealizowana. "Chciałbym bardzo, aby tym razem było inaczej" - westchnął.

Jerzy Skucha podkreślił, że wizyta u premiera była historycznym wydarzeniem. "Nie pamiętam, aby wcześniej po lekkoatletycznych mistrzostwach świata szef rządu spotykał się z medalistami, choć z tą dyscypliną związany jestem od wielu lat. Nawet po Edmonton w 2001 roku, kiedy to zawodnicy wywalczyli pięć medali taka sytuacja nie miała miejsca. To najlepszy prezent na 90-lecie PZLA, jaki mogliśmy sobie wymarzyć" - powiedział prezes związku.

W 12. mistrzostwach świata w Berlinie Polacy zdobyli osiem medali - dwa złote, cztery srebrne i dwa brązowe - co dało im piąte miejsce w tabeli medalowej. Na najwyższym stopniu podium stanęły: tyczkarka Anna Rogowska i Anita Włodarczyk w rzucie młotem, która ustanowiła także rekord globu.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Donald Tusk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje