"Mecz był do wygrania"

Piłkarze ręczni mieli dać Polsce upragniony medal w sportach drużynowych - ostatni sukces odnieśli przecież piłkarze nożni w 1992 roku w Barcelonie. Podobnie jak siatkarze przegrali jednak ćwierćfinał - z Islandią 30:32, i pozostała im tylko walka o miejsca 5-8.

Po końcowej syrenie zawodnicy długo nie schodzili z boiska. Krzysztof Lijewski kilkanaście minut spędził siedząc na parkiecie, z głową schowaną między kolanami. Waleczny Bartłomiej Jaszka opuszczał halę płacząc. Szczypiorniści nie potrafili wyjaśnić, czemu polscy sportowcy zawodzą w tych najważniejszych spotkaniach, szczególnie gdy występują jako faworyci.

Reklama

Zawodnicy niemal jednym głosem powtarzali tylko -popełniliśmy błędy w obronie, zostawiliśmy zbyt wiele miejsca na kole, byliśmy spięci, nerwowi.

Po meczu powiedzieli:

Mariusz Jurasik: - Może byliśmy za bardzo stremowani, może za bardzo chcieliśmy wygrać. W naszym nastawieniu było widać, że liczyliśmy na rozstrzygnięcie spotkania w ciągu pierwszych 5-10 minut. Wiedzieliśmy, że Islandia świetnie szuka koła i niestety nie potrafiliśmy zatrzymać tej broni.

Nie wiem, czy nie podeszliśmy do nich zbyt agresywnie - do piłki rzucało się dwóch-trzech zawodników, a powinien jeden. Przez to zostawialiśmy im miejsce na środku. Taka taktyka pasowała rywalom. Dlatego właśnie straciliśmy przed przerwą 19 bramek, a tyle powinniśmy z nimi stracić nie w jednej połowie, tylko w całym meczu.

Nie radziliśmy sobie też z grą w przewadze - szczególnie w pierwszej połowie opłacało im się nas "lać" w obronie. Dopiero w drugiej zagraliśmy swoje i wierzyliśmy, że można stratę odrobić. Zabrakło jednak sił i czasu.

Artur Siódmiak: - Mecz był do wygrania. W pierwszej połowie zrobiliśmy jednak za dużo błędów - obrona nie funkcjonowała, w ataku zagraliśmy zbyt statycznie. Stąd pięciobramkowa strata po pierwszych 30 minutach. W drugiej odsłonie zaczęliśmy walczyć, ale to nie wystarczyło. Nie wiem czy to Islandia była lepsza, czy też przegraliśmy sami z sobą.

Mieliśmy ich świetnie rozpracowanych, ale taki jest sport. Brakowało nam konsekwencji i komunikacji na boisku. Popełnialiśmy przez to proste błędy, dopuściliśmy ich do sytuacji rzutowych na kole.

Mateusz Jachlewski: - Raz się wygrywa, raz się przegrywa - tym razem nie udało się. Przespaliśmy pierwszą połowę, byliśmy spięci. Obrona nie funkcjonowała tak jak powinna, mieliśmy duży problem z kołem. Wiedzieliśmy, że zagrają dobrze z kontry i nie zawsze udało się wrócić. Mecz był podobny do ostatniego starcia na mistrzostwach świata, ale wtedy to my graliśmy skutecznie w obronie i mogliśmy kontratakować.

Czuję złość, rozczarowanie. Nie wiem, jak długo to będzie we mnie siedzieć. Teraz trzeba będzie poczekać i zobaczyć ilu zawodników zostanie z tej drużyny, ilu będzie walczyć o kolejne igrzyska. Ja na pewno będę do dyspozycji trenera.

Sławomir Szmal: - Jestem niezadowolony z gry w pierwszej połowie. Złapałem chyba tylko dwie piłki, a to zdecydowanie za mało, wręcz katastrofalnie. Po zmianie stron też nie wybroniłem wszystkiego co mogłem - dwie-trzy piłki więcej i bylibyśmy w półfinale.

Doskonale spisał się bramkarz Islandii Bjorgvin Pall Gustavsson - wybronił kilka bardzo trudnych sytuacji, praktycznie stuprocentowych. Mi tego zabrakło. Nie chcę oceniać przebiegu spotkania "na gorąco". Chcę najpierw obejrzeć zapis wideo, żeby ocena była konstruktywna. Jedno jest pewne - zabrakło zimnej głowy.

Nad przyszłością tej drużyny wisi duży znak zapytania. Część zawodników deklarowała koniec kariery, czy przerwę od występów w drużynie narodowej. Mam nadzieję, że zostaniemy w takim składzie w jakim graliśmy. Sam jednak nie wiem co będzie w przyszłości - jeszcze się nad wszystkim zastanowię.

W Pekinie rozmawiał - Maciej Malczyk

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: wygraj | zawodnicy | mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje