Marcin Wasilewski i jego twarda walka o powrót na top

Rok temu miał nogę w gipsie, czekały go skomplikowane operacje, jego dalsza kariera piłkarska wisiała na włosku. Dzięki hartowi ducha udało mu się w wielkim stylu wrócić do gry. Marcin Wasilewski jeszcze raz potwierdza, że zasługuje na pseudonim "Tank".

5 grudnia Anderlecht Bruksela grał wyjazdowy mecz z SV Zulte-Waregem. W 43. minucie obrońca gości - Marcin Wasilewski wyskoczył do dośrodkowanej piłki i strzałem głową zdobył gola. Cóż w tym było niezwykłego? Normalny ligowy mecz, bramka jakich wiele. Ale nie dla fanów Anderlechtu, kibiców w Polsce i przede wszystkim dla strzelca. Ponad rok temu, 30 sierpnia 2009 roku wydawało się, że kariera Marcina została ostatecznie przerwana. Axel Witsel, zawodnik Standardu Liege, postanowił nie odstawiać nogi w walce o piłkę z Polakiem. Skutek był dramatyczny. Otwarte złamanie kości strzałkowej i piszczelowej. Co bardziej wrażliwi, oglądając ten faul, zamykali oczy z przerażenia.

Reklama

Zobacz, w jakich okolicznościach Wasilewski doznał kontuzji

"Wciąż doskonale pamiętam tę sytuację. Byłem cały czas przytomny. Choć ból był wręcz nie do opisania. Od razu podali mi silne leki przeciwbólowe i przewieźli do szpitala. Tam przeszedłem łącznie cztery operacje. Najgorzej było po czwartej. Żona mówiła, że z bólu aż gryzłem poduszkę. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłem" - wspominał Wasilewski w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego". Ten brutalny faul odbił się szerokim echem nie tylko w Belgii i Polsce, ale całej Europie. Informacje o naszym reprezentancie trafiły na pierwsze strony gazet. Do Krakowa, rodzinnego miasta piłkarza, przybył nawet reporter z największej belgijskiej gazety "Het Laatste Nieuws". Z czasem zainteresowanie mediów ustało, a zawodnik dzień po dniu walczył o powrót na boisko.

Wasilewski jest wychowankiem Hutnika Kraków, ale szybko opuścił rodzinne miasto. Jego kariera nie rozwijała się w jakiś nadzwyczajny sposób. Grał w Śląsku Wrocław, Wiśle Płock i Amice Wronki, a potem w Lechu Poznań. Miał opinię twardo grającego, skutecznego obrońcy, ale nie wróżono mu wielkiej kariery. Szansę debiutu w reprezentacji dostał od Zbigniewa Bońka już jesienią 2002 roku w meczu z Danią. Na dobre w kadrze zadomowił się jednak, gdy selekcjonerem został Leo Beenhakker, a on przeszedł do Anderlechtu Bruksela.

Był ulubieńcem Holendra. - Jakby panowie dzisiaj zagrali przeciwko niemu, to mielibyście ciężki wieczór. To bardzo twardy facet, jest jak Robocop. Poza tym ciągle robi postępy - chwalił swojego obrońcę Leo.

Do chwili kontuzji Wasilewski miał niepodważalną pozycję w kadrze na prawej obronie. Grał podczas mistrzostw Europy w Austrii, wcześniej walnie przyczynił się do awansu na ten turniej. Bardzo dobrze radził sobie też w Anderlechcie. Nie zginął w zachodnim klubie, jak wielu Polaków. Był tam ważną postacią i ulubieńcem fanów. Marzył o grze w Anglii. Ze swoim stylem gry mógłby sobie na Wyspach poradzić. Na przeszkodzie realizacji tych planów stanął jednak... Witsel.

Już w pierwszych wypowiedziach po kontuzji "Wasyl" zapowiadał, że chce jak najszybciej wrócić do gry. Po żmudnej rehabilitacji dopiął swego 8 maja 2010 roku, owacyjnie witany przez kibiców, wszedł na boisko na ostatnie 10 minut meczu z Sint-Truiden, który jego drużyna wygrała 2-1. Ale nie to był koniec jego zmagań o powrót do dawnej dyspozycji. Latem okazało się, że musi się poddać jeszcze jednej operacji. W końcu dopiął swego. Znowu jest mocnym punktem Anderlechtu. W niedawnym prestiżowym spotkaniu z Club Brugge popisał się znakomitą interwencją wybijając piłkę z bramki i walnie przyczynił się do wygranej "Fiołków" 2-0.

Wasilewski nie ukrywa, że marzy o powrocie do reprezentacji. "Do tej pory nie chciałem się na ten temat wypowiadać, bo przecież miałem zupełnie inne sprawy na głowie. Ale skoro jestem już zdrowy i zagrałem w podstawowym składzie lidera ligi belgijskiej, to mam chyba prawo głośno o tym powiedzieć. Otóż marzę o tym, by zagrać w polskich barwach na Euro 2012. Tu nie chodzi zresztą o marzenia, lecz o plany, jakie sobie wyznaczam na przyszłość. Do zgrupowania kadry, na które zostaną powołani piłkarze z klubów zagranicznych, zostało jeszcze trochę czasu. Wiem, co mam robić, żeby dostać powołanie - mówił w niedawnym wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego".

Jeszcze przed powrotem do gry kontaktował się z nim trener Franciszek Smuda, z którym wcześniej miał okazję pracować w Lechu. Na niedawnym czacie w INTERIA.PL z trenerem kadry padło pytanie o obrońcę Anderlechtu. - Trzeba docenić tę walkę, jaką stoczył z przeciwnościami losu Marcin. Bardzo na niego liczę - odpowiedział Smuda.

Zobacz pierwszego gola Wasilewskiego po powrocie do gry po kontuzji

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje