Marcin Cabaj po trzech latach został rezerwowym

Dotychczasowy pierwszy bramkarz Cracovii, Marcin Cabaj w sobotnim meczu z Ruchem Chorzów (0:2) usiadł na ławce rezerwowych. Sytuacja taka, niewymuszona kartkami lub kontuzją, miała miejsce po raz pierwszy od... trzech lat.

- Rzeczywiście ostatni raz trener nie postawił na mnie z własnego wyboru w meczu z Arką Gdynia we wrześniu 2006 roku - przyznał golkiper "Pasów", twierdząc że spodziewał się tej decyzji. - Już w środę trener próbował wstawiać do składu w wewnętrznych gierkach Łukasza Merdę i wtedy przyszła mi do głowy myśl, że mogę nie zagrać w starciu z chorzowianami. Na pewno nie było to dla mnie miłe, bo każdy trenuje nie po to, żeby uczestniczyć w zajęciach, ale żeby grać. Taką decyzję podjął jednak trener i trzeba ją szanować i pogodzić się z nią - dodał.

Reklama

Cabaj obiecał, że nie odpuści walki o miejsce w składzie. - Na każdym kolejnym treningu mam zamiar udowadniać wyższość nad konkurentami do gry w bramce: Sławkiem Olszewskim, Łukaszem Merdą czy Markiem Pączkiem. W tygodniu trzeba pracować, a weryfikacją jest mecz - stwierdził. - Mam nadzieję, że już wkrótce będę w tak wysokiej formie, że trener będzie zadowolony i znów będę grał - wyjaśnił.

Bramkarz Cracovii od dawna nie oglądał meczu z perspektywy ławki rezerwowych i przyznał, że nie jest to łatwe zadanie. - Najgorsza jest niemoc, bo nic nie można zrobić, by pomóc drużynie. Szczególnie trudne jest to, gdy zespołowi nie idzie. To przykre doświadczenie - zakończył.

ASInfo/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: bramkarz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje