Manchester City nadal liderem, porażka Arsenalu

Manchester City pokonał w niedzielę na wyjeździe Bolton Wanderers 3-2 w 2. kolejce angielskiej ekstraklasy piłkarskiej i został samodzielnym liderem. W sobotę Arsenal Londyn z Wojciechem Szczęsnym w składzie przegrał u siebie 0-2 z Liverpoolem FC.

Manchester City i Bolton, po zwycięstwach 4-0 - odpowiednio nad Swansea City i Queens Park Rangers - na inaugurację zajmowały przed tym spotkaniem ex aequo pierwsze miejsce w tabeli.

Reklama

W pierwszym składzie The Citizens wyszedł bohater z pierwszej kolejki Sergio Aguero. Mimo że pozyskany przed sezonem z Atletico Madryt Argentyńczyk zagrał w meczu ze Swansea tylko pół godziny, zdobył dwa gole. Tym razem nie powtórzył tego osiągnięcia i w 68. minucie został zmieniony przez swojego rodaka Carlosa Teveza.

Gole dla gości strzelili Hiszpan David Silva w 26., Anglik Gareth Barry w 37. oraz Bośniak Edin Dżeko 47. minucie. Dla Boltonu trafienia zaliczyli Ivan Klasnic (39. min.) i Kevin Davies (63).

Zwycięstwo pozwoliło City utrzymać prowadzenie. Bolton spadł na siódme miejsce.

Pierwszą od 11 lat wyjazdową wygraną z Arsenalem odniósł w sobotę Liverpool FC. The Reds wygrali 2-0. Całe spotkanie w barwach Kanonierów rozegrał Wojciech Szczęsny, który popisał się kilkoma udanymi interwencjami.

Kanonierzy zagrali poważnie osłabieni ostatnimi transferami - Hiszpana Cesca Fabregasa do Barcelony i reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej Emmanuela Eboue do Galatasaray Stambuł. Zabrakło także kontuzjowanych Anglików Jacka Wilshere'a i Kierana Gibbsa oraz zawieszonych na trzy spotkania przez Angielską Federację Piłkarską (FA) - pochodzącego z Wybrzeża Kości Słoniowej Gervinho i Kameruńczyka Alexa Songa. Zostali oni ukarani za bójkę, do jakiej doszło w meczu pierwszej kolejki.

Brak tych piłkarzy był widoczny, a Arsenal, który nie zdobył jeszcze bramki w tym sezonie w Premier League, zdołał stworzyć tylko jedną dobrą sytuację. W 68. minucie groźny strzał z ośmiu metrów oddał kapitan Holender Robin van Persie. Świetną interwencją popisał się jednak hiszpański bramkarz Jose Reina.

Gole dla Liverpoolu padły dopiero w ostatnim kwadransie gry, gdy gospodarze grali w dziesiątkę, po czerwonej kartce za faul dla Emmanuela Frimponga. Szczęsny nie miał szans na skuteczną interwencję. Najpierw, w 78. minucie, pokonał go kolega z drużyny Walijczyk Aaron Ramsey, od którego odbiła się piłka wybijana przez Hiszpana Ignasi Miquela. Drugą bramkę zdobył w 90. minucie Urugwajczyk Luis Suarez.

Polak miał w tym meczu trochę pracy i popisał się dwoma dobrymi interwencjami, broniąc uderzenie głową Andy'ego Carrolla w 20. i strzał Jose Enrique w 62. minucie.

Całe spotkanie na ławce rezerwowych Arsenalu, który w dwóch meczach obecnego sezonu zdobył tylko jeden punkt (remis 0-0 z Newcastle w 1. kolejce), spędził Łukasz Fabiański.

W innym sobotnim pojedynku wicemistrz Anglii Chelsea Londyn pokonał u siebie West Bromwich Albion 2-1. Zwycięstwo nie przyszło jednak gospodarzom łatwo. Od 4. minuty przegrywali 0-1 po golu Irlandczyka Shane'a Longa. Zdołali wyrównać dopiero w drugiej połowie. Honor The Blues uratowali Francuzi, strzelec wyrównującej bramki w 53. minucie Nicolas Anelka oraz zwycięskiej, na siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry - Florent Malouda.

W poniedziałek, w ostatnim meczu 2. kolejki mistrz kraju Manchester United podejmie u siebie Tottenham Hotspur.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama