Małysz: Potrzebuję więcej szczęścia

- Może trzeba wybrać się do kościoła i dać na ofiarę, żeby mieć więcej szczęścia - powiedział Adam Małysz po konkursach w Harrachovie i trudno nie przyznać mu racji.

Ósme i siódme miejsce naszego najlepszego skoczka potwierdza jego dobrą, równą formę i jak wynika ze słów zarówno Małysza jak i trenera Heinza Kuttina nie mamy się czym martwić.

Reklama

W obu konkursach o braku miejsca na podium zdecydował drugi skok, a przyczyna niepowodzeń była podobna. - Naprawdę bardzo dużą rolę odgrywa taki leciutki wiaterek. Nie czułem żadnego powietrza pod nartami. Jak nie ma takiego czucia pod nartami, to ciężko jest walczyć o długość - wyjaśnił Małysz.

- To jest rozgrzewka, Puchar Świata dopiero się zaczyna. Jestem w czołówce, brakuje mi tylko tego ostatniego drgnięcia, leciutkiego wiatru, który by mi pomógł.

Dwukrotny medalista olimpijski z Salt Lake City przyznał, że bardzo zdenerwował się szczególnie w sobotę, gdy krótszy drugi skok zepchnął do z trzeciego na ósme miejsce. - Byłem wściekły, bo po pierwszej serii byłem trzeci. Mogłem naprawdę walczyć o podium i dlatego to ósme miejsce było dla mnie takie nokautujące - powiedział Byłem tak wkurzony, że poszedłem do pokoju i zasnąłem w ubraniu. Później przyszli trenerzy i oglądaliśmy skok na wideo. Okazało się, że nic nie mogłem zrobić - skok był dobry.

Słowa Małysza potwierdził także Kuttin. - Oglądaliśmy wideo chyba przez godzinę, by dopatrzyć się jakiegoś błędu, ale takiego nie było - powiedział szkoleniowiec naszej kadry w rozmowie z INTERIA.PL.

Nasz najlepszy skoczek ma nadzieję, że los się wkrótce odwróci. - Może trzeba wybrać się do kościoła i dać na ofiarę, żeby mieć więcej szczęścia - stwierdził.

Witek Cebulewski, Harrachov

Zobacz GALERIĘ ZDJĘĆ z Harrachova

Dowiedz się więcej na temat: skok | Adam Małysz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje