Małysz chce nadal pracować z Lepistoe

"Za dziesięć minut trening" - zapowiedział trener Hannu Lepistoe Adamowi Małyszowi pół godziny przed wyjazdem na dekorację medalistów sobotniego konkursu skoków. Mimo że polski skoczek bezgranicznie ufa Finowi, zdecydował się zignorować jego polecenie.

"Nie miałem na nic czasu. Po przyjeździe do wioski musiałem się szybko wykąpać i jechać na dekorację. Gdy wyszedłem z łazienki w pokoju był trener. Ze znanym sobie spokojem spojrzał na zegarek i powiedział: Za dziesięć minut na dole. Rozgrzewka w siatkówkę i idziemy na siłownię. Popatrzyłem na niego zdziwiony i odparłem, że za pół godziny mam dekorację. Na co on: "A trening?" Na szczęście dał mi wolne" - śmiał się Małysz.

Reklama

Nie trzeba znać Lepistoe, by widzieć jak bardzo był szczęśliwy. W rozmowie z dziennikarzami żartował, uśmiechał się i ze spokojem odpowiadał na wszystkie pytania.

"Hannu potrafi też dosolić - zapewnił Małysz. - Ale nie mam słów do tego człowieka. To wybitny szkoleniowiec. Aż się nie chce wierzyć, że pochodzi z Finlandii. W Polsce złapał humoru. Finowie rzadko żartują, nie uśmiechają się. On nigdy nie był sztywniakiem, ale zachowywał dystans".

Jest także osobą, która rzadko kiedy chwali swoich zawodników. "To mu zawsze pozostanie. Jak gramy np. w siatkówkę to powtarza: Adam, immer Glueck, immer Glueck. Nie mówi, że dobrze zaserwowałem czy ściąłem, tylko, że zawsze mam szczęście" - przyznał Małysz.

Skoczek z Wisły podkreśla jednak na każdym kroku, że współpraca z Lepistoe sprawia mu wiele radości.

"Dlatego i ja chciałem mu swoimi skokami sprawić radość. My się bardzo fajnie uzupełniamy i na pewno to, że Robert Mateja i Maciek Maciusiak doszli do tego teamu sprawiło, że mamy taki sukces" - ocenił.

Na pytanie, czy Małysz jest w tym sezonie jeszcze w stanie wygrać choć jedne zawody Pucharu Świata, Fin odparł: "Tylko jedne?". Małysz tylko się uśmiechnął.

"On jest niesamowicie optymistycznym człowiekiem. Tak samo było po mistrzostwach świata w Sapporo, gdy sięgnąłem po złoto na skoczni normalnej. Powiedział mi wówczas, że teraz walczymy o Puchar Świata i się udało. Nie byłem do tego przekonany, bo miałem 360 punktów straty do Norwega Andersa Jacobsena. Myślałem, że musiałbym wszystko wygrać, a on nie startować" - wspominał.

Lepistoe umowę z Polskim Związkiem Narciarskim ma podpisaną do końca sezonu. Co zatem dalej?

"Nie zastanawiałem się nad tym. Będę chciał, by prowadził mnie jeszcze przez ten rok do mistrzostw świata w Oslo. Nie chciałbym, by zmieniła się moja ekipa. Praca z nią przynosi sukcesy" - powiedział Małysz.

Urodzony 32 lata temu zawodnik KS Wisła Ustronianka odebrał w sobotę z rąk Ireny Szewińskiej swój drugi srebrny medal olimpijski wywalczony w Whistler. Na najwyższym stopniu podium stanął, podobnie jak tydzień wcześniej, Szwajcar Simon Ammann, a na najniższym Austriak Gregor Schlierenzauer.

Czytaj też:

Adam Małysz: Anioły mnie poniosły

Ammann: Zakończyć karierę w glorii i chwale

Małysz zdobył srebro na skoczni K-125. Złoto dla Ammanna

Szczęśliwa czwórka Adama Małysza

Polacy rządzili na skoczni w Whistler

Tajner: Niech Adam dotrwa do Soczi

Wojciech Fortuna: Adam jest niezawodny!

Simon Ammann - król skoków

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje