Małysz bez Blecharza i Żołądzia

Profesor Jerzy Żołądź i doktor Jan Blecharz nie są już członkami zespołu szkoleniowego, który opiekował się Adamem Małyszem i innymi polskimi skoczkami - poinformowała "Rzeczpospolita".

Polski Związek Narciarski nie podpisał z nimi nowych kontraktów. Poprzednia umowa z PZN skończyła się 30 maja i nikt ze związku nie próbował namówić fachowców do dalszej współpracy.

Reklama

Należy przypomnieć, że to głównie dzięki Blecharzowi i Żołądziowi Adam Małysz uwierzył w siebie, w swoje umiejętności i podbił świat skoków oraz serca polskich kibiców.

- Pożegnaliśmy się z prezesem związku tak, jak nakazuje dobre wychowanie: wysłaliśmy listy, dziękując za współpracę. Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, nie było żadnych telefonów. Dzwonił do nas natomiast wielokrotnie trener Tajner, zapraszając do współpracy, domagając się wręcz jej kontynuowania - powiedział Jerzy Żołądź.

- Nie komentuję tego, że po 30 maja nikt się do nas nie odezwał, nie powiedział słowa o tym, co wspólnie osiągnęliśmy. Przyjmuję rozstanie z grupą naturalnie - takie jest życie - stwierdził Jan Blecharz, który chce teraz wrócić do pracy na krakowskiej AWF.

Co ciekawe, trener Apoloniusz Tajner wciąż chce korzystać z wiedzy i doświadczeń obu fachowców.

- Kompetencje Jerzego Żołądzia i Jana Blecharza są bardzo duże i nie mam najmniejszego zamiaru z ich wiedzy i doświadczenia nagle rezygnować. Może ich obecność na letnich zgrupowaniach nie jest tak niezbędna jak w przeszłości, ale chciałbym mieć możliwość konsultowania treningu w każdej chwili. Spotkam się z obu panami po powrocie ze zgrupowania w Ramsau. Może dowiemy się, o co chodzi - powiedział "RZ" Tajner.

No właśnie, o co w tym wszystkim chodzi? Czyżby znów o pieniądze....?

INTERIA.PL/Rzeczpospolita
Dowiedz się więcej na temat: tajner | Adam Małysz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama