Majewski: Przestałem być anonimowy

Tomasz Majewski na rozpoczynające się w sobotę w Berlinie lekkoatletyczne mistrzostwa świata jedzie w nowej dla siebie roli - faworyta. Na liderze światowej listy i mistrzu olimpijskim w pchnięciu kulą ciąży duża presja, ale - jak przyznał - nauczył się z nią żyć.

Przez rok wiele się w życiu 28-letniego zawodnika zmieniło. Po zdobyciu złotego medalu w pekińskich igrzyskach, w każdym mityngu oczy kibiców skierowane są na niego.

Reklama

"Przestałem być postacią anonimową. Oczywiście, że teraz jest presja, są oczekiwania, ale ja stałem się też bardziej pewny siebie. Wiem na co mnie stać" - powiedział podopieczny Henryka Olszewskiego.

Majewski przyznał, że "rola outsidera była wygodniejsza. Zawsze lepiej jest atakować z dalszej pozycji niż być faworytem. Może nie mam złota mistrzostw świata i w tym sensie nie muszę bronić tytułu, ale zdaję sobie sprawę z tego, czego się ode mnie oczekuje".

O formę lekkoatlety AZS AWF Warszawa nie należy się martwić. "Ona jest" - zapewnił i udowodnił podczas mityngu Super Grand Prix w Sztokholmie, kiedy w drugiej próbie wynikiem 21,95 poprawił o 27 centymetrów 26-letni rekord Polski Edwarda Sarula.

Ostatni tydzień przed mistrzostwami świata Majewski spędza w Warszawie. Do Berlina uda się z większą częścią ekipy 13 czerwca. "Teraz najważniejszy jest relaks, spokój, odpoczynek i koncentracja. Treningowo niewiele już można zrobić. Wszystko idzie utartym od dwóch lat rytmem" - podkreślił.

Halowy mistrz Europy z Turynu wie już kto stanie w Berlinie na podium, ale nie chce wypowiadać się na temat kolejności. Nie boi się jednak mówić - "jadę po złoto".

"O medale będę walczył z Amerykanami - wicemistrzem olimpijskim Christianem Cantwellem i mistrzem świata z Osaki Reese Hoffą. Oczywiście może być milion scenariuszy przebiegu konkursu. Zawsze może się coś wydarzyć, ktoś może niespodziewanie wyskoczyć, ale myślę, że na tym poziomie, na którym my się obecnie znajdujemy, rzadko dochodzi do niespodzianek" - wyjaśnił.

Czy będzie zawiedziony jeśli kto inny stanie na najwyższym stopniu podium? "Zależy od wyniku. Jeśli pchnę przyzwoicie, czyli w okolicy rekordu życiowego, nie będę miał do siebie pretensji".

Szczęście ma mu przynieść ... opaska. Ta sama, którą założył na olimpijski finał. "Zawsze ją noszę na najważniejszych imprezach" - przyznał.

Majewski jako pierwszy z Polaków stanie do rywalizacji w mistrzostwach świata. Eliminacje konkursu pchnięcia kulą rozpoczną się w sobotę o godz. 10.05, a finał zaplanowano na 20.15.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: presja | Tomasz Majewski | majewski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje