LM siatkarzy: Niedosyt PGE Skry po porażce z Trentino

Z dużym niedosytem ekipa PGE Skry wraca do Bełchatowa po środowej porażce 1:3 (23:25, 23:25, 25:21, 16:25) z Trentino BetClick. Wszyscy są zdania, że mistrzowie kraju mogli pokusić się o zwycięstwo, a duży wpływ na końcowy wynik miały decyzje sędziów.

"Pozostał duży niedosyt. Jak spojrzymy na statystyki, to graliśmy chyba najlepszy mecz w tym sezonie. O końcowym wyniku decydowały niuanse. Nie chcę tu absolutnie zrzucać winy na sędziów, bo doceniamy klasę Trentino. W takim pojedynku kluczowe są jednak pojedyncze piłki. W pierwszym secie po ataku Bartka Kurka piłka trafiła w blok a później w antenkę, jednak punkt przyznano Włochom. No i ta piłka w czwartym secie, która wzbudziła chyba najwięcej emocji. Danielowi Plińskiemu uniemożliwiono wystawę i punkt powinien być ewidentnie dla nas. Stało się inaczej. Szkoda, że w ten sposób niepotrzebnie zostało zepsute widowisko, bo była to wspaniała siatkówka" - powiedział prezes PGE Skry Konrad Piechocki.

Reklama

"Gdy opadną emocje to pewnie stwierdzimy, że wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy prawo się pomylić. Aczkolwiek sędziowie w decydujących momentach mylili się na korzyść Trentino, które walczyło o życie. Uczciwie by było, gdyby mecz rozstrzygnął się w piątym secie. Graliśmy dobre zawody i była szansa zwyciężyć, ale stało się inaczej. To są wyrównane drużyny i o wyniku decyduje dyspozycja dnia. Na dzisiaj Trento jest może jeszcze trochę silniejsze od nas, ale wszystko idzie w dobrym kierunku i ten dystans się zmniejsza" - powiedział Daniel Pliński.

"W pewnym momencie straciliśmy koncentrację i poleciało nam pięć, sześć punktów. Później ciężko jest z taką drużyną to odrobić. Gdyby to się nie stało, gdyby to nie było wynikiem pewnych rzeczy na boisku, to myślę, że ten mecz skończyłby się naszym zwycięstwem" - powiedział Mariusz Wlazły.

"Na pewno jest niedosyt, bo mogliśmy powalczyć o dużo więcej. Niestety, nie udało się. Jedna, dwie piłki decydowały o przebiegu całego spotkania. Widać, że oni zachowali zimną głowę. W pierwszym i drugim secie Trentino grało dobrze, ale dochodziliśmy ich w końcówce. Byliśmy blisko wygranej, jednak przegrywaliśmy do 23. Od połowy czwartego seta wszystko się jakoś rozsypało. Sędziowie na pewno nie pomogli i było dosyć nerwowo. Dawno nie było takiej agresji. Nie wytrzymałem w tym secie i wykonałem trzy zupełnie nieudane ataki, z których muszę wyciągnąć wnioski" - podsumował Karol Kłos.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: PGE Skra Bełchatów

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje