Leszek Jezierski odszedł z Pogoni

Leszek Jezierski - osoba, która przez wielu szczecińskich kibiców odbierana była jako ostatnia deska ratunku dla Pogoni, nie pracuje już w morskim klubie!

- Usiadłem w fotelu, jeszcze raz przemyślałem całą sprawę i doszedłem do wniosku, że nie po drodze mi razem z panem Wernerem - powiedział Jezierski. - Nie mogę współpracować z ludźmi, którzy twierdzą, że nic się wielkiego nie stanie jeżeli zespół spadnie i dopiero za jakiś czas powróci do ligi. Takie plany mi nie odpowiadają.

Reklama

Jezierski jeszcze podczas przygotowania Pogoni do sezonu miał jasno określony pogląd na umiejętności piłkarzy testowanych przez Albina Mikulskiego.

- To był piłkarski chłam, z którego nie sposób było stworzyć zespołu na I-ligowym poziomie. Niestety, moje słowa się potwierdziły. Zostali może i najlepsi z tych testowanych przez Mikulskiego, ale i tak za słabi na I-ligowe wymagania. Życzę Pogoni i Jurkowi Wyrobkowi wszystkiego najlepszego. Jeszcze nie wszystko stracone. Ale praca z tym składem osobowym piłkarzy przerasta moje siły - tłumaczył powody swojej rezygnacji Jezierski.

W Szczecinie lotem błyskawicy rozeszła się plotka, że jednym z powodów odejścia Jezierskiego były warunki finansowe zaproponowane "Napoleonowi" przez Pogoń. Podobno ten doświadczony szkoleniowiec miał zarabiać... tysiąc złotych.

- Na ten temat nie chciałbym się wypowiadać. Powiem tylko, że ta kwota była mocno zbliżona do tej rozpowiadanej po Szczecinie - twierdzi "Napoleon".

Jezierski był też mocno zaskoczony wypowiedziami Lesa Gondora na temat pracy Mikulskiego. - Albin był moim zawodnikiem i nie powiem o nim ani słowa. Zaskoczyły mnie jednak hymny pochwalne jakie pod jego adresem słał pan Les Gondor. Zastanawiałem się: skoro Mikulski był tak dobry to w takim razie po co ta zmiana? No i ostatecznie zrezygnowałem z pracy w Pogoni - dodał Jezierski.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje