Leo zdradza sposób na Niemców!

- Gdy dowiedziałem się, że przyznano mi tytuł "Człowieka Roku" pomyślałem od razu - "To zbyt wiele, nie zasłużyłem na to" - nie kryje selekcjoner reprezentacji Polski Leo Beenhakker, który w czwartek odebrał prestiżową nagrodę przyznawaną przez tygodnik "Wprost".

Interia.pl: Finały piłkarskich mistrzostw Europy, które zbliżają się wielkimi krokami, to spore wyzwanie. Czy w związku z tym czuje Pan rosnący stres?

Reklama

Leo Beenhakker, selekcjoner Polaków: - Ależ skąd! Proszę dać spokój! Jestem już w tym biznesie prawie od czterdziestu lat. Jestem skupiony i skoncentrowany na mojej pracy, a to coś zupełnie innego niż stres. Stres jest zjawiskiem negatywnym, a my jesteśmy skupieni na pracy, która ma nas przygotować jak najlepiej do turnieju.

Euro 2008 zaczniecie od meczu z Niemcami, z którymi Polska nigdy dotąd nie wygrała. Jak Pan myśli, dlaczego nam się z nimi nigdy nie wiodło? Nawet w 1974 r., gdy mieliśmy wspaniałą drużynę z Tomaszewskim, czy Latą.

- Odpowiedź jest prosta - Niemcy zawsze mają bardzo silny zespół. Trzeba sobie ten fakt uświadomić i pogodzić z taką koleją rzeczy. Oni są jedną z najsilniejszych drużyn świata, więc strasznie ciężko ich pokonać. Ale podczas Euro będziemy mieć kolejną szansę na pokonanie Niemców i wyjdziemy na boisko z wielką ambicją i wiarą w siebie. Zobaczymy co się wydarzy podczas tego meczu. Jak już mówiłem - Niemcy to zawsze silny zespół i trzeba go szanować.

W jaki sposób można ich pokonać?

- Strzelając o jedną bramkę więcej :-).

Czy tytuł "Człowieka Roku", jaki otrzymał Pan od tygodnika "Wprost" to największe tego typu wyróżnienie w pańskiej karierze?

- Z tych pozasportowych na pewno tak. W kilku krajach, w których pracowałem wybierano mnie "Trenerem roku" i choć to również wielki zaszczyt, bo w tego typu plebiscytach głos na ciebie oddają koledzy po fachu i piłkarze, to nigdy dotąd nie odbierałem nagrody od przedstawicieli innego świata niż ten mój piłkarski. Zatem w tym sensie "Człowiek Roku" to dla mnie bardzo szczególne wyróżnienie.

Czy czuje Pan satysfakcję porównywalną z wygraniem ważnego meczu?

- Nie, bo największą satysfakcję dostarcza mi fakt, że ludzie docenili to, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty z drużyną. Zwłaszcza piłkarze ją zrobili!

Ludzie odpowiedzialni za przyznawanie tej nagrody zauważyli pewnie, że stopniowo rosły ambicje Polski, poprawiała się atmosfera w kraju, a piłkarska reprezentacja wspomagała te pozytywne zmiany. To wspaniałe uczucie, że piłka nożna ma wpływ na tak ważne sprawy.

Czy to Pana zaskakuje, że cała Polska dzięki Panu, dzięki zwycięstwom pańskiego zespołu oszalała na punkcie piłki nożnej!

- Nie. Od dawna wiedziałem, że Polska ma wspaniałe tradycje piłkarskie. Tyle że z kilku powodów w ostatnich latach ludzie stracili zaufanie do drużyny narodowej, wiarę w nią. A to jest przecież najważniejsze. Teraz zawsze gdy wychodzę na ulicę, kibice podchodzą do mnie, rozmawiają. Od razu widzę, że odzyskali zaufanie w zespół, a nawet są z niego dumni. Są dumni z tego powodu, że Polska znalazła się w Europie nie tylko z racji przystąpienia do UE, ale też dlatego, że jej reprezentacja ma miejsce w gronie najlepszych drużyn na Starym Kontynencie. W ten sposób widać, jak wielkim wsparciem dla społeczeństwa jest piłka nożna!

Dowiedz się więcej na temat: beenhakker | leo beenhakker | wprost | selekcjoner | stres

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje