Leo: Jak na wakacjach

- W pierwszej połowie w ogóle nie było gry i zachowywaliśmy się zbyt przyjacielsko. Nie jestem zwolennikiem twardej gry, ale bez agresji na boisku nie można grać w piłkę. Zarówno my jak i oni wyglądaliśmy, jak byśmy na wakacjach. W drugiej połowie pod tym względem było już dużo lepiej - powiedział po meczu z Walia selekcjoner reprezentacji Polski Leo Beenhakker.

Zmienił Pan trochę ustawienie drużyny. Dlaczego?

Reklama

- Bo miałem do dyspozycji innych piłkarzy, stąd nasza gra może wyglądało inaczej. Jednak wszystko robimy już pod mecz z Irlandią Północną, a to nowe ustawienie pokazaliśmy już w listopadzie w Dublinie. Wyszliśmy z jednym defensywnym pomocnikiem i czwórką pomocników w linii. Musimy tak ustawiać drużynę, aby była odporna na twardą grę, jaką preferują drużyny z Wysp. Naszą czwórka z przodu musi dużo biegać i wtedy to ma sens, bo rywal nie lubi ganiać za piłką, ale dziś w pierwszej połowie nikt tego nie robił.

Ci Walijczycy nie grali dziś jednak jak drużyna z Wysp.

- W drugiej połowie trochę walki już było i dlatego to spotkanie uważam za pożyteczne. Wybieraliśmy ostatnio rywali pod kątem twardej gry, a najbardziej wyspiarsko grali Irlandczycy w Dublinie. Musimy zrobić wszystko, aby wygrać w Belfaście, a nie będzie to łatwe, bo dla nich będzie to mecz ostatniej szansy. Na pewno zagrają o zwycięstwo, a nie tylko po to, żeby nie przegrać.

Czy ostatnie zamieszanie na linii kadra - PZPN miało wpływ na piłkarzy?

- Mieliśmy dziś rano dyskusję na ten temat. Tak te ostatnie wydarzenia wkurzyły wielu piłkarzy i nie pozwoliło to nam skupić się na meczu.

ASInfo/INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama