Lekkoatletyczne MŚ - Polakom pobrano krew

Zgodnie z wytycznymi organizatorów 13. mistrzostw świata, które w sobotę rozpoczną się w koreańskim Daegu, 43 polskich lekkoatletów po otrzymaniu akredytacji udało się do punktu kontroli antydopingowej. Od wszystkich pobrano krew i to w niemałej ilości.

- Wyciągnęli ze mnie trzy fiolki. Myślałam, że przynajmniej dadzą za to jakąś czekoladę... - powiedziała z uśmiechem Żaneta Glanc. Dyskobolka AZS Poznań przyjechała do Korei Południowej z Chin. W Shenzen studentka Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa wynikiem 63,99 m ustanowiła rekord życiowy, zdobywając złoty medal XXVI Uniwersjady.

Reklama

Większość polskich lekkoatletów przebywała na 10-dniowym zgrupowaniu w Geochang, gdzie w czwartek przeprowadziła ostatnie treningi. Po półtoragodzinnej jeździe dwoma autokarami dotarli do osiedla, składającego się z wieżowców, gdzie kwaterowani są uczestnicy mistrzostw świata.

- Na każdym piętrze jest kilka nowych, dobrze wyposażonych apartamentów, w których mieszka po 7-8 osób. Nasza ekipa została zakwaterowana m.in. z Koreańczykami, Hiszpanami i Meksykanami. W ogromnej stołówce jest spory wybór, każdy znajdzie tam odpowiednie dania - poinformował oficer prasowy PZLA Rafał Bała.

Kilkadziesiąt metrów od "polskiego" wieżowca są boiska do rzutów, trochę dalej stadion treningowy z bieżnią i skoczniami, obok siłownia. Wszystko w zasięgu 200-300 metrów; po wiosce można poruszać się stojącymi pod każdym blokiem rowerami.

Odnosząc się do pobytu w Geochang prezes PZLA Jerzy Skucha powiedział: - Mam wrażenie, że nasi zawodnicy i ich trenerzy nie zmarnowali tego czasu, a wręcz przeciwnie - wykorzystali go bardzo dobrze. Mieliśmy świetne warunki treningowe, dobre również jeśli chodzi o hotel i wyżywienie. Spotykaliśmy się na każdym kroku z dużą sympatią i serdecznością.

Szkoleniowiec kadry sprinterek Jacek Lewandowski został poproszony o poprowadzenie zajęć z dziećmi miejscowego klubu. Przez ponad pół godziny demonstrował im ćwiczenia przygotowujące do treningu sprinterskiego.

Z ekipą spotkał się mer Geochangu. Wypytywał, czy wszystko przez ostatnie 10 dni było w porządku, czy zawodnicy są zadowoleni i zapraszał do ponownego odwiedzenia miasta. Zapewnił też o kibicowaniu biało-czerwonym podczas mistrzostw świata. Poinformował, że do Daegu wybiera się grupa mieszkańców Geochang, którzy będą mieli specjalny transparent.

Mer zaprosił polską delegację na lunch do jednej z najlepszych restauracji w mieście. Stoły były suto zastawione koreańskimi przysmakami, a mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski z uznaniem wypowiadał się o tych daniach. Były m.in. marynowane warzywa, liście sezamu, wołowina, "palące" papryczki bardzo popularne w tym regionie i kimchi - kiszona kapusta na ostro. Najbardziej znany zakład produkcji tego przysmaku w Korei Płd. znajduje się właśnie w Geochang.

W sobotę, pierwszego dnia 13. mistrzostw świata, z polskiej, 43-osobowej ekipy wystartuje dziesięcioro lekkoatletów. Od eliminacji rozpoczną występy tyczkarze: mistrz kraju Mateusz Didenkow (SKLA Sopot), wicemistrz Łukasz Michalski (SL WKS Zawisza Bydgoszcz) i jego klubowy kolega, brązowy medalista Paweł Wojciechowski, który 15 sierpnia w Szczecinie pokonał wysokość 5,91. To najlepszy w tym roku rezultat na świecie.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Daegu | lekkoatletyka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje