Legia - podsumowanie rundy jesiennej 2010

"Legia o jakiej marzyłeś" - to było hasło przewodnie kampanii reklamowej przed rozpoczęciem sezonu. Rzeczywistość okazała się mniej kolorowa. Choć drużyna finiszowała na trzecim miejscu, to poziom gry prezentowany przez ekipę Macieja Skorży zdecydowanie odbiegał od oczekiwań kibiców i właścicieli, którzy na wzmocnienia wydali ponad dwa miliony euro!

Po katastrofalnym sezonie 2009/10, w którym Legia nie zakwalifikowała się do europejskich pucharów, na Łazienkowskiej postanowiono przeprowadzić rewolucję kadrową. Zmieniono sztab szkoleniowy, prezesa, pożegnano się z grupą zawodników. Cel postawiono jasny - Legia ma skutecznie powalczyć o mistrzostwo Polski, prezentować efektowny, skuteczny futbol, który ściągnie na trybuny nowego stadionu tłumy widzów.

2 miliony euro na transfery

Reklama

Głównym budowniczym nowej Legii został Maciej Skorża, który zaimponował właścicielowi klubu Mariuszowi Walterowi wygrywając dwa mistrzostwa Polski dla Wisły. Na transfery przygotowano ponad 2 miliony euro, a żeby zapewnić nowemu szkoleniowcowi komfort pracy zażegano ponad dwuletni konflikt z kibicami. Ci głośnym dopingiem mieli nieść zespół do zwycięstw.

Przełom maja i czerwca to dla sympatyków Legii radosny czas. Niemal codziennie odbywała się prezentacja, na której przedstawiano nowego piłkarza. Za milion euro z Dinama Zagrzeb przyszedł defensywny pomocnik - Ivica Vrdoljak , następcą bramkarza Jana Muchy ogłoszono Marijana Antolovica, za którego zapłacono 500 tysięcy euro. Bałkański kontyngent uzupełnił serbski obrońca Srda Kneżević z Partizana Belgrad.

O nową jakość gry ofensywnej Legii mieli zadbać piłkarze z Ameryki Południowej - brazylijski napastnik Bruno Mezenga i argentyński ofensywny pomocnik Ariel Cabral oraz portugalski skrzydłowy Manu.

Wielkie banery z podobiznami nowych gwiazd Legii porozwieszano w całej Warszawie, a w euforię wprawił wszystkich towarzyski mecz z Arsenalem, w który Legia przegrała 5-6.

Rozwiane złudzenia

Jak się strzela pięć bramek czołowej angielskiej drużynie, to co będzie dopiero działo się w lidze - zastanawiali się najwięksi optymiści. Realiści zwracali uwagę, że podopieczni Arsene Wengera potraktowali ten mecz wybitnie piknikowo, a osłabiona brakiem kontuzjowanych Inakiego Astiza i Dicksona Choto defensywa miała więcej dziur niż najlepszy szwajcarski ser.

Otrzeźwienie przyszło szybko, bo już w pierwszym ligowym spotkaniu - Polonia rozbiła Legię 3-0 w derbach Warszawy i nagle okazało się, że Antolović nie potrafi za bardzo bronić, Cabral jest za wolny na współczesny futbol, Kneżević popełnia błąd za błędem, Mezenga to kołek, a jedynym atutem Manu jest wymyślna fryzura i umiejętność szybkiego przebierania nogami.

O tym, że "król jest nagi" przekonywały kolejne spotkania. Szczęśliwe zwycięstwa (z Cracovią, ze Śląskiem czy Lechem) przeplatały częstsze, upokarzające porażki.

Radykalne cięcia

Skorża musiał podjąć radykalne działania. Do zespołu Młodej Ekstraklasy odesłał: Macieja Iwańskiego, Jakuba Wawrzyniaka i Piotra Gizę. Ta szokująca decyzja początkowo nie przyniosła efektu, przełom nastąpił dopiero po klęsce 0-3 z Lechią Gdańsk.

Dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach sprawiła, że Skorża powstrzymał degrengoladę zespołu. Poza Vrdoljakiem i Manu odstawił pozyskanych latem zawodników. Wyszukał nową pozycję (ofensywny pomocnik) dla Miroslava Radovica i - wobec mizerii w ofensywie - znalazł inny sposób na zdobywanie bramek - postawił na stałe fragmenty. Miał o tyle ułatwione zadanie, że weteran Tomasz Kiełbowicz posiada umiejętność precyzyjnego dośrodkowania ze stojącej piłki idealnie na głowę partnera.

Dzięki temu legioniści zaczęli zdobywać bramki, zbierać punkty i piąć się w górę tabeli. Optymistyczne nastroje zostały jednak ostudzone w Krakowie, gdy w prestiżowym meczu Wisła pokonała Legię aż 4-0.

Muszą dalej kupować

W sumie rundę jesienną legioniści zakończyli na trzecim miejscu, tracą zaledwie trzy punkty do liderującej Jagiellonii. Cel, jakim jest mistrzostwo Polski, pozostaje więc wciąż realny. Zespół musi jednak zostać wzmocniony i to na kilku pozycjach. Wobec notorycznych problemów zdrowotnych Choto konieczny jest solidny, doświadczony stoper. Trener Skorża cierpi też na deficyt napastników. Takesure Chinyama przeszedł niedawno kolejną operację, Michał Kucharczyk, po obiecującym początku, obniżył loty, z kolei Mezenga - choć w końcówce rundy pokazał się z lepszej strony - nie gwarantuje w ataku odpowiedniej jakości.

Legia ma też kłopoty na lewym skrzydle. Maciej Rybus im dłużej gra w Ekstraklasie, tym prezentuje gorszą formę. Skorża próbował tam - bez powodzenia - nawet Iwańskiego. Na tych trzech pozycjach wzmocnienia są niezbędne.

Legii przydałby się też lepszy bramkarz. Ostatnio bramki Legii strzegły same gwiazdy: Wojciech Kowalewski, Radostin Stanew, Artur Boruc, Łukasz Fabiański i Jan Mucha. Tym razem wychwalany w Polsce bez umiaru trener bramkarzy Legii - Krzysztof Dowhań nie popisał się. Stawiał na Antalovica, potem na Konstantyna Machnowskiego , a koniec najlepszy okazał się ten, którego latem na siłę wypychano z klubu - Wojciech Skaba.

Pierwszy etap budowy nowej, wielkiej Legii przez trenera Skorżę należy ocenić negatywnie - transfery nie wypaliły, trener narzucił drużynie swój ulubiony, toporny styl ( długie podania w pole karne rywala najczęściej do nikogo, który był przerabiany w końcowym okresie jego pracy w Wiśle).

Tak szeroko rozpropagowaną przebudowę zespołu najtrafniej podsumował były trener Jan Urban, który powiedział: "Legia niewiele się zmieniła od moich czasów".

Zobacz również:

PGE GKS Bełchatów - podsumowanie jesieni 2010

Śląsk Wrocław w rundzie jesiennej 2010/2011

Jagiellonia Białystok - podsumowanie jesieni 2010

Wisła Kraków - podsumowanie rundy jesiennej

Cracovia w krytycznej sytuacji, zdarzy się cud?

Zagłębie Lubin - podsumowanie jesieni 2010

Dowiedz się więcej na temat: runda jesienna | Maciej Skorża | Legia Warszawa | Ekstraklasa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje