Lech Poznań - Wisła Kraków 4-1

To był mecz godny starcia mistrza z wicemistrzem Polski, a nie drużyny z dołu tabeli ze średniakiem. Gol Dimitrije Injaca mógłby być zaś pokazywany w każdej telewizji świata. Lech, prawdopodobnie na pożegnanie Jacka Zielińskiego, pokonał Wisłę Kraków 4-1.

Kliknij, aby zobaczyć zapis relacji LIVE z meczu Lech Poznań - Wisła Kraków!

Reklama

Ekstraklasa - zobacz wyniki, strzelców, składy, terminarz i tabelę aktualizowaną na żywo!

Piłkarze Lecha wreszcie zagrali w lidze z pełnym zaangażowaniem. Gdyby grali tak zawsze mieliby pewnie dwa razy więcej punktów, zaś pozycja Jacka Zielińskiego byłaby niezagrożona. A tak - według sygnałów z obozu Lecha - Zieliński żegnał się z drużyną. Kilka dni przed meczem mieli o tym wiedzieć już także piłkarze mistrza Polski.

Sęk w tym, że Zielińskiego miałby zastąpić Jose Mari Bakero. Zdecydowany na to był już właściwie prezes Lecha Andrzej Kadziński, decyzje miał też przyklepać właściciel klubu Jacek Rutkowski. Temu ostatniemu do ostatniej chwili kandydaturę Hiszpana odradzały osoby z najbliższego otoczenia. Kibice "Kolejorza" jasno dali Rutkowskiemu co myślą o Bakero: - Chcemy trenera, a nie żadnego Bakera - kilka razy skandowali w trakcie meczu.

Mecz mistrza Polski z wicemistrzem był przednim widowiskiem. Szybkim, rozgrywanym niemal w takim tempie, jakie Lech musi utrzymywać w Lidze Europejskiej. Poznaniacy w pierwszej połowie prezentowali się lepiej, choć większość ich akcji ofensywnych zatrzymywała się na dobrze grającym bloku defensywnym gości. Lech atakował głównie skrzydłami, ale wrzutki w pole karne niewiele dawały. Aktywny był Sławomir Peszko (po jego akcji nie trafił Semir Stilić), rajdami popisywał się także... Manuel Arboleda. Po jednym z nich, w 16. minucie, gola mógł strzelić Artjoms Rudnevs, ale Łotysz chyba za bardzo zapatrzył się w drybling kolumbijskiego stopera.

Wisła obudziła się dopiero po 20 minutach. Chwilami potrafiła zamknąć Lecha na jego połowie, ale strzałów na bramkę Kotorowskiego było tyle, co kot napłakał. W środku pola z dwoma, nawet trzema rywalami szarpał się aktywny Radosław Sobolewski, ale niewiele mógł zdziałać. Defensywny pomocnik Wisły mógł nawet wylecieć z boiska, bo mając już żółtą kartkę za taktyczny faul na Arboledzie sfaulował jeszcze Tomasza Bandrowskiego - sędzia Marcin Borski go jednak oszczędził.

Po przerwie tempo nie spadło, a wreszcie kibice doczekali się bramek. Pierwszą strzelili wiślacy - po akcji Sobolewskiego i strzale mało widocznego przed przerwą Pawła Brożka.

Lech odpowiedział po trzech minutach. Ale w jaki sposób! Do piłki wybitej przez obrońców Wisły dopadł Dimitrije Injac - huknął z woleja jak z armaty. Do bramki było ponad 30 metrów, ale strzał był kapitalny. Mariusz Pawełek miał piłkę na rękach, nie zdołał jednak odbić jej w bok.

Lech nie ruszył jednak do szturmu, to Wisła przez kolejny kwadrans częściej była pod bramką Kotorowskiego. Bramkarz Lecha musiał nawet popisać się ładną parada, gdy w 59. minucie z rzutu wolnego próbował zaskoczyć go Małecki. Przełom nastąpił w 67. minucie. Kapitalną akcją na prawym skrzydle popisał się Peszko - zwodem minął dwóch wiślaków i zagrał w pole karne do Stilicia. Bośniak próbował wyłożyć futbolówkę Rudnevsowi, ten nie zdołał jednak w nią trafić. Lech miał jednak szczęście, bo z lewego skrzydła w pole karne wbiegł Siergiej Kriwiec i strzelił obok Pawełka. Co ciekawe, od dobrych dwóch minut przy bocznej linii boiska czekał gotowy do zmiany Jacek Kiełb - miał zastąpić właśnie Białorusina.

Wisła nie miała już nic do stracenia. Rzuciła się do ataku, ale została za to skarcona. W 78. Zieliński posłał do boju Joela Tshibambę - za mocno pokopanego Rudnevsa. To własnie Tshibamba, znów po podaniu Peszki, wywalczył rzut karny (faul Wilka) - po chwili zamieniony na gola przez Stilicia. Wisła leżała już na łopatkach i się z nich nie podniosła.

W ostatniej minucie na środku boiska doszło do starcia Tshibamby, Peszki i Clebera. Brazylijczyk robiąc przewrót, stanął niemal na głowie, a wtedy nacisnął na niego Tshibamba, który próbował ominąć Peszkę. Cleber mógł doznać urazu kręgów szyjnych - na murawę padł niemal nieprzytomny. Przerwa trwała prawie dziesięć minut - była też spowodowana opieszałością służb medycznych. Stoper "Białej Gwiazdy", z kołnierzem ortopedycznym, został odwieziony do szpitala.

Grająca w dziesiątkę Wisła straciła jeszcze jedną bramkę - dobił ją Mateusz Możdżeń, który z bliska strzelił do pustej bramki. Rok temu Możdżeń debiutował właśnie w starciu z Wisłą - jej też strzelił dzisiaj swojego pierwszego gola w ekstraklasie.

Lech Poznań - Wisła Kraków 4-1 (0-0)

0-1 Paweł Brożek 50.

1-1 Injac 53.

2-1 Kriwiec 68.

3-1 Stilić 79. (karny)

4-1 Możdżeń. 90+10

Żółta kartka - Lech Poznań: Luis Henriquez. Wisła Kraków: Radosław Sobolewski, Cezary Wilk, Cleber, Osman Chavez.

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa). Widzów 30˙000.

Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski - Marcin Kikut, Manuel Arboleda, Ivan Djurdjević, Luis Henriquez - Dimitrije Injac, Tomasz Bandrowski, Sławomir Peszko (90. Mateusz Możdżeń), Siergiej Kriwiec (68. Jacek Kiełb), Semir Stilić - Artjoms Rudnevs (79. Joel Tshibamba).

Wisła Kraków: Mariusz Pawełek - Erik Cikos, Osman Chavez, Cleber, Dragan Paljić - Radosław Sobolewski, Patryk Małecki (74. Piotr Brożek), Cezary Wilk (81. Maciej Żurawski), Nourdin Boukhari (57. Łukasz Garguła) - Andraz Kirm, Paweł Brożek

Andrzej Grupa, Poznań

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje