Lech Poznań - podsumowanie rundy jesiennej 2010

Swoją postawą tej jesieni Lech Poznań zyskał uznanie w Europie, które przełożyło się na... brak respektu dla mistrza kraju ze strony ligowych rywali. Runda była bowiem dla Lecha wyjątkowo nierówna - w większości bardzo słaba w krajowych rozgrywkach i piękna w tych europejskich.

W Ekstraklasie Lech właściwie tylko dwa razy pokazał klasę - w meczu z Wisłą Kraków, gdy z wyniku 0-1 doprowadził do 4-1 na końcu spotkania i w starciu z bardzo dobrą jesienią Lechią Gdańsk. Ją ograł 2-0, a gdańszczanie nawet poważniej nie zagrozili bramce mistrza Polski. Trudno zaliczyć tu efektowne 5-0 z Cracovią, bo Lech po prostu wykonał wyrok na zespole, który po strzeleniu samobójczej bramki postanowił się odkryć.

Reklama

Większość kibiców pamięta jednak ligowe potyczki Lecha poprzez nieudolną grę w Warszawie, gdzie mimo prowadzenia 1-0 i gry przez ponad pół meczu w przewadze przegrał 1-2, beznadziejną postawę w Chorzowie, Bełchatowie i Zabrzu, bezradność w starciach z Jagiellonią czy Zagłębiem Lubin. To wszystko złożyło się na odległe 11. miejsce w tabeli na półmetku rozgrywek i aż 11 punktów straty do lidera. A przecież na przedsezonowej prezentacji prezes Lecha Andrzej Kadziński mówił: "Ciąży na nas duża odpowiedzialność, bo sezon rozpoczynamy jako aktualny mistrz Polski. Chciałbym, abyśmy sezon 2010/2011 skończyli tak samo, byśmy na tym tronie pozostali". Te słowa raczej się nie ziszczą.

Czy w grudniu można mówić o straconym sezonie?

Wcale nie! Wszystko dzięki drugiemu w ostatnich latach znakomitemu występowi w europejskich pucharach. Gdy Sławomir Peszko zdecydował się pod koniec czerwca pozostać w Lechu (nie skorzystał z oferty Wolfsburga, później nie doszedł do porozumienia z Panathinaikosem), powiedział: "Marzy mi się Liga Mistrzów. Pocieszeniem może też być gra w Lidze Europy, ale po dzisiejszym meczu i całym poprzednim sezonie jestem przekonany, że to będzie jednak Liga Mistrzów" - stwierdził po sparingu z Rosenborgiem Trondheim.

Do Ligi Mistrzów Lech jednak nie awansował, był nawet blisko totalnej kompromitacji w starciu z Interem Baku. Seria jedenastu rzutów karnych zakończyła się jednak powodzeniem, ale już Sparta Praga była zbyt silna. Lech trafił do fazy play off w owych - jak to nazwał Peszko - rozgrywkach pocieszenia i ten występ w Lidze Europejskiej kibice będą wspominać latami. Sporą niespodzianką było wyeliminowanie ówczesnego lidera ukraińskiej ekstraklasy Dnipro Dniepropietrowsk, zaś awans z grupy kosztem Juventusu Turyn i FC Salzburg to ogromna sensacja. Podobnie jak zwycięstwo z jednym z najbogatszych klubów świata - Manchesterem City.

Dlaczego Lech sprawdził się w Europie, a w kraju szło mu tak źle?

Można wskazać dwa powody - pasywna postawa w sprawach transferowych oraz brak odpowiedniej motywacji piłkarzy na spotkania ligowe. Za pierwszą kwestię odpowiadają szefowie klubu, ów słynny komitet transferowy kierowany przez właściciela Lecha Jacka Rutkowskiego. Za drugą - także piłkarze, ale przede wszystkim były trener Jacek Zieliński, który w trudnych momentach nie umiał trafić do głów zawodników. Lech stracił króla strzelców poprzedniego sezonu Roberta Lewandowskiego, a w jego miejsce - i to tuż przed rozpoczęciem ostatniej fazy przygotowań - pozyskał tylko Artura Wichniarka, który słynie z trudnego charakteru, a ostatniego sezonu zbyt dobrego nie miał. Mimo to szefowie klubu mówili, że Lech z Wichniarkiem będzie mocniejszy od Lecha z Lewandowskim. Na czym opierali te słowa, trudno powiedzieć. Z prawdą nie mają wiele wspólnego. Później pozyskano Joela Tshibambę, który obok Wichniarka był największym rozczarowaniem rundy. Dopiero w sierpniu do Lecha trafił Artjoms Rudnevs, choć w sparingu "Kolejorza" z Rosenborgiem wystąpił półtora miesiąca wcześniej. Wtedy poznaniacy mogli już zapomnieć o Lidze Mistrzów.

Sprawa napastników jak nic innego obrazuje kiepskie ruchy Lecha w transferowej materii.

Poznański klub nie chciał pozwolić na finansową rywalizację z Polonią Warszawa, której szef Józef Wojciechowski był w stanie wyłożyć milion euro na Artura Sobiecha z Ruchu Chorzów. Lech wcześniej uzgodnił warunki umowy z piłkarzem, ale takiej kwoty płacić nie zamierzał. Patrząc z perspektywy czasu, postąpił dobrze, a sam Sobiech pewnie może żałować, że nie jest na miejscu Rudnevsa, któremu po świetnych występach w pucharach bliżej do dobrego klubu w zachodniej Europie. Lech dał też sygnał, że nie zamierza uczestniczyć w wojnach cenowych, ale to z kolei utrudnia mu pozyskiwanie piłkarzy, zwłaszcza z kraju. Pozostaje wyszukiwanie perełek na Bałkanach lub w dawnych państwach bloku wschodniego - tak do Poznania trafili: Semir Stilić, Jasmin Burić, Dimitrije Injac, Siergiej Kriwiec czy właśnie Rudnevs. Aby jednak wskoczyć na wyższy poziom, który umożliwi skuteczną rywalizacje na dwóch frontach (czyli w ekstraklasie i w Europie), poznański klub musiałby sprowadzić w jednym okienku transferowym przynajmniej trzech takich Rudnevsów.

Nie da się bowiem ukryć, że polskie kluby z roku na rok będą na zawodników i ich płace wydawać więcej.

Lech musi się więc do takiego stanu rzeczy przygotować, a podpisanie nowego kontraktu z Manuelem Arboledą, który stał się najlepiej zarabiającym zawodnikiem ligi, świadczy, że tak się powoli dzieje. Następnym krokiem powinno być przeznaczenie dwóch, trzech milionów euro w każdym okienku transferowym na nowych zawodników. Klub stać na to - zwłaszcza, że trzy grupowe spotkania w Lidze Europejskiej na wypełnionym do ostatniego miejsca Stadionie Miejskim przyniosły taki dochód. Pierwszym sprawdzianem dla działaczy Lecha będą najbliższe tygodnie. Jasne jest bowiem, że Lech musi szukać jednego lub dwóch napastników, bo choć latem pozyskał ich trzech, to do gry na najwyższym poziomie nadaje się na razie tylko Rudnevs. Wichniarek i Joel Tshibamba łącznie zdobyli dwie bramki. Zresztą z Wichniarkiem mistrz Polski już się bez większego żalu pożegnał. W przypadku odejścia Sławomira Peszki konieczne stanie się wzmocnienie boku pomocy, bo póki co Jacek Kiełb odpowiednim następcą "Peszkina" nie jest. Kontuzja Tomasza Bandrowskiego i zabieg artroskopii stawu biodrowego oznacza trzy, a może cztery miesiące przerwy i powoduje lukę na pozycji defensywnego pomocnika. Wzmocnienie rywalizacji przydałoby się na lewej obronie, bo Luis Henriquez nie czuje już nawet oddechu byłego kadrowicza Seweryna Gancarczyka, którego trenera Bakero ostatnio nie widział nawet w meczowej osiemnastce. Jeżeli miałby odejść Grzegorz Wojtkowiak, potrzebny też kolejny środkowy obrońca, bo tercet Bosacki - Arboleda - Djurdjević liczy już w sumie 99 lat. Wreszcie - warto poszukać klasycznego skrzydłowego na lewa stronę, bo Kriwiec zdecydowanie lepiej czuję się na środku boiska.

Wzmocnienia są potrzebne, bo Lech ma jeszcze o co walczyć

Sporting Braga w 1/16 finału Ligi Europejskiej nie jest rywalem nie do przejścia, zwłaszcza w sytuacji, gdy w pokonanym polu Lech zostawił bardziej utytułowany Juventus. Poznaniacy muszą się skupić na pięciu spotkaniach Pucharu Polski , bo tędy wiedzie najkrótsza droga do Ligi Europejskiej. Wreszcie - w lidze wciąż mają szansę na podium, ale muszą co najmniej powtórzyć dokonania z wiosny tego roku (10 zwycięstw i trzy remisy). Aby tak się jednak stało, działacze z Bułgarskiej muszą kupić trzech, czterech nowych zawodników będących nie tylko uzupełnieniem drużyny Bakero, ale jej wzmocnieniem.

Angielska prasa przed pierwszym spotkaniem Manchesteru City z Lechem Poznań pisała o mistrzu Polski jako drużynie o dwóch obliczach - pozytywnej w Europie i bezbarwnej w słabej lidze. Odwoływano się do słynnej noweli Roberta Louisa Stevensona, która opowiadała o cenionym londyńskim lekarzu dr. Jekyllu, który dzięki eliksirowi zmieniał się w złego przestępcę Mr Hyde'a. W powieści Dr Jekyll, nie mogąc zaakceptować swojej podwójnej osobowości, popełnił samobójstwo. Lechowi na razie piłkarskie samobójstwo nie grozi, ale jeżeli nie dostanie się do kolejnej edycji w pucharach, dokona poważnego samookaleczenia.

Ekstraklasa - wyniki, tabela, terminarz, statystyki

Zobacz również:

Legia Warszawa - podsumowanie rundy jesiennej sezonu 2010/2011

Lechia Gdańsk po rundzie jesiennej

Polonia Warszawa: Podsumowanie rundy jesiennej 2010

PGE GKS Bełchatów - podsumowanie jesieni 2010

Śląsk Wrocław w rundzie jesiennej 2010/2011

Jagiellonia Białystok - podsumowanie jesieni 2010

Wisła Kraków - podsumowanie rundy jesiennej

Cracovia w krytycznej sytuacji, zdarzy się cud?

Zagłębie Lubin - podsumowanie jesieni 2010

Widzew po rundzie jesiennej

Arka Gdynia - podsumowanie rundy jesiennej

Korona Kielce - podsumowanie rundy jesiennej

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje